Страница 66 из 74
– Wychodzi mi czterdzieści pięć koron, Mordimerze – powiedział.
– Którędy ci wychodzi, przyjacielu? – zapytałem.
– Jedzenie i picie. – Wystawił sękaty paluch z obłamanym, poczerniałym paznokciem. – Kwatera. – Wystawił drugi. – Poza tym sprzątanie i opierunek. – Wyprostował dwa następne.
– Och, Korfis, nie nudź – odparłem. – Powinienem ci jeszcze kazać dopłacić za to, że w tej brudnej norze mieszka inkwizytor. Miałeś ostatnio kradzieże albo bójki? Grungal z „Pękniętej Beczułki” daje mi pokój i wyżywienie za darmo, żebym tylko chciał u niego zamieszkać, ale pełno tam szczurów, a ja nie lubię, jak w środku nocy budzą mnie szczury. Grungal mówi, że one jedynie chcą powąchać kogoś nowego. Szkoda tylko, że dziwnym trafem zmysł węchu mają ulokowany w zębach, co? – Roześmiałem się z własnego dowcipu.
Korfisa jakoś nie rozbawiło moje poczucie humoru. Złożył palce i westchnął.
– Ty, Mordimerze, zawsze tak wszystko obrócisz, żeby było po twojemu – powiedział. – A czy wiesz, chłopie, ile samego wina mi wyżłopałeś? Przecież ja ci już nawet liczę wszystko po kosztach!
Nie miał szans wzbudzić we mnie litości. Ktoś, kto buduje właśnie drugą karczmę, nie zasługuje na to, by użalać się nad stanem jego mieszka. A poza tym wino w gospodzie zanadto zalatywało wodą. Korfis był na cztery nogi kuty, pomimo głupkowatego wyglądu. Pozory mylą. Wyciągnąłem z kieszeni dwie pięciokoronówki i złotego dukata, czyli mniej więcej połowę tego, czego na początku żądał Korfis.
– Trzymaj, stary – powiedziałem. – Niech ci będzie na zdrowie z moją stratą.
Korfis skrzywił się, ale pieniądze przyjął. Popróbował dukata zębami i uśmiechnął się.
– Niech będzie moja krzywda. – Machnął dłonią.
Kiedy już wyszedł, postanowiłem niezwłocznie zabrać się za lekturę protokołów przesłuchań. Już wczoraj zauważyłem, że pisarz skrobał jak kura pazurem, ale na szczęście w naszej przesławnej Akademii Inkwizytorium uczono również odcyfrowywania podobnych gryzmołów. W końcu moi nauczyciele doskonale wiedzieli, że pisarze nie raz i nie dwa zbyt chętnie umilali sobie przesłuchania butelczynami wina lub gorzałki. Zwłaszcza, jeśli w czasie śledztwa nie było pilnującego ich inkwizytora.
Usiadłem przy stole, zapaliłem lampkę i pogrążyłem się w lekturze, wiedząc, że jestem pierwszym inkwizytorem, który ma okazję zapoznać się z protokołem. Czytałem i w miarę lektury coraz trudniej było mi uwierzyć własnym oczom. Znałem różnorakie herezje, część z nich sam tępiłem, o części słyszałem z ust mniej lub bardziej skruszonych grzeszników. Ale nie sądziłem, że herezja, którą niegdyś wykryłem w miasteczku Gewicht, powróci do mnie w samym Hezie. Plugawe bluźnierstwo zataczało coraz szersze kręgi.
– Nasz Pan, Jezus Chrystus, umarł na krzyżu, by odkupić nasze grzechy… – mówił jeden z mnichów.
„Wzburzenie wśród przesłuchujących”, zanotował pisarz na marginesie. I nie dziwię się, sam bym się wzburzył. Przecież aż nadto mieliśmy świadectw, iż Pan zszedł z Golgoty i wraz ze swymi Apostołami wyrżnął pół Jerozolimy, jak to niezbyt elegancko, acz zgodnie z prawdą, ujął niegdyś drukarski mistrz Maktobert. „Nie pokój, lecz miecz wam przyniosłem” – powiedział Pan i miał całkowitą rację, gdyż motłoch uwalniający Barabasza zasługiwał tylko, by ofiarować mu szybką śmierć.
– …lecz w jego ciało wszedł – ciągnął dalej heretyk – fałszywy Chrystus, Bestia O Dziewięciu Głowach, który wraz z otumanionymi Apostołami opanował Jerozolimę…
„Wzburz”, a potem tylko gryzmoł – tyle zdążył zapisać przesłuchujący. Następnie dopisek: „po upływie dwóch pacierzy przesłuchanie wznowiono”. Ciekawe, co oni robili w czasie tej przerwy? – zadałem sobie pytanie. Bili przesłuchiwanego? Byłoby to bardzo nieprofesjonalne, ale kto wie? Spojrzałem na listę obecnych przy przesłuchaniu. Cztery osoby: przewodniczący sądu ksiądz kanonik Odryl Bratta, pisarz sądowy Sigmond Hausma
Nalałem sobie kubeczek wina, wypiłem do połowy i zamyśliłem się głęboko. Cóż, być może reszta protokołu wyjaśni moje wątpliwości? Może to tylko pomyłka spowodowana roztargnieniem pisarza. Ale z drugiej strony dość dziwne było wymienienie z imienia mistrza Folkena, a niewymienienie jednego z sędziów. Jednego z dwóch sędziów. Kim był, że ominięto go w oficjalnym protokole? Folkena nie miałem co pytać, gdyż nieprzytomny leżał w lazarecie, ale byli jeszcze przecież ksiądz kanonik i pisarz sądowy. Kanonik musiał wiedzieć, kto towarzyszył mu w składzie sędziowskim, i będzie zmuszony podzielić się ze mną tą wiedzą. Chcąc nie chcąc, gdyż w tej chwili byłem gończym pieskiem samego biskupa, co oznaczało, że dostojny Odryl Bratta mógł sobie mnie nienawidzić, ale musiał grzecznie odpowiadać na wszelkie pytania, jakie tylko zechcę mu zadać. Jednak uznałem, że dużo zręczniej będzie, jeśli wpierw przepytam Sigmonda Hausma
Tak jak się spodziewałem, w Inkwizytorium odnalazłem potrzebne mi dokumenty, choć może kilka zdań dołączonych na świstku pergaminu trudno nazwać dokumentem. Sigmond Hausma
Wydawało mi się, że pod dom Hausma
– Sigmond Hausma
W odpowiedzi usłyszałem kilka zdań, które świadczyły o tym, że zaczepiony przeze mnie żebrak nie miał wysokiego zdania ani o mojej matce, ani o mnie samym.
– Na piętrze po lewo! – zawołał jakiś zasmarkany dzieciak, przemykając obok.
Pchnąłem drzwi i wszedłem do ciemnej, dusznej sieni, przesyconej odorem uryny i kału. Cóż, wiedziałem, że pisarzy sądowych nie opłacano dobrze, ale nie sądziłem, że aż tak źle. I