Страница 20 из 52
– Nie żyje? Przecież był młodszy ode mnie.
– Nu nie żyje. Ale może ja pomogę. Coś dolega jak mniemam. Jestem Omelajn. – Aha. Semen Korczaszko. – Proszę do środka.
Wnętrze jednoizbowej chałupy umeblowane było w sposób typowy dla domostw znachorów. Pod sufitem wisiały pęczki ziół, na kuchni kipiało kilka kotłów. Na półkach stały słoje z zakiszonymi żabami, końskimi pączkami i i
– A to się dobrze składa, bo mam w chałupie całą butelkę. Rzucił na stół srebrnego rubla w charakterze honorarium i wsiadł na konia. W domu był dopiero po północy. Następne dni były podobne do siebie. Semen pił bimber na przemian z naftą do prymusa. Oczywiście efekty, które w ten sposób osiągnął, nie przyniosły niczego dobrego. Nafta zgodnie ze swoją natura działała przeczyszczające i to do tego stopnia, że mało mu bebechów nie wyrwało, a bóle się nasiliły. Ósmego dnia przyjechał Omelajn. – O? – Semen wyraził zdziwienie na jego widok. – Wpadłem, bo coś mi się przypomniało.
Znachor był najwyraźniej na najlepszej drodze do zostania bioenergoterapeutą, był gładko przyczesany, miał na sobie garnitur, a pod pachą trzymał nowiutką skórzaną aktówkę. Semen zaprosił go do środka. – Jak samopoczucie? – zapytał gość, biorąc ze stołu flaszkę z naftą. Popatrzył na etykietkę i skrzywił się. – Ta nafta jest do dupy. Wypiłem sobie dwie szklaneczki i mało ducha nie wyzionąłem. – Pije się nie taką. Trzeba kupić w aptece specjalnie oczyszczoną. Ale może będę miał coś lepszego. Zza pazuchy wydobył litrową butlę pełną jakiejś mętnej cieczy. – Zostało po dziadku – wyjaśnił. – Wprawdzie ma już ponad trzydzieści lat, ale było w szczelnie zakręconym słoiku, więc może się nada. – Nu mogę spróbować. A co to? – Balsam galicyjski. Lek na wszystkie choroby. Tylko po tym się traci przytomność na parę godzin. I głowa od niego boli. Znachor nie zasiady wał się. Poszedł sobie. Na stole została butelka. Semen odkręcił korek i powąchał. To, co było wewnątrz, było gęste jak śmietana i miało zapach ciepłego poranka na bagnach. Na etykietce nabazgrolono: Eliksir Bagie
Wóz albo przewóz. Zażyłem końską dawkę pewnego świństwa. Jeśli umrę, cala moja forsa, zakopana wiesz gdzie, jest twoja, pod warunkiem ze pochowasz moją klacz Karolinę w jednym grobie ze mną. Niech Bóg cię prowadzi. Semen PS Twój bimber to straszne świństwo.
Egzorcysta poskrobał się po głowie, a potem poszedł po gliniarzy i doktora. Kartkę schował. Po co postro
Zmarły leżał w trumnie. Przyjechała cała jego rodzina. Sześciu synów, osiemnastu wnuków, ponad dwudziestu prawnuków. Było też kilku praprawnuków. Stali milcząc ponuro. Jakub przykląkł i modlił się. Kościelny szykował wszystko do mszy. Niespodziewanie do uszu egzorcysty doleciał cichy dźwięk, jak gdyby ciało w trumnie poruszyło się. – Jestem przewrażliwiony – powiedział sam do siebie. Wieko nie było jeszcze przykręcone. Przyszedł lekarz. Nie wiedzieć dlaczego od trzech dni pił na umór. Teraz nadszedł lekko się zataczając. Synowie Semena na jego widok jak na komendę skrzywili się. – Dziadek nie chciałby, żeby jakiś lekarz przyszedł na jego pogrzeb – powiedział jeden z wnuków. Lekarz czknął potężnie. – Pomylili zdjęcia – powiedział. – On miał odłamek, a nie raka. On był zdrów. – Co? – zawył Jakub. – Ty gnido! – Ja bym go zaraz… – rzucił któryś z prawnuków z nienawiścią. – Spokój – wrzasnął kościelny. – To dom Pański, a nie knajpa. Ale egzorcysta już go nie słuchał. Kruszył właśnie krzesło na maczugę. Lekarz szarpnął się w ucisku kilku silnych rąk. Niepokojący zgrzyt z tyłu utonął w ogólnym hałasie. Nawet upadek wieka trumny na podłogę przeszedł niezauważony. Dopiero gdy nieboszczyk wmieszał się do bijatyki, awantura niespodziewanie ucichła. Już tylko Semen darł się na cały regulator. – Uh ty! Zaraz ci gębę skuję felczerze od siedmiu boleści! – Semen, tak nie wypada, ty przecież nie żyjesz – zauważył jeden z jego prawnuków. Były nieboszczyk zasunął go pięścią w twarz. – Co ty też zaczynasz? Ja ci dam, że nie żyje.