Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 16 из 71

Po ostatniej komendzie „Pal!”, oficerowie Arkach odzyskali zdolność widzenia dopiero po kilku chwilach. Szeregi wojska cofały się odruchowo, niektórzy żołnierze wyjmowali nowe ładunki, większość oglądała się do tyłu, na rzekę…

Dym rozwiał się szybko, ukazując to, co zostało z atakującej szpicy. To, co zostało… właśnie uciekało.

Achaja, wykorzystując moment ciszy, podskoczyła do Biafry.

– Atakuj! – wrzasnęła. – Atakuj teraz!!!

Biały proszek musiał właśnie zacząć działać. Biafra był tak naćpany, że ledwie mógł przytomniej spojrzeć. Był osłupiały przebiegiem zajść. Zerkał na ko

– Jak? – szepnął.

– No do przodu, kurwa, i już! – syknęła Achaja.

– I co? – głowa chwiała mu się lekko. – Podejdziemy do nich na trzydzieści kroków, zatrzymamy się, załadujemy i… – czknął głośno – i wystrzelimy?

– No nie wiem – gorączkowała się księżniczka. – Sieczmy tymi, no… no… tymi… – nareszcie przypomniała sobie właściwe słowo. – Bagnetami!

– Noż kurde – pociągnął wielki haust wódki. – Już widzę nasze dziewczyny, jak usiłują ciąć nożykiem na lufie facetów w pancerzach.

Po drugiej stronie pola bitwy Mohr również był osłupiały i również nie bardzo wiedział, co ma robić. Atak dwudziestu tysięcy doborowej piechoty i nagle takie straty w ogóle bez kontaktu z nieprzyjacielem? I nagle jego niepokonani żołnierze uciekają jak, nie przymierzając, zające? Bez choćby skrzyżowania mieczów? To nie mieściło się w głowie. Przecież szło już tak dobrze, udało mu się w zwiadowczym wypadzie zdezorganizować lewe skrzydło przeciwnika, jego ko

Kazał odwołać całą jazdę, która bezskutecznie goniła piechotę Chorych Ludzi po krzakach i sformować z resztą jazdy jeden klin. Cała piechota plus rezerwy – drugi klin. Teraz uderzy z dwóch stron. Kawaleria zdezorganizuje szeregi wroga, a piechota ich wykończy. Potrzebował jednak czasu, by rozkazy mogły być wykonane.

Istna komedia pomyłek, totalnej niekompetencji, splotu przypadków i niezrozumienia nowej sytuacji. Żaden, ani Mohr, ani Biafra, nie potrafił wykorzystać swoich atutów. Żaden nie miał pojęcia, jak należy walczyć w nowej sytuacji taktycznej. Mohr postępował według wytycznych sztabu, które zostały napisane w czasach, kiedy nawet Chorym Ludziom nie śniło się o karabinach. Nie potrafił skoncentrować sił tak, żeby wykorzystać swoją makabryczną przewagę liczebną. Biafra się bał, nigdy nie był dowódcą liniowym, a poza tym nie wiedział, jak się atakuje, mając w ręku karabin. Podejść i strzelić? Toż tamten nie będzie stał i czekał, aż karabin zostanie załadowany. Więc ciąć tym śmiesznym nożem, tym bagnetem? Toż tamten ma pancerz, tarczę i miecz, co mu można zrobić nożem, nawet zatkniętym na lufie… Był zdziwiony rozwojem wypadków, ale… wszystko wskazywało na to, że jeśli tylko będzie stał nieruchomo jak słup, to tamci niewiele mogą mu zrobić. Ale na jak długo starczy mu jedzenia, jeśli zdecyduje się stać jak wmurowany? I co z ko

Tymczasem dwóch wojowników z Lasu podbiegło do Achai z ostrzeżeniem, że jakieś wojsko pojawiło się z boku, w oliwnym gaju, skąd przeprowadzono pierwszy atak tego dnia.

To był Tepp ze swoimi pięcioma tysiącami piechociarzy. Nie wiedział, jaka jest sytuacja na polu bitwy, po wykonaniu jednak wzorowego podejścia zauważył, że było już po pierwszym ataku. Widział trupy, widział bardzo szczupłe siły przeciwnika i ko

– Niech pani da ze dwa bataliony do osłony, to rozsmarujemy ich w tych krzakach!!!

