Страница 43 из 73
– A może nie miną nawet dwa, trzy lata i Ardżana będzie znowu stolicą Wielkiego Królestwa? – mruknęła Czarownica.
– Jakim cudem? Kto mógłby to sprawić? – zdziwiła się jej wychowanka.
– “… przez siedem setek, siedem dziesiątek
i siedem lat trwało w agonii Wielkie Królestwo – choć żyło,
żyło w pamięci i sercach ludzi – teraz wskrzeszone
znów odbuduje swoją potęgę, na chwałę owych
co byli wierni. Wzrośnie Ardżana, stara stolica
w całej urodzie białych kamieni. Cofnie się dżungla…”
Czarownica na pół mówiła, na poły śpiewała te słowa, a Dziewczyna słuchała ich jak w zamroczeniu.
– Pieśń Jedyna… – szepnęła. – Kiedy wreszcie poznam ją całą?
– Już wkrótce – odparła z powagą jej Opiekunka.
ROZDZIAŁ XIX
Po krótkim nocnym odpoczynku, spędzonym wśród ruin Domu Zdrowia, podróżniczki obudziły się i podjęły dalszą wędrówkę. Teraz znalazły się wśród szczątków dawnej Akademii Nauk. Założona przez Luila XI, w skromnej jeszcze postaci, z roku na rok rozrastała się, aż za panowania Luila XIX stała się niemal miastem w mieście. Każdy z kolejnych królów doceniał rolę nauki w swym państwie – mówiła Czarownica, idąc wolnym krokiem wśród ruin – lecz Luil XIX uczynił ze swych uczonych i twórców prawdziwą arystokrację ducha. To w jego czasach głębszy ukłon składano uczonemu czy artyście niż nawet najsprawniejszemu rycerzowi lub królewskiemu urzędnikowi, a nawet kupcowi, który zdobył najwięcej worków ze złotem.
– Nie sądź, że stało się to od razu i nagle – opowiadała Czarownica. – Dużo czasu musiało minąć, nim ludzie pojęli, że bogactwo rozumu przewyższa bogactwa złota i drogich kamieni, czy też bogactwo władzy. Pojęto też, że o wiele łatwiej jest posiąść sztukę zwyciężania w rycerskich turniejach niż na przykład sztukę pisania uczonych ksiąg czy malowania obrazów, od których nie można oderwać oczu.
Akademia Nauk rozciągała się na ogromnej przestrzeni i przebycie jej zajęło podróżniczkom niemal cały dzień – choć szybciej poruszały się jednak wśród ruin niż dawnymi ulicami, które w całości pochłonęła dżungla. Z kolei ruiny były trudne do przebycia z całkiem i
Kolejna noc zastała je w ruinach ostatniego budynku Akademii Nauk, poza którym panowała już niepodzielnie dżungla – niezwykle gęsta i najeżona trującymi kolcami rozlicznych krzewów.
– To musi być dawny Plac Pałacowy – westchnęła Czarownica. – Było to ongiś miejsce nader rozległe, niemal niemożliwe do objęcia wzrokiem, a jeśli tak, to jedynie z najwyższej pałacowej wieży. Piękny, ogromny, okrągły, tętniący życiem plac – a w jego samym środku stał Pałac Królów. Tu przyjeżdżały karawany kupieckie z całego świata, aby zaprezentować królowi, jego rodzinie i poddanym swoje towary. Po tym placu spacerowali w wolnych od pracy chwilach mieszkańcy stolicy i niemal wszyscy przybysze, sycąc swe oczy urodą Pałacu. Plac był nie tylko placem; w wydzielonych połaciach rozrastały się wielkie parki, pełne zielonych trawników, z rzadka rozsianych potężnych drzew, a wśród nich stały pomniki wszystkich kolejnych królów i co znaczniejszych rycerzy, uczonych i artystów. Setki fonta
Czarownica rozłożyła swój płaszcz na omszałym kamieniu, przysiadła na nim i zapatrzyła się w nieprzenikniony gąszcz zieleni, jakby widziała tam Plac Pałacowy w całej swej dawnej wspaniałości. A po placu, wśród tłumów przechodniów szły tam one wszystkie, one z czasów Luila XXIII – Trzynaście Sióstr Starszych, wielkich i wszechpotężnych władczyń Akademii Magicznej, kochanych przez lud, szanowanych przez króla. A dziś…? Dziś już osiem spośród nich pędzi żywot niewielkich i niemych szarych ptaków, które wyfrunęły z płonących stosów. Nieme, choć czujne strażniczki ruin Wielkiej Świątyni i Świętego Miejsca…
– O, moje drogie Siostry… – westchnęła Czarownica, układając się do snu. Po całym dniu wędrowania przez ruiny Akademii Nauk obie czuły się zmęczone.
– A jak przebrniemy przez tę Dżunglę? – wymamrotała se
– Być może trzeba będzie użyć szczególnego rodzaju magii – szepnęła Czarownica, otrząsając się ze wspomnień. Po chwili obie już spały; jedyne dwie ludzkie istoty pośród potężnych ruin dawnej, wielkiej stolicy. Cichy śpiewny syk żmij towarzyszył im niby kołysanka.
Gdy wschodzące słońce obudziło Dziewczynę, ujrzała Czarownicę w rytualnej, na poły klęczącej pozycji, z wyciągniętymi ramionami, szepczącą jakieś zaklęcia. Wychowanka z napięciem obserwowała jej czy
– To jest miecz magiczny – wyjaśniła wreszcie Opiekunka, a jej dłonie drżały. – Nie raniąc drzew tej dżungli, kwiatów czy krzewów, ani niczego co w niej żyje, gdyż wówczas obróciłaby się ona przeciw nam, utoruje nam ten miecz wolną drogę przez Dżunglę. Długo to trwało i musiałam użyć całej swojej Mocy. Najtrudniej jest bowiem stwarzać Coś z Niczego. Obawiam się, że wkrótce będę musiała zejść do Podziemi, by u Prastarych Mocy wzmocnić swój magiczny dar. T o bowiem wyczerpało mnie aż nadto.
– Dlaczego ja tego nie umiem? – spytała Dziewczyna z urazą. – Uczyłyście mnie jak przemieniać Coś w Coś, ale stwarzać Coś z Niczego, nigdy! Chciałabym to umieć. To o wiele ciekawsze niż przemiany szyszek w wiewiórki.
Czarownica pokręciła przecząco głową.
– Ale ja chcę! – tupnęła nogą Dziewczyna. – Muszę i chcę! Czemu mi odmawiasz?!
– Nie podnoś głosu przy Magicznym Mieczu, bo sprowadzisz na nas nieszczęście – odparła surowo jej Opiekunka. Nie jesteś Czarownicą ani też nigdy nią nie zostaniesz. Warto, byś poznała odrobinę magii, choćby po to, by lepiej dawać sobie radę w naszym obecnym, pełnym niebezpieczeństw życiu Ale prawdziwa dziedzina czarów jest zastrzeżona tylko dla najwyżej wtajemniczonych. Posiadło ją tylko Trzynaście Sióstr Starszych, a w Akademii Magicznej uczono jej jedynie wybrane ucze