Страница 54 из 56
Ce
dzący po wsiach i jarmarkach opowiadacz legend, mitów i historii swojego ludu, plemienia, klanu. Za drobną opłatę, nawet za skromny posiłek i kubek chłodnej wody, stary griot, człowiek wielkiej mądrości i wybujałej wyobraźni, opowie wam historię waszej krainy, co się w niej kiedy zdarzyło, jakie były przypadki, zdarzenia i cuda. A czy to było prawda, czy nie, tego nikt nie potrafi powiedzieć i nawet lepiej tego nie roztrząsać.
Herodot podróżuje, żeby odpowiedzieć na pytanie dziecka: skąd biorą się na horyzoncie statki? Skąd się pojawiają? Skąd przypływają? A więc to, co widzimy własnym okiem, nie jest jeszcze granicą świata? Są jeszcze i
I Herodot z zapałem i zachwytem dziecka poznaje swoje światy. Jego najważniejsze odkrycie – że jest ich wiele. I że każdy jest i
Każdy ważny.
I że trzeba je poznać, bo te i
I dlatego Herodot, dokonawszy tego odkrycia, odkrycia kultury i
Stoimy w ciemności, otoczeni światłem
Ale Herodot nie zawsze mi towarzyszył. Często wyjazd następował tak nagle, że nie stawało mi czasu ni głowy pomyśleć o moim Greku. Nieraz, kiedy nawet wiozłem ze sobą książkę, miałem tyle pracy, a tropikalny żar tak mnie dodatkowo wyczerpywał, iż brakowało mi sił i chęci, aby ponownie przeczytać arcyważną przecież rozmowę o władzy między Otanesem, Megabyzosem i Dariuszem lub przypomnieć sobie, jak wyglądali Etiopowie, z którymi Kserkses wyprawiał się na podbój Grecji. Etiopowie byli okryci skórami panter i lwów, mieli długie łuki, sporządzone z palmowych gałęzi, nie mniejsze niż czterołokciowe, do tego małe strzały z trzciny, do których zamiast żeleźca przymocowany był zaostrzony kamień… Prócz tego mieli lance, u których końca tkwił róg gazeli wyostrzony na kształt grotu, a także nabijane gwoździami maczugi. Idąc do walki, połowę ciała smarowali sobie kredą, drugą połowę minią.
Ale nawet nie sięgając do książki, łatwo mogłem sobie przy-pomnieć choćby czytany wcześniej wielekroć epilog wojny między Grekami i Amazonkami: Kiedy Grecy, odniósłszy nad nimi zwycięstwo w bitwie pod Termodontem, odpłynęli na trzech okrętach Z wszystkimi Amazonkami, jakie zdołali żywcem pochwycić, te, na pełnym morzu, rzuciły się na mężczyzn i ich wymordowały. Ale ponieważ nie znały się na okrętach i nie umiały posługiwać się ani sterem, ani żaglem, ani wiosłem, po wycięciu mężczyzn gnane były falą i wiatrem, aż dotarły do Kremnoj nad Jeziorem Moeckim. Kremnoj należy do ziemi wolnych Scytów. Tu wysiadłszy Z okrętów, Amazonki ruszyły pieszo do ziem zamieszkanych. Napotkawszy pierwsze stado koni, porwały je i dosiadły, zaczęły łupić dobytek Scytów. Scytowie nie mogli zrozumieć, co się dzieje. Nie znając ich języka ani odzieży, nie mogli ustalić ich narodowości i byli zdziwieni, skąd one przybyły. Myśląc, że są to młodzieńcy, wdali się z nimi w walkę. Dopiero po trupach na pobojowisku poznali, że są to niewiasty.
Postanawiają więcej nie zabijać kobiet, lecz wysłać młodych Scytów w liczbie odpowiadającej liczbie Amazonek, aby w ich pobliżu założyli swój obóz. To uradzili Scytowie z zamiarem otrzymania od nich dzieci.
Wysłani młodzieńcy wykonali zlecenie. Gdy Amazonki zauważyły, że nie przybyli oni we wrogich zamiarach, dały im spokój. I tak co dzień bliżej przysuwał się obóz do obozu… Około południa Amazonki rozpraszały się, pojedynczo lub we dwójkę, i oddalały się od siebie, aby się załatwić. Gdy Scytowie to zauważyli, czynili to samo. Któryś z nich zaczepił jedną z osamotnionych, a Amazonka nie odepchnęła go, lecz zgodziła się na stosunek. Nie mogła do niego mówić, ponieważ się nie rozumieli, ale gestami wskazała mu, żeby nazajutrz przyszedł na to samo miejsce i przywiódł ze sobą i
Jeżeli nawet latami nie sięgałem do Dziejów, pamiętałem o ich autorze. Był postacią kiedyś realną i rzeczywistą, potem na dwa tysiąclecia zapomnianą, a dziś, po tylu wiekach, dla mnie przynajmniej – znowu żywą. Obdarzyłem ją teraz wyglądem i cechami, jakie chciałem jej nadać. Był to już mój Herodot, a przez to, że mój – szczególnie mi bliski, taki, z którym miałem wspólny język i mogłem porozumieć się w pół słowa.
Wyobrażałem sobie, że przychodzi, kiedy jestem nad brzegiem morza, odkłada laskę, wytrzepuje z sandałów piasek i od razu zaczyna rozmowę. Pewnie należy do tych gadułów, którzy polują na słuchaczy, muszą mieć słuchaczy, bez nich usychają, nie potrafią żyć. Są to natury niestrudzonych i wiecznie podekscytowanych pośredników – gdzieś coś widzą, coś słyszą i zaraz muszą to przekazać i
Jednakże takich zapaleńców nie rodzi się wielu. Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać, im będzie go to kosztowało mniej wysiłku – tym lepiej. A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek, i to wielki, pochłaniający człowieka. Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne, zdolność, aby patrząc – nie widzieć, aby słuchając – nie słyszeć. Więc kiedy pojawia się ktoś taki jak Herodot – człowiek owładnięty żądzą, bzikiem, manią poznania, a jeszcze obdarzony rozumem i talentem pisarskim – to fakt taki przechodzi od razu do historii świata!
Jedno cechuje podobnych osobników – to nienasycone istoty jamochło
Ludzie tacy, pożyteczni dla i
Tak na dobre do niczego się nie przywiązują, nie zapuszczają głęboko korzeni. Ich empatia jest szczera, ale powierzchowna. Pytanie, który ze znanych krajów najbardziej im się podoba, wprawia ich w zakłopotanie – nie wiedzą, co odpowiedzieć. Który? W jakiś sposób – wszystkie, w każdym jest coś ciekawego. Do którego kraju chcieliby jeszcze wrócić? Znowu zakłopotanie – nigdy nie zadawali sobie takich pytań. Na pewno chcieliby wrócić na drogę, na szlak. Być znowu w drodze – oto, co im się marzy.