Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 55 из 71

Szybko wspiąłem się po drabince i naparłem plecami na klapę, która wbrew głosowi mojego wewnętrznego pesymisty ustąpiła z cichym szurnięciem. Podciągnąłem się do góry i uderzyłem o coś głową. Przejście było tak niskie, że mogłem się w nim jedynie czołgać. Poczułem rosnącą klaustrofobię, ale wtedy implanty znów lekko zapulsowały ciepłem. Drzemiący w moim ciele cyfrak nie lubił chyba irracjonalnego strachu i ponownie dał o sobie znać, tym razem na szczęście w bardzo subtelny sposób. Trochę spokojniejszy wpełzłem do tunelu. Biegły tu jakieś kable, przejście wyglądało jak fragment korytarza inspekcyjnego, o którym (na moje szczęście) ktoś zapomniał i pozostawił otwarty. Kilkanaście sekund pełzania w ciasnocie na brzuchu ciągnęło się niemiłosiernie. Wreszcie dotarłem do drugiego włazu, odsunąłem go i spojrzałem w dół.

Wchodziłem na niebezpieczny teren. Bocznica kolejowa systemu metra była używana, mogłem tu natknąć się na ludzi oraz kamery, a unikanie wykrycia było koniecznością. Na szczęście w miejscu, gdzie miałem zejść, panowały ciemności. Nie zapalałem latarki, tylko wymacałem pierwszy szczebel. Niestety, w wąskim tunelu nie było się jak odwrócić, więc czekało mnie zejście głową w dół. Wysunąłem się ostrożnie, stopniowo opierając ciężar ciała na rękach. Kiedy w połowie byłem już na zewnątrz, poczułem, że spadam. Na szczęście zdołałem wykorzystać grawitację i obrócić się, unikając upadku. Zasunąłem za sobą klapę, cicho zszedłem z drabinki, przypadłem do ściany i rozejrzałem się wokół. Kanał zakończony grodzią znajdował się w odległym końcu podziemnej bocznicy. Samo torowisko było oświetlone, ale tutaj skrywał mnie mrok. Niestety, na tym kończyły się dobre wiadomości. Wypatrzyłem co najmniej czterech pracujących tu robotników. Kręcili się po torach, coś przy nich majstrując. Istniała spora szansa, że zauważą otwarcie bariery, ale niewiele mogłem z tym zrobić. Należało się za to upewnić, że wrota pozostaną otwarte.

Odczekałem chwilę, aż kolejarze odejdą kawałek, i przystąpiłem do pracy. Terminal po tej stronie wyglądał na cały, ale z jakiegoś powodu nie działał. Stuknąłem w kilka klawiszy, niestety, ekran pozostał ciemny. Brak możliwości użycia karty Garta nieco komplikował sprawę, niemniej nie zamierzałem się jeszcze poddawać. Podważyłem obudowę klawiatury i obejrzałem elektronikę. Urządzonko miało tylko jedną funkcję, więc jego budowa nie była zbyt skomplikowana. Szybko znalazłem przyczynę problemu: zimny lut w układzie zasilania. Mogłem to naprawić i złamać kod, ale skoro już dobrałem się do wnętrzności, zastosowałem i

– ...się odpierdala? – Tunelowe echo niosło głosy właścicieli żółtych kamizelek.

– Jakieś zwarcie może... – Drugi głos miał rację, tyle że nie było to zwarcie spontaniczne.

Narzuciłem szybkie tempo, na wypadek gdyby robotnicy postanowili wejść głębiej. Potknąłem się o coś i zamarłem, sprawdzając, czy usłyszeli. Snop światła omiótł kamie

– ...to zamknąć?

– Ni cholery... nie działa.

Niestandardowe rozwiązanie techniczne załatwiło drugi z moich problemów. Pierwszym było samo otwarcie grodzi. Drugim upewnienie się, że nie będzie można jej zamknąć. Musiałem otworzyć jeszcze jedne wrota, więc przy tych czekać nie mogłem.

– ...to zgłosić. – Byłem już za daleko, dolatywały mnie tylko strzępki rozmowy.

– ...akurat... przyślą. ...dupa.

– Dupa... dupa, trzeba...

Domyśliłem się, o czym rozmawiają. Wiedzą, że muszą to zgłosić, choć nie ma szans, by jakiś serwisant pojawił się tu dzisiaj. Nie działa panel, więc trzeba technika druciarza, a wszyscy pracują na powierzchni, żeby ogarnąć Polis po burzy. RepTek oczywiście przyśle tu kogoś, najpewniej za karę i nie wcześniej niż za jakieś trzy dni.

Odczekałem za zakrętem korytarza jeszcze kilkanaście minut, upewniając się, czy kolejarze nie są nadgorliwi. Stałem w mroku oparty o ścianę i nasłuchiwałem, nawet gdy ich głosy ucichły. Oczywiście znów nawiedziły mnie myśli o mutantach, kanibalach i i

Wreszcie uznałem, że mogę już wracać. Robotników nie słyszałem, kiedy wyszedłem na prosty odcinek, nie widziałem też ich latarek. Zobaczyłem za to blask lamp oświetlających tory, sączący się przez otwartą gródź. Pierwszą z dwóch poważnych przeszkód mogłem uznać za pokonaną.

