Страница 51 из 84
1 listopada
Rodzi
A
Nie byłam na grobie Marzeny, to sen, który się sprawdzał. Zapaliłam dla niej świeczkę na nieznanym grobie. Mój jeszcze się oddalił, widocznie tam nie zapisano końca tego losu.
3 listopada
Wróciłam na treningi.
Oj, Sted, czy dane mi będzie ujrzeć całą jaskrawość, którą ty ujrzałeś? I dokąd to cię zaprowadziło?
Mamy z Cezarem nasze Wzgórze Nadziei i zawsze tam wypowiadam swoje marzenia. Może kiedyś to wszystko opiszę, kiedy już będę mogła spojrzeć na siebie bez lęku.
Nie, wtedy, kiedy pokocham.
6 listopada
Budzą się we mnie nowe tęsknoty, już czas. Czym zastąpię pragnienie narkotyku?
Réné Char: Trzeba umieścić się na zewnątrz siebie, na granicy łez i w orbicie głodowych klęsk, jeżeli oczekujemy jakiejś rzeczy niezwykłej, dokonującej się tylko w nas.
Oczekuję spełnienia tego życia, które nieusta
9 listopada
Dlaczego nadal rozmawiam tylko ze sobą lub z Małym Księciem, lub z Cezarem, lub z Nieistniejącym?
Coś niedobrego dzieje się z moim mózgiem. Słyszę głosy? Widzę upiory? Ciało rozrasta się do monstrualnych rozmiarów? Wydaje mi się, że w długą noc leżę obok siebie, niczym z siostrą syjamską zrośnięta dłońmi lub stopami i dławię się, bo jak udźwignąć aż dwie, kiedy jedna rozszczepia się na tysiące światów…
I te pełzające stwory wzdłuż łóżka. Nie chcę nic mówić, ale nie przypominają chomików z dzieciństwa.
13 listopada
Choruję i wypoczywam w domu. Trzeba zatrzymać się nad sobą, pochylić, by nie dać się sobie.
Myśl o narkotyku wypełnia mnie niczym wysychające jezioro, wypalone podczas suszy, lecz z pierwszym deszczem przemieniające się w głęboką toń, niebezpieczną nawet dla dobrego pływaka. Wbijam w dłonie paznokcie, lecz fizyczny ból nie daje ukojenia. I muszę krążyć z tą bańką w sobie jak z niebezpiecznym ładunkiem wybuchowym.
18 listopada
Wymykają mi się ważne sprawy w kontaktach z ludźmi. Znowu musimy uczyć się czegoś, co nie przypomina psychologii, i wielu i
Wszystkie duże i małe przedmioty wydłużają się w kształt ampułki, strzykawki i igły. Nagle świat okazał się walcem z przyssawkami.
Czasem jednak wierzę w to, co robię.
20 listopada
Odwiedziła mnie w Katowicach A
23 listopada
Przyszedł czas melancholii. Ona nigdy nie zawiedzie, przybywa w porę jak wiemy przyjaciel i trwa, zniewala duszę, szczerzy zęby, wbija okrutnymi podszeptami w myśli obrzydzenie do życia i do siebie.
Nie docierają do mnie śmierci, które nie powi
Znaleziono cię z igłą w tętnicy szyjnej, najbardziej błogosławionej w tej śmierci; znaleziono cię w piwnicy, w zamarzniętej kałuży z błotem na twarzy. Finis coronat opus. A byłeś takim ładnym chłopcem, zanim stoczył cię heroinowy rak.
29 listopada
Justyna chyba będzie wychodzić za mąż. Ma dwadzieścia jeden lat. Zawsze mnie zadziwiał ten przeskok w dorosłe życie. Może dlatego, że tak niewiele o tym wiem. Skąd mam wiedzieć?
A jednak spokojniejsze są moje kontakty z ludźmi. Chyba jestem z nimi bliżej związana, czego nie było wcześniej. Czuję to jakimi nowym zmysłem.
Między mną a Iwoną wyrosła ściana. Zagubiłyśmy się w porozumiewaniu na początku i teraz nie możemy się odnaleźć. Należymy do i
1 grudnia
Powraca uczucie przemęczenia. Podsypiam w autobusach, jestem ospała po treningach. Ale nareszcie chce mi się uczyć, chodzić na zajęcia, być z ludźmi. Odkrywam w sobie nowy stan istnienia w rzeczywistości, którą przeżywam na co dzień.
4 grudnia
Moje imieniny. Nie da się ukryć, zapisane we wszystkich kalendarzach świata.
Jestem szalona – pragnę miłości i snów. To ja, Barbara Rosiek, umarłam za życia i, o ironio losu, muszę codzie
7 grudnia
Zbliża się czas zimowy, rocznicowy i nieco niespokojny. Ludzie tak wielką wagę przywiązują do wszelkich dat, pozwalają odnaleźć się świadomości w świecie.
Czuję, jak przyrasta do mnie język psychologii, nakłada się na język poezji i na ten codzie
8 grudnia
Pan od polityki z uśmiechem psychopaty udowadnia nam na wykładach, że jesteśmy niczym razem z naszą psychologią, i ma poniekąd racje. Lecz on także jest niczym ze swoją zawiścią do świata. Nikt nie wie, gdzie są granice prawdy i fantazji.
14 grudnia
Réné Char: Stworzyć wiersz, to wziąć w posiadanie weselną tamtą stronę, obecną w tym życiu i ściśle z nim związana, w sąsiedztwie jednak urn śmierci.
Czy można się nauczyć poezji?
Nie, to trzeba czuć od początku do końca w sobie.
18 grudnia
Moja samotność to ja. Niczego nie trzeba tutaj zmieniać. Nie można tego ruszać i zniszczyć.
Ludzie zarzucają mi powściągliwość, a ja nigdy nie potrafiłam się otworzyć, nawet w MONARZE tego nie dokonałam. Mnie trzeba oswajać latami przyjaźni lub szaleńczym opętaniem.