Страница 6 из 32
– Widzisz, jak pięknie wysprzątałam – szeptała Asia – dla ciebie, dla ciebie zrobiłam porządek.
Istotnie w pokoju panowała zatrważająca, sprzeczna nie tylko z naturą Asi, ale w ogóle z ludzką naturą symetria, gołym okiem widać było, że wzniesiono tu fasadowy, potiomkinowski monument wzorowego porządku, który zaraz runie.
– Asiu, kocham cię w chaosie, kocham cię wśród twoich wszystkich rozrzuconych rzeczy.
Ale Asia, najwyraźniej uskrzydlona nowo poznaną sztuką harmonijnego układania przedmiotów, nie zwracała uwagi, a może nie rozumiała poetyckiej głębi mojego wyznania.
– Nawet klucze – szeptała z dzieci
Czułem, że ze wzruszenia tężeje mi gardło, wzruszała mnie nagła pewność, że z Asią Katastrofą spędzę resztę życia.
– Kocham cię – powtórzyłem – kocham cię bez względu na to, gdzie kładziesz klucze.
– Chodź – powiedziała Asia i wzięła mnie za rękę, i powiodła po schodach na piętro posiadłości, i prowadziła mnie długim korytarzem, i otwarła w głębi korytarza drzwi. Ujrzałem przed sobą nie urządzony jeszcze pokój o białych ścianach, było tu widno i zacisznie. Z okna rozpościerał się widok, który mógł być marzeniem każdego grafomana – w dole było stygnące miasto, gęstniały nad nim masy upalnego powietrza, azjatycka trawa ciemności zarastała zaułki, w dalekich oknach zapalały się pierwsze światła.
– Tu będziesz miał swój fotel, swoje regały, książki i biurko, tu będziesz mógł pisać – powiedziała Asia, ja zaś zrozumiałem, że wielka nieodzowna zmiana, na którą od lat czekałem i w której nadejście po latach zwątpiłem – w końcu jednak nadeszła. Zrozumiałem, że moje życie zmieni się i poprawi, i delikatnie, tak jak bym obejmował dającą mi nowe życie duszę, delikatnie wziąłem Asię w ramiona.
A potem bardzo późnym wieczorem, kiedy wszyscy dorośli dawno spali i kiedy na naszej części Ziemi sporo wygaszono świateł – zamówiłem przez telefon taksówkę (za komuny nie było taksówek na telefon), słodko ziewająca Asia odprowadziła mnie przez ogród, za furtką czekał już biały mercedes, śpij spokojnie, Asiu. Taksówka jechała przez ciemne peryferia, puste pola z obu stron, kruche ściany domów, byłem pełen uznania dla całego świata, podobało mi się nawet to, że taksówka, która po mnie przyjechała, była białym mercedesem.
Siedziałem wygodnie rozparty i wypatrywałem oświetlonych okien, zawsze mnie frapowały okna, w których późną nocą świeciło się światło, ktoś czytał całą noc książkę swego życia, ktoś umierał, ktoś dusił się w strasznym kaszlu, ktoś budził się z krzykiem ze snu koszmarnego, ktoś brał kogoś w ramiona, ktoś brał coś na uspokojenie, ktoś płakał z tęsknoty, ktoś szedł do łazienki. Spojrzałem na zegarek, była trzecia w nocy, w górze gwiazdozbiory sunęły jak ruchome piaski, stanęliśmy na chwilę pod całonocnym sklepem i po chwili jechaliśmy dalej pustą dwupasmówką. w moim ciemnym wieżowcu nikt nie czuwał, nikt nie umierał, nikt nie czytał zapierającej dech książki, ale w końcu były to ostatnie chwile powszechnego spania, zaraz na dwunastym piętrze zapali się światło, i zapaliło się światło na dwunastym piętrze, i płonęło nieprzerwanie przez czterdzieści dni i nocy, przez czterdzieści dni i nocy piłem nieprzerwanie. Nad moim nieprzytomnym ciałem świeciła żarówka, wschodziły poranki, zapadały wieczory, moja nieprzytomna ręka sięgała po butelkę i wlewała wódkę do nieprzytomnego gardła, pościel moja i skóra zarastała chitynowym pancerzem rzygowin, przez dom mój zagłada szła za zagładą. Boże mój, bałagan, jaki czyniła Asia Katastrofa, był wzorowym ładem w porównaniu z tym, co zostawało po mnie, kiedy na czworakach tarzałem się w poszukiwaniu skrytej na czarną godzinę butelki (dawno pochłoniętej przez zdrewniałe trzewia, czarna godzina dawno przeszła, wszystkie następne godziny też były czarne, jedna czarniejsza od drugiej) albo kiedy w kleistym przebłysku przytomności doczołgiwałem się do telefonu, żeby zamówić rytualne zakupy przez telefon. Poproszę dwie butelki brzoskwiniowej Premium i dużą coca-colę. Podaję adres. Za komuny nie było zakupów przez telefon.
7. Sam początek.
Początek, sam początek, początek opowiedziany w zbliżeniu tak wielkim, że obraz staje się ziarnisty, początek tego czy, prawdę powiedziawszy, każdego i
W głębi duszy wiedziałem, że tego nie zrobię. Gdybym to zrobił, gdybym nie daj Boże obie kupione w całonocnym sklepie butelki wylał do zlewu albo wyrzucił przez okno, jaki rezultat bym swym nieprawym i faryzejskim uczynkiem osiągnął? Żaden. Musiałbym zdejmować wygodny i ciepły dres, musiałbym się na nowo ubierać, na nowo wkładać buty i wyjściowe ubranie, w którym byłem w gościnie u państwa Katastrofów, iść piechotą albo jechać taksówką do tamtego albo do i