Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 54 из 71

– Trochę jak wycinek Pustyni, nie sądzisz? – Gart przerwał moje rozważania. On widział Koryto nieco inaczej. – Taka próbka tego, co zastaniemy za Murem.

– Nie sądzę, żeby cokolwiek mogło nas na to przygotować – odparłem nieco ponuro. – Którędy zejdziemy?

– Tam, przy moście, są schody. Ulep już powinien być na dole.

Ulepa znaleźliśmy dzięki jego wskazówkom w jednej ze ślepych bocznych odnóg Koryta. Stało tu kilka skleconych z blachy wiat – prowizorycznych garaży dla ścigających się zapaleńców. W każdym stał jakiś samochód. Nie znam się na motoryzacji, ale wyglądały na szybkie. Jeden z nich – całkiem spory sedan – wyjechał właśnie i z głośnym rykiem pomknął w stronę odległego mostu. Przygotowania do Piaskowego Derby szły pełną parą.

Królowa mruczała. Potężny silnik chodził na jałowym biegu, Ulep zaglądał pod maskę. Kiedy podeszliśmy bliżej, poczułem, jak moje wnętrzności wibrują w rytm potężnego motoru.

– Podniosłeś zawieszenie – stwierdziłem zamiast powitania.

– Tak. – Mechanik nawet nie podniósł głowy. – Mówiłem ci, jest gwintowane. Przyda się dodatkowy prześwit.

Stęknął głośno, grzebiąc przy samochodzie, pomruk stał się nieco głośniejszy.

– No, wreszcie – skwitował swój sukces i zamknął maskę. Podejrzliwie rozejrzał się wkoło i przeszedł na konspiracyjny szept. – Zaliczka dotarła, część już zdążyłem wydać.

Zaprowadził nas do tyłu auta i otworzył bagażnik. Pod wykładziną, w niedużej wnęce, leżały trzy butle bez oznaczeń, połączone elastycznymi przewodami.

– Nitro – szepnął wyraźnie zadowolony. – Daje niezłego kopa – dodał, widząc nasze niepewne miny.

– To nie wyścig.

– Mocy nigdy za wiele. Właśnie miałem się przejechać. Jedziecie ze mną? – zapytał, puszczając do mnie oko i wskazując na nieduży palnik acetylenowy na tylnym siedzeniu.

Muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem. Wcześniej trzeba go było namawiać na ten wypad, a teraz proszę, sam wychodzi z inicjatywą. Domyślałem się, że to nie pieniądze tak na niego działały, w każdym razie nie tylko one. Ulepa ciągnęło za Mur, zrozumiałem to już przy pierwszej rozmowie. Miał ten błysk w oku, który mówił, że tęskni za czymś, czego chyba nawet nie potrafił nazwać. Ciekawe, czy wszyscy, którzy byli poza Polis, tak mają. Czy ja doświadczę tego samego, kiedy tu wrócę? „Jeśli”, a nie „kiedy”, poprawił mój wewnętrzny pesymista.

– Jasne, zobaczmy, jak śmiga – odparłem krótko.

Rozbawiło mnie to, że mechanik, zanim wsiadł za kółko, długo i dokładnie szorował ubrudzone smarem ręce. Musiał naprawdę kochać ten samochód. Kilkadziesiąt sekund później zrozumiałem dlaczego.

Wypadamy z bocznej odnogi, szerokie koła buksują w piasku. Królowa leci bokiem, Ulep, pulsacyjnie naciskając gaz, utrzymuje ją w drifcie, jednocześnie cały czas przyspieszając. Silnik ryczy na wysokich obrotach, obraz za oknem zmienia się w rozmazaną plamę. Kontra kierownicą i mkniemy już prosto. Most zbliża się bardzo szybko, mam wrażenie, że Ulep rozbije nas o przęsło. Mijamy je niebezpiecznie blisko, skręt, gaz i znów drift. Pasy bezpieczeństwa trzymają mnie mocno, kiedy szalony kierowca urządza sobie slalom między podporami, zakończony trzema kółkami, podczas których cały czas Królowa mknie bokiem. Wreszcie ostre hamowanie i przejażdżka się kończy.

