Страница 31 из 56
Jest taki właśnie świt jak teraz, kiedy w dwa wieki po tym jak Dariusz zaczyna budowę Persepolis, w końcu stycznia roku 330 przed naszą erą na czele swoich wojsk do miasta zbliża się Aleksander Wielki. Nie widzi jeszcze budowli, ale wie o ich wspaniałości i o tym, że kryją nieprzebrane bogactwa. Na tej właśnie równinie, na której stoimy z Jafarem, spotyka dziwną grupę: „Zaraz za rzeką spotkali pierwszą delegację. Ale te obszarpane postacie bardzo się różniły od wytwornych oportunistów i kolaborantów, z którymi Aleksander miał dotąd do czynienia. Okrzyki powitania, jakie wydawali, a także gałązki błagalników w ich rękach świadczyły, że są to Grecy: ludzie przeważnie w średnim wieku lub starzy, może najemnicy walczący kiedyś po niewłaściwej stronie z okrutnym monarchą Arta-Kserksesem Ochosem. Przedstawiali sobą żałosny, wprost upiorny widok, bo każdy z nich był w straszliwy sposób okaleczony. Typowo perską metodą poucinano im hurtem nosy i uszy. Nie-którym brakowało rąk, i
Ci nieszczęśnicy proszą jednak Aleksandra, aby nie kazałim wracać do Grecji, lecz zostawił na miejscu, w Persepolis, które przecież budowali: w Grecji, ze swoim wyglądem, „każdy z nich czułby się izolowany, byliby przedmiotem litości, wyrzutkami społeczeństwa".
Dojeżdżamy do Persepolis.
Do miasta prowadzą szerokie i długie schody. Po jednej ich stronie ciągnie się wysoki, wykuty w ciemnoszarym, doskonale oszlifowanym marmurze relief przedstawiający le
Ta identyczność wyglądu towarzyszących nam przy wchodzeniu po schodach le
Sceneria ta stwarza dwie sytuacje psychologiczne całkowicie odmie
– od strony króla: król stoi na szczycie schodów i patrzy na równinę. Na drugim końcu równiny, to znaczy bardzo, bardzo daleko, widzi, jak pojawiły się jakieś punkty, pyłki, ziarenka, ledwie widoczne i trudne do rozpoznania drobiny. Król patrzy, zastanawia się, co to może być. Po jakimś czasie pyłki i ziarenka przybliżają się, rosną i powoli krystalizują. To pewnie le
dworaków, to oczywiście le
– a teraz od strony przeciwnej, czyli wszystkich i
Po Persepolis można chodzić i chodzić. Jest pusto i cicho. Żadnych przewodników, strażników, handlarzy, naganiaczy. Jafar został na dole, jestem sam wśród wielkiego cmentarzyska kamieni. Kamieni uformowanych w kolumny i pilastry, rzeźbionych w reliefy i portale. Bo żaden kamień nie ma tu kształtu naturalnego, nie jest taki, jak tkwi w ziemi albo leży w górach. Wszystkie są stara
Zawsze ilekroć ogląda się martwe już świątynie, pałace, miasta, rodzi się pytanie o los ich budowniczych. O ich ból, połamane kręgosłupy, oczy wybite odpryskami kamienia, reumatyzm. O ich nieszczęsne życie. Ich cierpienie. I wtedy rodzi się pytanie następne – czy te cuda mogłyby powstać bez owego cierpienia? Bez bata dozorcy? Bez strachu, który jest w niewolniku? Bez pychy, która jest we władcy? Słowem, czy wielkiej sztuki przeszłości nie stworzyło to, co jest w człowieku negatywne i złe? Ale jednocześnie, czy nie stworzyło jej przekonanie, że to, co w nim negatywne i słabe, może być przezwyciężone tylko przez piękno, tylko przez wysiłek i wolę jego tworzenia? I że jedno, co się nigdy nie zmienia, to jest kształt piękna? I żyjąca w nas jego potrzeba?
Przechodzę jeszcze przez propyleje, przez Salę Stu Kolumn, przez Pałac Dariusza, Harem Kserksesa, Wielki Skarbiec. Jest strasznie gorąco i nie mam już siły ani na Pałac Artakserksesa, ani na Salę Narad, ani na dziesiątki i
Schodzę po wielkich schodach, mijając wyłaniającą się z reliefu kolumnę le
Wracamy z Jafarem do Szirazu.
Spoglądam za siebie – Persepolis robi się mniejsze i mniejsze, coraz bardziej przysłania je wznoszący się za samochodem pył, aż wreszcie kiedy wjeżdżamy już do miasta, znika ostatecznie za pierwszym zakrętem.
Wracam do Teheranu.
Do demonstrujących tłumów, do śpiewów i krzyków, do huku strzałów i smrodu gazów, do snajperów i bukinistów.
Mam ze sobą Herodota, który opowiada, jak to na rozkaz Dariusza jeden z pozostawionych w Europie jego wodzów -Megabazos – podbija Trację. Jest wśród Traków lud, pisze Herodot, który nazywa się Trausorowie. Trausorowie trzymają się we wszystkim tych samych zwyczajów co reszta Traków, ale z noworodkami i zmarłymi tak postępują: dokoła noworodka siadają krewni i opłakują go, ile on nieszczęść musi zaznać, skoro się urodził, i wyliczają wszystkie ludzkie cierpienia; zmarłego natomiast wesoło i radośnie grzebią i mówią przy tym, że pozbył się wszystkich nieszczęść i żyje teraz w zupełnej błogości.