Страница 21 из 52
Wrodzona delikatność nakazała Jakubowi oddalić się z miejsca zajścia. Koło kościoła wśród drzew spotkał księdza, który biegł w stronę kościoła. – Co tam się dzieje? – zapytał zaniepokojony. – Semen był w letargu. Właśnie się ocknął i bije lekarza. Może lepiej tam nie wchodzić. Ksiądz popatrzył na Jakuba z niechęcią. – To niedobrze – powiedział. – Będę musiał mazać w księgach. Jakub wzruszył ramionami. Los nikomu nie szczędzi rozczarowań. Z wnętrza świątyni dobiegały właśnie odgłosy waśni rodzi
Znalezisko
Jakub Wędrowycz ocknął się niespodziewanie. Spojrzał na swoje przedramię. W szarym blasku świtu widział wyraźnie, że czarna szczecina porastająca jego łapy nastroszyła się jak u dzikiego zwierza. Jasna cholera – mruknął – znowu się zaczyna… Pociągnął łyk karbidówki. Przeciągnął się, ale jeszcze nie wstawał. Żal mu było opuszczać ciepły dołek wygnieciony w sie
Cadyk Mojsze Apfelbaum stał na lotnisku im. Ke
Punkt ósma rano otworzyłem furtkę w płocie zabezpieczającym teren wykopalisk. Przed sobą miałem ulicę Lwowską. Ruscy, Ukraińcy i Białorusini przewalali się popękanymi chodnikami na trasie dworzec PKS – centrum miasta. Ciągnęli za sobą torby wypełnione wszelakim przeszmuglowanym dobrem – papierosami i spirytusem. Snuła się za nimi woń jaśminowej wody kolońskiej, tandetnych perfum, dziegciu i juchtowej skóry. Kolejny piękny, lipcowy dzień. Studenci pojawili się po chwili, wchodzili na teren, niepewnie popatrując w moją stronę. Część usiadła na stosikach cegieł. Liczyłem ich wzrokiem. Wreszcie przybyła cała dwunastka. – W szeregu zbiórka – huknąłem nieoczekiwanie. Przestraszyli się i zdezorientowani usiłowali wykonać polecenie. Wreszcie jakoś się ustawili. Popatrzyłem na nich ciężko, z wystudiowaną nienawiścią.Nazywam się magister Tomasz Olszakowski – powiedziałem – i przez najbliższy miesiąc będę waszym kierownikiem. Oznacza to, że macie wykonywać moje polecenia. Wszelkie polecenia i to natychmiast. Za uchybienia będę bez litości wlepiał punkty karne. Kto zbierze 15, wylatuje z praktyk. Czy to jasne? Mruknęli coś ni to potakująco, ni to zaczepnie.Jest godzina ósma siedemnaście. Mieliście się tu stawić na ósmą. Zostaniecie dziś za karę pół godziny dłużej.Od jutra za każdą minutę spóźnienia będzie jeden punktkarny. Wpatrywali się w ziemię. A więc udało mi się ich skutecznie przestraszyć. Cóż, ze studentami archeologii, zwłaszcza tymi przybyłymi z Warszawy, tak trzeba. Jeśli się na początku nie huknie, później nie chcą pracować…Spocznij – mruknąłem nieco już łagodniej. – Czy ktoś z was był już wcześniej na wykopaliskach? Pokręcili przecząco głowami.To dobrze, jest szansa, że nie staliście się jeszcze alkoholikami – mruknąłem bardziej do siebie niż do nich. A zatem parę słów na początek o miejscu, w którym sięznajdujemy. To parcela miejska przy ulicy Lwowskiej.Gdyby ktoś nie pamiętał, jesteśmy w Chełmie – dodałem złośliwie. – A więc ulica Lwowska została wytyczona jako podmiejska prawdopodobnie w XVII wieku. Sprawdzenie tej informacji będzie między i
– Za co? – tak się przestraszył, że nawet nie obraził się za tego neandertalczyka. – Brak znajomości podstawowego sprzętu archeologicznego! – zawyłem. – To co trzymasz w ręce, to szpadel, a nie łopata…
– O, a czym to się różni?Faktycznie neandertalczyk.
– Porównaj z narzędziami kolegów i sam zgadnij!Wycofałem się w cień szopki i usiadłem na krzesełku. Z zadowoleniem patrzyłem, jak skrobią ziemię. Minęła godzinka, gdy ten z żółtymi włosami wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i wsadziwszy jednego do ust, zajarał. Ty blondas! – huknąłem na niego. – Pięć punktów karnych! Za co?jęknął.
– Sabotaż! wrzasnąłem ochoczo.
– Jak to sabotaż? – przeraził się. Popiół z papierosa może zakłócić wyniki analizy radiowęglowej – wyjaśniłem z sadystycznym uśmieszkiem. Znalezisko Skrajny idiotyzm, ani kawałek drewna stąd nie trafi na badania radioizotopu C14, ale skąd mieliby o tym wiedzieć studenci pierwszego roku? Nienawidziłem palenia papierosów… O jedenastej zarządziłem czterominutową przerwę śniadaniową.