Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 93 из 98

Wbijał jej grube igły w żyły na wierzchu dłoni. Niekiedy nie trafiał, kłuł aż do kości. Ye

— Narobiłaś mi kłopotów. Zmusiłaś do oderwania się od pracy. Naraziłaś na ryzyko. Pchając się tą łódką na Głębię Sedny, pod mój Wsysacz… Echo naszego krótkiego pojedynku było silne i dalekie, mogło obić się o wścibskie i niepowołane uszy. Ale nie mogłem się powstrzymać. Myśl, że będę cię tu mógł mieć, że będę mógł podłączyć cię do mojego skanera, była zbyt pociągająca.

— Bo chyba nie przypuszczasz — wbił kolejną igłę — że dałem się nabrać na twoją prowokację? Że połknąłem przynętę? Nie, Ye

Ye

— Pomyślałem więc — Vilgefortz wepchnął jej do nosa drugą rurkę, tym razem szklaną — że jedynym sposobem na wyskanowanie Ciri jest sonda empatyczna. Do tego potrzebny był mi jednak ktoś, kto miał z dziewczyną dostatecznie silny kontakt emocjonalny i wypracował empatyczną matrycę, taki, że użyję neologizmu, algorytm uczuć i sympatii wzajemnej. Myślałem o wiedźminie, ale Wiedźmin zniknął, poza tym wiedźmini są marnymi mediami. Miałem zamiar kazać porwać Triss Merigold, naszą Czternastą ze Wzgórza. Zastanawiałem się nad uprowadzeniem Ne

— Oczywiście — podjął, wycierając ręce — należałoby ci się trochę wyjaśnień. Na przykład — skąd i jak dowiedziałem się o Starszej Krwi? O dziedzictwie Lary Dorren? Czym właściwie jest ten gen? Jak doszło do tego, że Ciri go ma? Kto go jej przekazał? W jaki sposób odbiorę go jej i do czego wykorzystam? Jak działa Wsysacz Sedny, kogo nim wessałem, co z wessanymi uczyniłem i dlaczego? Prawda, że wiele pytań? Aż żal, że nie ma czasu, by ci o wszystkim opowiedzieć, wszystko wyjaśnić. Ba, zadziwić, bo pewien jestem, że kilka faktów zadziwiłoby cię, Ye

Czarodziejka zacisnęła zęby, dusząc się głębokim, rwącym się z trzewi jękiem.

— Wiem — kiwnął głową Vilgefortz, przysuwając bliżej duży profesjonalny megaskop, ekran i wielką kryształową kulę na trójnogu, omotaną pajęczyną srebrnych drucików. - Wiem, to bardzo przykre. I bardzo bolesne. Im prędzej przystąpisz do skanowania, tym krócej to będzie trwało. No, Ye

Ye

— Boli — domyślił się Vilgefortz, wpijając się w nią żywym okiem i martwym kryształem. - No pewnie, że boli. Skanuj, Ye

Zacisnęła szczęki, aż zatrzeszczały zęby.

— No, Ye

Jego głos był aksamitny i ciepły.

— Skanuj, Ye

Ye

— Rience!

Ye

— Czasami — powiedział Vilgefortz, pochylając się nad nią — tam, gdzie zawodzi magia, eliksiry i narkotyki, skutkuje na opornych zwykły, stary, dobry, klasyczny ból. Nie zmuszaj mnie do tego. Skanuj.

— Idź do diabła, Vilgefoooortz!

— Dokręcaj śruby, Rience. Powoli.

Vilgefortz spojrzał na bezwładnie ciało wleczone po posadzce w kierunku schodów prowadzących do podziemi. Potem podniósł oko na Rience'a i Schirru.

— Zawsze istnieje ryzyko — powiedział — że któryś z was wpadnie w ręce moich wrogów i będzie przesłuchiwany. Chciałbym wierzyć, że wówczas wykazalibyście się nie mniejszym hartem ciała i ducha. Tak, chciałbym w to wierzyć. Ale nie wierzę.

Rience i Schirru milczeli. Vilgefortz ponownie uruchomił megaskop, wyświetlił na ekranie obraz generowany przez ogromny kryształ.

— To wszystko, co wyskanowała — powiedział, wskazując. - Ja chciałem Cirilli, ona dała mi wiedźmina. Ciekawe. Nie pozwoliła sobie wydrzeć empatycznej matrycy dziewczyny, ale przy Geralcie pękła. A o jakiekolwiek uczucia względem tego Geralta nie podejrzewałem jej wcale… No, ale zadowolimy się na razie tym, co mamy. Wiedźmin, Cahir aep Ceallach, bard Jaskier, jakaś kobieta? Hmmm… Kto podejmie się tego zadania? Ostatecznego rozwiązania kwestii wiedźmińskiej?

Zgłosił się Schirru, przypomniał sobie Rience, unosząc się w strzemionach, by choć trochę ulżyć obolałym od siodła pośladkom. Schirru zgłosił się do zabicia wiedźmina. Znał okolice, w których Ye

A ja głupi, cieszyłem się wówczas, pewny, że przypadło mi w udziale zadanie dużo łatwiejsze i przyjemniejsze. I takie, z którym uporam się szybko, łatwo i przyjemnie…

— Jeśli chłopi nie łgali — Stefan Skellen stanął w strzemionach — to jezioro musi być za tym wzgórzem, w kotlinie.

— Tam też trop wiedzie — potwierdził Boreas Mun.

— Czego tedy stoimy? — Rience potarł zmarznięte ucho. - Koniom ostrogę i jazda!

— Nie tak bystro — wstrzymał go Bonhart. - Rozdzielmy się. Otoczmy kotlinę. Nie wiemy, którym brzegiem jeziora pojechała. Jeśli wybierzemy zły kierunek, może się nagle okazać, że jezioro oddzieli nas od niej.

— Racja święta — przytaknął Boreas.

— Jeziora ściął lód.

— Może być za słaby dla koni. Bonhart ma rację, trzeba się rozdzielić.

Skellen szybko wydał rozkazy. Grupa prowadzona przez Bonharta, Rience'a i Olę Harsheima, licząca do kupy siedem koni, pocwałowała wschodnim brzegiem, szybko niknąc w czarnym lesie.

— Dobra — skomenderował Puszczyk. - Jedziemy, Silifant…

Od razu zorientował się, że coś jest nie tak. Obrócił konia, trzepnął go nahajem, najechał na Joa

— To na nic, panie koroner — powiedziała chrapliwie. - Nie próbujcie nawet. My nie jedziemy z wami. My zawracamy. My tego dosyć mamy.

— My? — wrzasnął Dacre Silifant. - Kto, my? Co to, bunt?

Skellen pochylił się w siodle, splunął na zmarzłą ziemię. Za Ke

— Pani Selborne — powiedział przeciągle i zjadliwie Puszczyk. - Nie w tym rzecz, że marnuje pani pięknie zapowiadającą się karierę, że trwoni i wniwecz obraca pani swą życiową szansę. Rzecz w tym, że będzie pani oddana katu. Razem z tymi durniami, którzy pani posłuchali.