Страница 55 из 56
Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieusta
Nosi w myślach mapę świata, zresztą sam ją tworzy, zmienia, uzupełnia. To żywy obraz, ruchliwy kalejdoskop, migocący ekran. Dzieje się na nim tysiąc rzeczy. Egipcjanie budują piramidę, Scytowie polują na grubego zwierza, Fenicjanie porywają dziewczyny, a królowa Kyrenii – Feretime umiera okropną śmiercią: nędznie zginęła - za życia zaroiło się w jej gnijącym ciele robactwo.
Na mapie Herodota jest Grecja i Kreta, Persja i Kaukaz, Arabia i Morze Czerwone. Nie ma ani Chin, ani obu Ameryk, ani Pacyfiku. Brak mu pewności, jaki jest kształt Europy, zastanawia się też nad pochodzeniem samej nazwy. O Europie nikt nie wie na pewno, zarówno co do jej części położonych na wschód, jak i na północ, czy jest oblana morzem; to tylko się wie, że jest tak długa, jak i
Nie zajmuje się przyszłością, jutro – to po prostu kolejne dzisiaj, interesuje go dzień wczorajszy, znikająca przeszłość, boi się, że uleci nam z pamięci, że ją stracimy. A przecież jesteśmy ludźmi, bo opowiadamy historie i mity, tym różnimy się od zwierząt, wspólne dzieje i legendy umacniają wspólnotę, a człowiek może istnieć tylko we wspólnocie, dzięki niej. Jeszcze nie został wymyślony indywidualizm, egocentryzm, freudyzm, to nastąpi dopiero za dwa tysiące lat. Na razie ludzie zbierają się wieczorami przy długim, wspólnym stole, przy ognisku, pod starym drzewem, najlepiej jeśli w pobliżu jest morze, jedzą, piją wino, rozmawiają. W te rozmowy wplecione są opowieści, historie nieskończenie różnorodne, jeśli zjawi się przygodny gość, podróżnik, zaproszą go do stołu. Będzie siedział i słuchał. Nazajutrz powędruje dalej. W nowym miejscu będzie też zaproszony. Scenariusz tych wieczorów powtarza się. Jeśli podróżnik miał dobrą pamięć, a Herodot musiał mieć pamięć fenomenalną, z czasem nagromadzi w niej mnóstwo historii. To było jedno ze źródeł,
z którego czerpał nasz Grek. I
Bywały okresy, kiedy wyprawy w przeszłość pociągały mnie bardziej niż moje aktualne podróże korespondenta i reportera. Działo się to w chwilach zmęczenia teraźniejszością. Wszystko w niej się powtarzało: polityka – przewrotne, nieczyste gry i kłamstwa; życie szarego człowieka – bieda i beznadzieja; podział świata na Wschód i Zachód – ciągle ten sam.
A podobnie jak kiedyś pragnąłem przekroczyć granicę w przestrzeni, tak teraz fascynowało mnie przekraczanie granicy w czasie.
Bałem się, że mogę wpaść w pułapkę prowincjonalizmu. Pojęcie prowincjonalizmu wiążemy zwykle z przestrzenią. Prowincjonalny to ktoś, czyje myślenie ograniczone jest do pewnej marginalnej przestrzeni, której przypisuje on nadmierne, uniwersalne znaczenie. Ale T.S. Eliot ostrzega przed i
Są więc prowincjusze przestrzeni i prowincjusze czasu. Każdy globus, każda mapa świata pokazuje tym pierwszym, jak są w swoim prowincjonalizmie zagubieni i zaślepieni, podobnie jak każda historia, w tym – każda strona Herodota, pokazuje tym drugim, że teraźniejszość istniała zawsze, bo historia jest tylko nieprzerwanym ciągiem teraźniejszości, a najbardziej odległe dzieje były dla ludzi wówczas żyjących ich najbliższym sercu dniem dzisiejszym.
Aby się przed prowincjonalizmem czasu uchronić, wyprawiałem się w świat Herodota. Mój doświadczony, mądry Grek był mi przewodnikiem. Wędrowaliśmy razem latami. I choć najlepiej podróżuje się samemu, myślę, że nie przeszkadzaliśmy sobie – dzieliła nas odległość dwóch i pól tysiąca lat i jeszcze i
W ten sposób moje podróże miały podwójny wymiar: odbywały się jednocześnie – w czasie (do starożytnej Grecji, Persji, do Scytów) i w przestrzeni (bieżąca praca w Afryce, Azji, Ameryce Łacińskiej). Przeszłość istniała w teraźniejszości, oba te czasy łączyły się, tworząc nieprzerwany strumień historii.
Ale czy robiłem słusznie, próbując uciekać w historię? Czy miało to jakiś sens? Przecież w końcu odnajdujemy w niej to samo, przed czym zdawało nam się, że zdołamy uciec.
Herodot jest uwikłany w pewien nierozwiązywalny dylemat: z jednej strony poświęca życie staraniom, żeby zachować prawdę historyczną, aby dzieje ludzkości nie zatarły się w pamięci, z drugiej – w jego dociekaniach głównym źródłem nie jest historia rzeczywista, ale historia opowiedziana przez i
Ta prawda jest może największym odkryciem. Herodota.
Do Halikarnasu, w którym kiedyś urodził się Herodot, dopłynąłem z wyspy Kos małym stateczkiem. W połowie drogi wiekowy, milczący marynarz zdjął z masztu flagę grecką i wciągnął turecką. Obie były zmięte, wyblakłe i postrzępione.
Miasteczko leżało w głębi błękitno-zielonej zatoki, pełnej bezczy