Spojrzała na niego ogłupiała. Potem zerknęła na Biafrę.

– D… Dobra – skrzywiła się – zaraz odkomenderuję dwa bataliony zwiadu.

– Tylko nie zwiad, błagam! – krzyknął. – Niech pani da te w krótkich kieckach.

– Wszystkie mają krótkie kiecki – dała się zaskoczyć.

Uśmiechnął się lekko. Może to był dowcip.

– Te, co nie drgnęły nawet, jak Luan na nie szedł. Niech mi pani da waszych prawdziwych piechociarzy i sama nimi dowodzi. Niech, kurwa, ktoś wreszcie zacznie dowodzić tym burdelem na kółkach.

Zaklęła tak, że się cofnął. A szlag! Zmusiła panią pułkownik z dywizji górskiej, która, sarkając, wydzieliła dwa bataliony. Stanęła na ich czele, choć słysząc ze strony piechociarek takie przekleństwa pod swoim adresem, miała ochotę zacząć rozstrzeliwać własnych żołnierzy. Piechociarki, choć dławiąc się niechęcią do swojego nowego dowódcy, stanęły jednak w linii. Chorzy Ludzie przestawili już i załadowali większość dział. Piechota Luan właśnie wyłaniała się spomiędzy drzew, w dość równych nawet szeregach, krok w krok, idealnie ustawiając poszczególne oddziały. To był majstersztyk. To było arcydzieło prowadzenia wojska do ataku. To właśnie była ta potyczka, która dała nazwę całej bitwie: „Masakra pod Negger Bank”!

Chorzy Ludzie celowali spokojnie, wbijając kliny w podstawy swych dział. Potem dali ognia. Całe pokolenia dzieci w późniejszych szkołach musiały się potem uczyć poematu bezimie

I szli z podniesionym czołem, w równych szeregach,

a potem…

Dwieście dział przemówiło głosem gromu!!!

Akurat. Biafra nigdy nie miał dwustu dział. Z tych stu sześćdziesięciu, które dostał, udało mu się doprowadzić na pole bitwy jakieś sto czterdzieści (historycy spierają się do dziś o dokładną liczbę), a Chorym Ludziom udało się odwrócić na czas i wycelować może trzy czwarte. Ile z nich mogło wypalić, a ile nie mogło, mając przed wylotami luf własne pozycje? Nie wiadomo (specjaliści od historii wojska skłaniają się dzisiaj ku liczbie dziewięćdziesięciu, maksimum). Ale jak niby nauka ma dyskutować z poezją?

Dwieście dział kierowało krokami śmierci,

a oni…

nadzy, musieli brać ją w ramiona.

Dwustu Bogów otworzyło swe otchła

a oni…

musieli w nie patrzeć i ślepnąć.

Dobre. Pierwsza salwa niewiele zaszkodziła atakującym oddziałom. Artylerzyści nabijali spokojnie i opuszczali lufy. Drugi raz dali ognia, kiedy Tepp już opuścił oliwny gaj. Ta salwa była lepsza, ale nie przesadzajmy z oceną skuteczności ówczesnych kul. Dwa bataliony elitarnej piechoty górskiej zaczęły strzelać, kiedy wrogowie znaleźli się w zasięgu ich karabinów. Chorzy Ludzie, w przeciwieństwie do oddziałów ochotniczych, byli dobrze wyszkoleni i bardzo spokojni. Wystrzelili jeszcze raz, wbijając celownicze kliny, a potem zaczęli ładować kartacze. Natarcie, wbrew poecie, który jeszcze się nie narodził, nie załamało się bynajmniej. Luańczycy, mimo poważnych strat, atakowali dalej. Ich głównym problemem (o czym poeta nie mógł wiedzieć) była powtarzana ciągle komenda: „Zewrzeć szeregi!”. Gdyby nie to, gdyby nie regulamin armii Luan, uwzględniający jedynie łuczników i piechotę zbrojną w miecze, może nie powstałby poemat pod tytułem „Masakra pod Negger Bank”? A może dotyczyłby kogoś i

„Zewrzeć szeregi!!!” – wywrzaskiwali pozostali przy życiu dziesiętnicy, dokładnie jakby chcieli dać lepszy cel odległym o kilkadziesiąt kroków dalej facetom ze stemplami, pakułami, oliwą, stojącym wśród worków z prochem i stosów przygotowanych kul.