– Będę rzygać – słabym głosem oznajmił siedzący z tyłu Gart.

Uchylił drzwi i opróżnił żołądek na piach.

– Nieźle. – Nie sądziłem, że Ulep potrafi się tak szeroko uśmiechać. – A to wszystko bez nitro.

Odgłosy dochodzące z tyłu świadczyły, co skrzypek myśli o nitro.

– Krata jest tam, we wnęce. Nie będzie cię widać z garaży, ale się pospiesz. – Mechanik wskazał mi zamknięty tunel. – Weź palnik i przepal tak, żeby się trzymało, ale łatwo było wyrwać. On zostaje?

– Tak, ale muszę jeszcze chwilę z nim pogadać.

– Byle szybko.

Pomogłem skołowanemu Gartowi wysiąść i zaprowadziłem go za podporę mostu, tak żeby Ulep nas nie widział.

– Wiesz, jak się z tym obchodzić? – spytałem, podając mu orła. – Przeładowujesz, nabój w komorze, strzelasz. Kopie jak skurwysyn, więc gdybyś musiał go użyć, dobrze wymierz pierwszy strzał. Drugi raz możesz już nie dać rady strzelić. Daję ci go, na wypadek gdyby nasz kierowca się rozmyślił lub zaczął wydziwiać, albo jeśli napotkacie i

– Tobie nie będzie potrzebny? – Skrzypek przyjął broń z niepewną miną.

– Tam, gdzie idę, lepiej nie robić hałasu, inaczej nici z planu. Zamkną grodzie i nigdzie nie pojedziemy.

– W takim razie weź to. – Podał mi swoją zmodyfikowaną kartę. – Umiesz tego używać?

– Nie żartuj, byłem technikiem RepTeku. Dzięki.

– Powodzenia. – Skinął mi głową i wrócił do samochodu.

Ryknął silnik, spod tylnych kół wystrzeliły fonta

Dokładnie obejrzałem kratę. Była nieco nadgryziona zębem czasu, lecz nadal solidna. Palnik Ulepa był nieduży, paliwa w nim niewiele. Musiałem zatem dobrze wybrać punkty, w których osłabię barierę. Zacząłem od wycięcia wejścia, z którego sam skorzystam. W prawym dolnym rogu przepaliłem jeden z prętów w dwóch miejscach i wybiłem go kopniakiem. Odczekałem kilka minut, żeby rozgrzane krawędzie nieco ostygły, po czym przez powstałą szczelinę wczołgałem się do tunelu.

Połknęła mnie ciemność, owionął chłód. Zapach też był tu i

Ponownie włączyłem palnik i ponacinałem pręty tak, żeby dało się je w miarę łatwo wyrwać. Zastanawiałem się, czy zabrać palnik ze sobą, ale gaz skończył się, kiedy pracowałem nad przedostatnim cięciem. Trudno, trzeba będzie mocniej szarpnąć, ale dla Królowej to nie problem.

Włączyłem latarkę i obejrzałem mapę Ulepa. Według niej kanał burzowy ciągnął się aż do jednej z mniejszych bocznic metra. Tam zapewne znajdę pierwszą z grodzi, które powinienem otworzyć. Bocznica na jednym końcu graniczyła z tunelem kolejowym prowadzącym za Miasto. To właśnie nim mieliśmy opuścić Polis. Wyglądało na to, że czekają mnie dwie główne przeszkody. Nie było sensu dłużej zwlekać. Ruszyłem w czerń.

