Страница 17 из 52
– A pewnie, że Lenin. To zapasowe wejście do mauzoleum i tamtędy wyjdziemy na wolność… Tylko najpierw… Tupot podkutych butów zbliżał się… Egzorcysta szarpiąc, rozpiął kamizelkę na piersi wodza. Wymacał osikowy kołek i wyrwał go jednym ruchem. Lenin otworzył oczy. – Co się stało? – wymamrotał. Nastała rewolucja światowa – Jakub pomógł mu wstać i wetknął mu pistolet generała w dłoń. Wypchnęli mumię za drzwi, następnie wsiedli do trumny. Zaterkotał kołowrót i platforma pojechała do góry. Dwunastu wachmanów, specjalnie przeszkolonych do zwalczania szpiegów, wypadło zza zakrętu. W wąskim korytarzu ktoś szedł im naprzeciw.Rany Boskie! jęknął jeden z agentów, choć był ateistą – Co to jest? Lenin przechylił łysą głowę.
– Co tu się dzieje – huknął – Władza ludowa powołała was byście jej strzegli, a wy sobie biegi po korytarzach urządzacie? – Wodzu wybacz – jęknął jeden z agentów. – Jacyś szpiedzy wysadzili dyspozytornię… To jak niby mam pokierować rewolucją światową – wściekł się Lenin. – Mieliście pilnować, a nie upilnowaliście… Za takie przewinienie może być tylko jedna kara, kara śmierci – automatycznym ruchem uniósł rękę ze spluwą. Dowódca oddziału oprzytomniał pierwszy.Może to i Lenin, ale rozwalcie go! – wrzasnął. W betonowym lochu ponuro zabrzmiały salwy z pistoletów maszynowych i pojedyncze suche strzały parabellum ósemki…
Jakub wszedł do gospody w Wojsławicach. Pryta truskawkowa ze spirytusem – zadysponowałwstrząśnięte, niemieszane. Barman wytrzeszczył na niego oczy. Kumple też popatrzyli zdumieni. Nigdy nie słyszeli o takim napoju. Jakub zauważył ich spojrzenia pełne nagany, ale zinterpretował to nieco inaczej. – Wszystkim stawiam – wrzasnął na całe gardło.Chłopaki właśnie załatwiłem nam koniec komuny, musimy to oblać…A masz czym zapłacić? – zaciekawił się ajent.Jakub wyciągnął zza pazuchy bankowy worek, zerwał plombę i wysypał zawartość na stół. Takiej kupy banknotów jeszcze w swoim życiu nie widzieli. Sala zamarła w bezruchu. Tylko jeden człowiek poderwał się dziarsko ze swojego miejsca. Posterunkowy Birski. Podszedł cicho i położył Jakubowi ciężką rękę na ramieniu. No cóż obywatelu Wędrowycz. Za wcześnie widać puścili. Ale to legalnie!
– W bankowym worku robaczku? Skąd to masz?
– Dał mi James Bond w kwaterze głównej KGB! – Jakub lubił mówić prawdę… Wszyscy zgromadzeni parsknęli śmiechem i rechotali jeszcze, gdy posterunkowy wyprowadził skutego kajdankami Jakuba. Worek zabrał ze sobą.
OKAZJA
Paweł Bardak orał zagon za stodołą. Dychawiczna szkapa leniwie ciągnęła pług przez rozmiękłą po deszczach ziemię. Oracz żuł wygasły niedopałek zwisający mu z kącika warg. W ustach mełł przekleństwa. Pośrodku pola lemiesz zatrzymał się, nieoczekiwanie uderzywszy w coś twardego. Do zamroczonego bimbrem umysłu Bardaka przeniknęła myśl, że w tym miejscu co roku trafiał na jakąś przeszkodę. Może kamień? – zaklął siarczyście i cofnął się nieco, ciągnąc za rączki pługa. Następnie machnął batem i zdzielił szkapę. Koń szarpnął się. Coś zazgrzytało, po czym uwolniony koń pobiegł do przodu, ciągnąc za sobą drewnianą ramę. Lemiesz został w ziemi. Bardak zaklął wściekle, a potem poszedł do chałupy. Po półgodzinie powrócił uzbrojony w szpadel. Klnąc pod nosem, wykopał sporą dziurę i wyrwał z ziemi żelaza. Oglądał dłuższą chwilę stępiony grot i pękniętą odkładnicę. Z kieszeni wyciągnął flaszkę i pił chciwie. Letni bimber dodał mu sił. Zaczął machać szybko szpadlem i po godzinie z okładem odsłonił leżący w ziemi dwumetrowej długości kamie