Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 4 из 32

Maria

– Jest mi bardzo przykro – powiedziała na koniec – ze zostałam okradziona z mojego życia Zaraz moje ukradzione usłyszę i me wiem, czy to przeżyję – tym razem głos łamał się jej w sposób całkowicie niekontrolowany i tym razem poza wszelkimi wątpliwościami wybuchnęła najprawdziwszym szlochem.

Ale jej adwersarka postępowała w sposób identyczny.

– To ja zostałam okradziona z mojego życia – powiedziała Joa

Wersja Joa

Ostrożnie, aby ich nie obudzić, otworzyłam drzwi do ich pokoju i weszłam tam na palcach. Szwagier stara

Tym razem kupiłam dwie ćwiartki wódki czystej. Jedną miałam zamiar schować na czarną godzinę, a drugą zmieszać z coca-colą, której półlitrową butelkę także kupiłam. Po powrocie do domu dalej zachowywałam ostrożność, ale tez byłam już dużo swobodniejsza. Część coca-coli wypiłam, część wylałam do zlewu, starałam się tak wycyrklować, by w butelce pozostało dokładnie pół butelki, co mi się w pełni udało Do ćwiartki coca-coli dodałam ćwiartkę wódki, tak żeby wyglądało, że piję samą colę. Pustą ćwiartkę schowałam za lodówkę. Ta rzekoma cola, którą miałam zamiar postawić przy mojej wersalce i popijać w nocy, wyglądała trochę blado, ale nie dbałam o to, szwagier był fanatykiem zdrowej żywności, nie pijał żadnych napojów gazowanych i na pewno dokładnie nie wiedział, jaki prawdziwa cola ma smak i jaki kolor. Siostry się nie bałam, wiedziałam, ze w razie czego stanie po mojej stronie albo przynajmniej będzie mnie kryła. Położyłam się i popijając w chwilach przebudzeń, dobrze spałam praktycznie przez całą noc. Rankiem okazało się, ze wprawdzie szwagier nie zauważył ani braku banknotu stuzłotowego, ani zmienionego koloru coli, której zresztą pozostało bardzo mało, ale za to siostra bez powodu wszczęła awanturę. Bez słowa spakowałam się i opuściłam ten nieżyczliwy mi dom. Byłam spokojna, miałam jeszcze około czterdziestu złotych, na dnie torebki zaś spoczywała ćwiartka wódki.

Nie wiem, którędy wiodła moja wędrówka, nie wiem, jak długo trwał mój ciąg, nie wiem, jak się tu znalazłam w każdym razie obecnie bardzo pragnę przestać pić”.

Dyskusji, która rozpoczęła się po wystąpieniu obu autorek i która wbrew przewidywaniom rozwijała się ospale, słuchałem ze ściśniętym sercem. Najbardziej Poszukiwany Terrorysta Świata opowiadał się po stronie Joa

– w roku 1985 nikt nie był w stanie kupić żadnej flaszki za pięćdziesiąt złotych – odezwał się w końcu siedzący pod ścianą Don Juan Ziobro, pozornie rozstrzygając spór na korzyść Joa

Słuchałem werdyktu ze ściśniętym sercem, nie odezwałem się ani słowem, choć powinienem, niezawodnie powinienem, pod każdym względem powinienem zabrać głos, w końcu to ja byłem autorem obu spornych prac. Kiedy przywieziono mnie na oddział deliryków, miałem na sobie cuchnącą rzygowinami koszulę i nadające się do komisyjnego spalenia w piecu kotłowniczym spodnie. Nie miałem przy sobie ani złotówki, ani jednego papierosa, nie miałem bielizny, mydła, szczoteczki do zębów, nie miałem niczego. Już wszakże po tygodniu, a już z pewnością po dwóch tygodniach, jąłem opływać we wszelkie dobra. Teraz po sześciu miesiącach (odliczając przerwy, po których tu bez pamięci wracałem) mam na sobie wytworny, trawiasty dres. W górnej kieszonce bluzy pobrzękują pięciozłotówki, na stoliku nocnym piętrzą się banany, pomarańcze, czekoladowe cukierki i i

Gdy po oddziale rozeszła się wieść (a rozeszła się ona jeśli nie lotem błyskawicy, to lotem strzały), iż w cywilu param się pisaniem, mało biegli w pisaniu delirycy jęli gremialnie zwracać się do mnie o, rzecz jasna nie bezinteresowną, pomoc. Pomagałem im wszakże z czystym sumieniem. Ja nie tyle pisałem za nich, co przelewałem na papier ich mówienie. (Oczywiście były przypadki, że trzeba było coś w czyimś imieniu zmienić – na przykład w imieniu Najbardziej Poszukiwanego Terrorysty Świata trzeba było wszystko napisać od a do z – ale na ogół pisałem pod ich nieświadome dyktanda. Oni opowiadali historie wzięte ze swego życia, ja zaś, nanosząc drobne tylko poprawki stylistyczne, praktycznie słowo w słowo notowałem ich mówienie). W końcu nie jest wielkim sekretem ani literackim, ani egzystencjalnym fakt, iż mówić umieją wszyscy, natomiast zapisać swe mówienie mało kto potrafi. Tak jest – niekiedy stylizowałem ich zbyt gładkie języki, by nabrały niezbędnej i przez to wiarygodnej chropowatości stylu, ale jeśli dla kogoś te stylizacje miały znaczenie i jeśli na kogoś wpływały, tym człowiekiem byłem ja, nie oni.