Na dnie burzowca zalegał pył i śmieci, na szczęście z prawej strony znajdowała się murowana kładka. Kiedyś służyła pewnie pracującym tu ludziom, umożliwiając przejście bez brodzenia w wodzie, dziś też ułatwiała mi poruszanie się. Szedłem szybkim krokiem, tnąc ciemność promieniem latarki. Trzymałem się głównego kanału, niekiedy tylko rzucając okiem w boczne odnogi. Gdzieniegdzie ściany pokrywały zacieki wilgoci, skraplającej się tutaj lub ściekającej po cyklach zraszania. W tych miejscach na murze pleniły się liszaje różnych gatunków pleśni, niektóre z nich fosforyzowały lekkim błękitnym światłem. Jeśli gdziekolwiek w Mieście życie kwitło samoistnie, to właśnie tutaj.

Odgłos moich kroków odbijał się echem, z powierzchni nie dochodziły żadne dźwięki. Już po kilku minutach marszu ogarnęło mnie dziwne uczucie. Wyczerpanie walką, użyty speeders i przejęcie przez cyfraka robiły swoje, ale nie tylko o to chodziło. W ciemności i samotności mózg zaczyna tworzyć sobie rozrywki, które wcale rozrywkowe nie są. Co chwila zdawało mi się, że słyszę szurnięcie gdzieś z boku lub za plecami, widzę kształt przemykający w ciemności tuż za granicą światła rzucanego przez latarkę. Czułem, jak serce zaczyna bić mi szybciej, i siłą woli powstrzymywałem chęć odwracania się lub puszczenia biegiem. Doprawdy dziecinada! Tłumaczyłem sobie, że tunel jest pusty. W odpowiedzi kochana wyobraźnia co rusz podsuwała mi obrazy. Sfora mutantów żyjących w ciemnościach. Nie znają światła dzie

Zdałem sobie sprawę, że stale przyspieszam, i zmusiłem się do zatrzymania. Odczekałem, aż umilknie echo moich kroków, i wziąłem kilka głębokich wdechów. Chłodne, nieco stęchłe powietrze. Żadnych dźwięków, żadnych mutantów. Tunel przede mną zakręcał łagodnym łukiem. Kiedy udało mi się uspokoić, ruszyłem w tamtą stronę. I zaraz za zakrętem napotkałem pierwszą poważną przeszkodę.

Gródź była ogromna. Dwuskrzydłowa, masywna, wyglądała na nigdy nieużywaną. Sądząc po konstrukcji i miejscu, gdzie się znajdowała, wstawiono ją tutaj podczas którejś z kolejnych przebudów systemu. Trzewia Polis były stare, ich historia sięgała podobno jeszcze czasów przed powstaniem Pustyni i Muru, zanim RepTek przejął kontrolę. Modyfikowane dziesiątki razy, ostatnie większe prace prowadzono podczas budowy najnowszej linii metra. Byłem zbyt młody, żeby to pamiętać, ale podejrzewałem, że ta bariera powstała właśnie wtedy. Niestety, ta wiedza nie mogła pomóc w rozwiązaniu pewnego podstawowego problemu. Po mojej stronie nie było mechanizmu otwierającego.

Chwilę bezradnie przyglądałem się tej masie stali, omiatając ją snopem światła. Wydawało mi się zupełnie nielogiczne wstawianie drzwi otwieranych tylko z jednej strony, ale w końcu budowała je korporacja, więc wszystko było możliwe. Wreszcie wypatrzyłem niewielki wpuszczony w ścianę terminal. Nie zauważyłem go wcześniej, ponieważ był dosłownie zarośnięty kurzem. Podszedłem bliżej i zrozumiałem swój błąd. To nie był kurz, tylko włochata pleśń. Gdzieś ze ściany sączyła się woda, ściekając na urządzenie. Przetarłem je ręką, ale ekran okazał się martwy, elektronikę całkowicie zniszczyła wilgoć.

Wróciłem do badania najbliższej okolicy. Nie znalazłem siłowników otwierających wrota (mógłbym spróbować uruchomić je ręcznie), więc zapewne były za barierą. W przeciwległą ścianę wpuszczono metalowe szczeble prowadzące do góry. Poświeciłem tam i zobaczyłem nieduży właz w sklepieniu. Czyżby jakiś korytarz techniczny? Z braku i