Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 41 из 71

A

– Gdzie zwiewasz, gnoju?!!! Do szeregu, świnie! Do szeregu. Dowódca, psiamać!

Taktyk Leen przykuśtykał, przytrzymując złamaną lewą rękę. Przypominał Nolaana, który też kuśtykał (Meredith musiał mu zwichnąć kostkę) i też trzymał się za lewą rękę, krwawiącą coraz bardziej.

– Ale mi się wojsko trafiło, psiamać! – ryknęła Pierwsza Nałożnica Cesarstwa. – Tchórze!

– Taktyk Leen melduje oddział po starciu ulicznym. Stan wyjściowy: dwieście pięćdziesiąt – oficer usiłował złożyć raport. – Straty…

– Ty się lepiej zamknij, idioto! – warknęła A

– Trzeba posłać gońca do pałacu – mruknął Nolaan.

– Ty mnie nie ucz, co mam robić! Jak poślę byle pacana, to go obśmieją. Bo niby co powie? Że napotkaliśmy wymiotującego żołnierza i ponieśliśmy straty przewyższające dziesiątkę? – A

– Jak ściągniesz tu pozostałe siedemset pięćdziesiąt osób, to stworzysz taki zator, że…

– Taki zator, że może nie będą mogli za szybko uciekać – wpadła mu w słowo. – Wolę, żeby opóźniali ludzie, którzy nie wiedzą jeszcze, że tam jest Achaja i że oni mają karabiny – dowiodła, że naprawdę nie było głupim pomysłem mianowanie jej szefem zwiadu. – Wycofujemy się. Wysłać gońców do oddziałów towarzyszących.

Niewolnice pomogły jej dosiąść kuca.

– Zawracamy.

Nolaan tylko potrząsnął głową. Meredith powlekł się za żołnierzami wyraźnie zadowolonymi, że opuszczają niebezpieczny rejon.

A

Zatrzymali się dopiero kilkaset kroków dalej na rozległym placu przeciętym przez środek szerokim kanałem, który obmurowano czerwonym marmurem. Po obu stronach wody, jak wszędzie teraz, rozstawiono stoliki, przy których mieszkańcy Syrinx i przybysze gromadzili się na kolacji. Lampiony i osłonięte szkłem świeczki rozświetlały mrok. A

– Nolaan – rzuciła A

– Wytrzymam.

– Kogo wysłać do pałacu, jak sądzisz? Dowódcę, zwykłego żołnierza, czy…

Przerwał jej meldunek setnika.

– Jaśnie pani! Ktoś się chce z jaśnie panią widzieć.

– Ty, szlag, zameldować się nie umiesz? – warknęła nałożnica. – Kto śmie?

– Jaśnie pani… Ona… – setnik najwyraźniej nie wiedział, w jaką formę przybrać meldunek. – To chyba ich żołnierz… znaczy z Arkach. Mówi, że ma dla jaśnie pani wiadomość.

A

– Dawaj ją tu.

Żołnierze przyprowadzili dziewczynę w długim, najprawdopodobniej zrabowanym komuś płaszczu. Rozchylone poły ukazywały rzeczywiście mundur Arkach. Dziewczyna miała długie włosy powiązane w drobniutkie warkoczyki po lewej stronie głowy, pociągłą, dość ładną twarz i duże, ufne oczy.

– Pani – pochyliła głowę. – Ja pracuję dla Drugiego Wydziału Imperialnego Sztabu. Muszę zameldować pierwszemu napotkanemu dowódcy w Syrinx.

– Ty z Luan? – przerwała jej A

– Z Arkach, pani – odparła dziewczyna.

– Pracujesz za złoto?

– Nie tylko, jaśnie pani.

A

– Mów.

– Pani. Oddziały Arkach przedostały się do Syrinx, wykorzystując opróżnione cysterny zaopatrujące miasto w wodę. Tam są łodzie, które przewożą wojsko.

– I pozostali dotąd nieodkryci?

– Lądowałyśmy w najgorszej dzielnicy, pani. Jedyny problem to stara kobieta, która nas łajała, bo schodząc z wodociągu rozwaliłyśmy dachówki na jej domu… Pani. Jest jeszcze jeden problem. W mieście jest trzysta dziewczyn ze zwiadu. Mają się rzucić na obsługę którejkolwiek z bram i otworzyć.

– Ile wojska przedostało się przez cysternę? – przerwała jej A

– Do tej pory…

Jedna z chłopek, tych, które siedziały tuż obok, runęła nagle do przodu, przewracając krzesło. W jej ręku błysnął sztylet, który wbiła w plecy zdrajczyni. Druga chłopka podskoczyła i przeciągnęła wojskowym nożem po szyi żołnierza Arkach. Trzecia dostała mieczem w brzuch od setnika, który wykazał się nieprawdopodobnym refleksem. Klęczała teraz, jedną ręką usiłując powstrzymać krew, a drugą opierając się o brzeg stołu.

A

– Kim jesteś? – spytała.

– Ja… – po policzkach ra

– Z tego oddziału, który miał się rzucić na bramę?

– Niczego więcej ci nie powiem.

Dziewczyna opadła na plecy.

– Ale, kurwa, boli!

A

– Pani chorąży, z całym szacunkiem. Proszę podać swoje imię naszemu pisarzowi – nałożnica zagryzła wargi. – Zawiadomimy rodzinę. I… uczciwie powiemy, jak pani… zginęła za swój kraj.

Dziewczyna na ziemi już odpływała. Była coraz mniej przytomna. Nie mogła zogniskować wzroku. A

– Jakkolwiek się pani nazywa… – szepnęła, przymykając oczy. – Jest pani człowiekiem… wśród ludzi.

Odwróciła się do swoich żołnierzy.

– A te dwie? – odezwał się setnik, wskazując na jeńców. – Wieszać?

– Ty gnoju – warknęła A

– No ale… Przecież zabiły naszego człowieka.

– Ty… Posłuchaj mnie uważnie – Pierwsza Nałożnica Cesarstwa cedziła słowa, jakby bojąc się mówić szybciej. – Każdy donosiciel jest gównem, które przykleja się do buta. Są tacy, którzy wykorzystują zdrajców, którzy słuchają donosicieli, ale… to jest babranie się w gównie! A te dwie – wskazała na jeńców – to żołnierze regularnej armii. Mają być ścięte przez kata. A nie powieszone jak złodzieje – A

Setnik nie śmiał się odezwać.

– I powiem ci jeszcze coś… Armia Luan nie jest jeszcze kompletną stertą nawozu, żeby tolerować takich sukinsynów jak ty! Złóż broń i won ze służby.

– Pani – setnik był przerażony bardziej niż dwóch jeńców. Wskazał na chorążego Arkach. – Przecież ja ją zabiłem. To przecież ja…

– Won, bo pogonię batem! – A

– Ja tam zwykły żołnierz – mruknęła jedna z dziewczyn. – Na chuj mnie pamiętać.

– Proszę pani… Mianuję panią strategiem Armii Luan – powiedziała A