Страница 40 из 71
– Gdzie oni mogą być? – spytał Nolaan.
– Kto? – dał się zaskoczyć Meredith.
– Najeźdźcy.
– Po pierwsze, nie wiem. Po drugie, bardzo chciałbym nie angażować się więcej w tę sprawę.
Tamten skinął głową.
– Ty. Dupeczka – mruknął do Pierwszej Nałożnicy. – Jedziemy do centrum, na fora.
– Ja tu, psiamać, dowodzę! – wydarła się dziewczyna. – Jeszcze raz powiesz na mnie „dupeczka” to wychłostać każę.
– Spróbuj – wzruszył ramionami Nolaan.
– Jedziemy na targ rybny – zakomenderowała. – Do ubogich dzielnic – skinęła na niewolnika, który trzymał uzdę jej kuca i nachyliła się do Nolaana. – Per „dupeczka” to do mnie sam cesarz może mówić, a nie ty… książątko z prowincji!
Znowu wzruszył ramionami. Pochód jednak ruszył szybciej. Minęli mniejszą z wież oporowych, potem mogli podziwiać całą wspaniałość Syrinx – przejechali przez Wzgórze Piaskowe, skąd roztaczał się widok na najpiękniejszą część stolicy największego państwa na świecie. Niestety, taktyk rozkazał zmienić kierunek i, roztrącając tłum, przedarli się między rozsypujące się, wiecznie wilgotne i cuchnące kamienice „miasta, którego nie ma”.
„Miasto, którego nie ma”. Nie można było sobie wyobrazić nazwy, która bardziej pasowałaby do tej dzielnicy. Żołnierze odruchowo skupili się przy swoim dowódcy. Tempo pochodu spadło znowu. Gońcy z i
A
– Ty. Widziałeś wojsko Arkach lub Troy?
– Nie, jaśnie pani! Zmiłowania proszęęęęęę!!!
Następna ofiara.
– Ty. Widziałeś jakieś…
– Ja nie kradłem. Ja nie kradłem, jasna pani! To tylko oszczercy tak mówią. O łaskę błagam!
– No niech cię szlag trafi. O wojsko pytam. Widziałeś jakieś?
Złodziej, który nigdy niczego nie ukradł, wytrzeszczył oczy.
– No żesz, jasna panienko. Ze dwie setki, albo i więcej.
– Gdzie?
– No tu przede mną stoją – przerażony wskazał palcem na żołnierzy A
– Szlag! O Troy i Arkach pytam.
– A… a… wi… – niewi
Kiedy niebo zrobiło się całkiem czarne, zatrzymali się przed jakimś burdelem. Kurwy wybiegły przed swój przybytek zwabione możliwością łatwego zarobku. Ale żołnierze byli na służbie, żaden nie mógł skorzystać.
– Ty – A
– Nie, pani.
– A reszta? Widziałyście coś?
– Nie, nie, nie… – wszystkie zaprzeczyły gwałtownie.
– No jak nie? – z burdelu wyszedł kompletnie pijany klient z pełnym kubkiem w ręce. – Tu za rogiem, jaśnie pani, jest jeden.
– Stul pysk! – wrzasnęła jakaś ladacznica.
– Kpisz? – warknęła A
– Gdzieżbym śmiał – facet chwiał się na nogach. – Tu za rogiem – pokazał – jest jeden żołnierz – zrobił krok, ale potknął się i upadł, rozlewając zawartość swojego kubka. Przez chwilę, na czworakach, zastanawiał się, czy nie zlizać wina z ulicy, ale po dłuższym namyśle zrezygnował jednak. – On niegroźny – wybełkotał.
A
– Idź i sprawdź.
Chłopak rzucił się biegiem. Po chwili powrócił zmieniony na twarzy.
– Jest, jaśnie pani! Wrogi żołnierz, sztuk jedna!
A
– Skąd on?
– Z Arkach, jaśnie pani. To dziewczyna.
– No… jak… Zaraz… I co robi?
– Melduję, jaśnie pani, że ona wymiotuje! – żołnierz wyprężył się służbiście.
A
A
– Ty! – kopnęła klęczącego wroga w bok. – Gdzie reszta wojska?
Dziewczyna nie reagowała. Coś szarpało nią okrutnie.
– Ty! Pindo jedna! Odpowiadaj, jak pytam – A
Znowu żadnej reakcji.
– Jak ty się, krówsko, nazywasz? Co? – A
Tamta, dokonując cudów panowania nad rozdygotanym ciałem, podniosła się. Nie. Nie wstała bynajmniej.
Tkwiła dalej na kolanach, ale już nie podpierała się rękami. Wszyscy zobaczyli, że oficer Armii Arkach ma na oczach dziwne, czarne krążki i kurewski tatuaż na twarzy. To dlatego prostytutki usiłowały ją kryć. Uznały za swoją.
– Achaja – klęczący oficer z trudem wymówił swoje imię.
Wojsko wokół targnęło się w tył. Wszystko, co żyło i rozumiało artykułowaną mowę, runęło za siebie, byle dalej, byle dalej, byle jak najdalej stąd. A
Jedynie Meredith spojrzał z zaciekawieniem. Achaja… Biedna dziewczyna sprzedana przez swój kraj. Niewolnica, prostytutka, zdrajczyni. Teraz klęczała obrzygana na bruku i sam dźwięk jej imienia powodował zgrozę. Bogowie! Ale się zmieniła. Wydoroślała, wypiękniała, zamieniła się w potwora o niesamowicie czarnych oczach. Jego nie zwiodły czarne szkiełka na drucie. Zresztą osunęły się w dół przy kolejnym paroksyzmie.
Żołnierze parli w tył, depcząc tych, którzy nie chcieli ustąpić.
Bogowie! Achaja… – myślał czarownik. – Taka śliczna. Taka potworna z tymi swoimi pozbawionymi białek, otchła
A
– Obronię cię, pani – mruknął Nolaan.
Nie było go słychać w tłoku, w tupocie nóg, w bezładnych okrzykach tych, którzy chcieli się wydostać z miejsca, gdzie śmierć chodziła już nie z kosą, ale z młynem do mielenia ludzi w rękach.
– Achajka, kotku, co to za krzyki? – na rumowisku z tyłu ukazała się rosła żołnierz Arkach z karabinem w rękach. Żołnierz była śliczna, długowłosa i niezbyt inteligentna. – O kurwa!!! – wrzasnęła nagle. – Plutooooooon do mnieeeeeeee!
Na gruzowisku pojawiło się natychmiast kilkanaście dziewczyn z karabinami.
– Mayfed, pakuj w tego z mieczem. Pluton, na moją komendęęęęęę… Ognia!
Meredith szarpnął Nolaana i podłożył mu nogę. Przewrócili się obaj. Tylko dlatego Nolaan przeżył. Ta, nazwana Mayfed, wpakowała mu kulę w lewe ramię. Reszcie żołnierzy dostało się okrutnie. Czarownik szarpnął ra