Rzuciłem okiem na zegarek. Teraz czas i dyskrecja były najważniejsze. Musiałem dostać się na drugą stronę bocznicy, gdzie według planów wygrzebanych przez Garta znajdowało się jedno z centrów kontroli ruchu. Było to także miejsce, gdzie system metra łączył się z tunelem kolejowym prowadzącym za Miasto. Hakerowi udało się włamać do systemu kolejowego i znaleźć informację o pociągu opuszczającym Polis dziś wieczorem. Zamierzaliśmy jechać tuż za nim i skorzystać z chwilowo otwartej dla składu przesłony w Murze. Szalony plan wymagał idealnego wręcz wyczucia czasu.

Gródź, którą już pokonałem, pozostanie otwarta. Teraz należało dostać się do centrum kontroli ruchu i w odpowiednim momencie umożliwić Królowej przejazd z bocznicy do tunelu. Gart nie mógł zrobić tego zdalnie, więc czekało mnie tradycyjne włamanie. Na miejscu miałem zaczekać na przybycie reszty załogi, otworzyć gródź, zabrać się z nimi i wyjechać za pociągiem. Powiedziałbym, że ten plan ułożyli ludzie niespełna rozumu, a w najlepszym wypadku szurnięci optymiści, gdyby nie fakt, że sam byłem jego współautorem.

Cicho wszedłem na teren bocznicy, kryjąc się w cieniu nieopodal niedawno użytego terminala. Czasu miałem jeszcze sporo, mogłem więc dokładnie zaplanować kolejne kroki. Bocznica była właściwie dużą podziemną halą, do której z jednej strony wpadały dwa tunele metra. W jedną ze ścian wpuszczona była solidna stalowa brama, znacznie większa od tej już otwartej. Obok niej wypatrzyłem nieduży podest oraz drzwi. To właśnie tam musiałem się dostać. Na szczęście w pobliżu nie było kamer.

Kolejarze wciąż łazili po bocznicy, co gorsza, do znanego mi już tandemu dołączyło jeszcze dwóch. Chodzili z pozoru bezładnie, chyba sprawdzając stan techniczny torów. Wiedziałem, że jeśli wyjdę z cienia, któryś z nich dość szybko mnie zauważy, a tego zaryzykować nie mogłem. Cholera, że też akurat dziś RepTek wysłał ich do sprawdzania tego odcinka.

Zapas czasu był zwodniczy. Teoretycznie mogłem zaczekać, aż skończą pracę, albo chociaż będą mieli jakąś przerwę, ale nie wiedziałem, na jakie komplikacje natknę się w centrum kontroli ruchu.

Moje rozmyślania przerwał narastający hałas. Zobaczyłem czerwone światełka w jednej z tub – na bocznicę właśnie wjeżdżał skład metra. Stukot kół odbijający się echem od ścian tworzył prawdziwą kakofonię. Gdy pociąg zaczął hamować z piskiem, zrozumiałem, że mogłem wybrać lepszy moment na otwarcie grodzi. Teraz nie było się już nad czym zastanawiać, bo robotnicy ruszyli właśnie w stronę zwalniających coraz bardziej wagonów. Uznałem, że lepszej okazji nie będzie.

Ruszyłem pochylony, przemykając pod ścianą. Wiedziałem, że jeśli któryś z kolejarzy odwróci się teraz, natychmiast mnie wykryją. Dopadłem zalegającej pod murem plamy cienia, szczęśliwie nie zwracając niczyjej uwagi, i truchtem pobiegłem dalej. Od drzwi centrum kontroli ruchu dzieliło mnie jeszcze kilkadziesiąt metrów, pociąg kończył hamować. W biegu wyciągnąłem i rozłożyłem teleskopową pałkę. Dotarłem do podestu, podskoczyłem do góry i prętem rozbiłem lampę nad wejściem. Łoskot moich kroków na metalowej podłodze oraz brzęk tłuczonego szkła utonęły w zgrzycie stalowych kół.

Przylgnąłem do drzwi, kryjąc się w mroku, i szybko oceniłem sytuację. Jeden z robotników (oczywiście znany mi już grubas) zatrzymał się i wskazał drugiemu miejsce, gdzie stałem. Musiał kątem oka dostrzec nagłe zgaśnięcie światła. Wiedziałem, że mnie nie widzi, ale ciarki i tak przebiegły mi wzdłuż kręgosłupa. Jego kolega machnął tylko ręką. Stojący na bocznicy skład miał wyższy priorytet niż eksplodująca żarówka. Wiedziałem jednak, że mam niewiele czasu. Nie mogłem czekać tu na przyjazd Ulepa i z tej strony otwierać grodzi, bo kolejarze w końcu mnie znajdą.