Страница 76 из 98
— Umiejętność korzystania ze źródeł.
— Wiedziałem — powiedział z dumą Vysogota — że znajdę. Szukałem, szukałem i… O, psiakrew…
Naręcze ciężkich ksiąg wymknęło mu się z palców, inkunabuły rymnęły na polepę, karty wyleciały z zetlałych opraw i rozsypały się bezładnie.
— Co znalazłeś? - Ciri kucnęła obok, pomogła mu pozbierać porozrzucane stronice.
— Wieżę Jaskółki! — pustelnik odpędził kocura, który bezczelnie usadowił się na jednej ze stronic. - Tor Zireael. Pomóż mi.
— Ależ to obrosło kurzem! Aż się lepi! Vysogoto? Co to jest? Tu, na tym obrazku? Ten człowiek wiszący na drzewie?
— To? — Vysogota przyjrzał się luźnej stronicy. - Scena z legendy o Hemdallu. Heros Hemdall wisiał przez dziewięć dni i dziewięć nocy na Jesionie Światów, by poprzez poświęcenie i ból posiąść wiedzę i moc.
— Kilka razy — Ciri potarła czoło — śniło mi się coś takiego. Człowiek wiszący na drzewie…
— Grawiura wypadła, o, z tej księgi. Jeśli chcesz, możesz później poczytać. Teraz jednak ważniejsze jest… O, nareszcie, mam. Peregrynacje po szlakach i miejscach magicznych Buyvida Backhuysena, książka przez niektórych uznawana za apokryf…
— Znaczy, za blagę?
— Mniej więcej. Ale byli i tacy, którzy książkę doceniali… O, posłuchaj… Zaraza, jak tu ciemno…
- Światła jest dość, to ty ze starości ślepniesz — powiedziała Ciri z właściwym młodości beznamiętnym okrucieństwem. - Daj, sama przeczytam. Od którego miejsca?
— Tu — pokazał kościstym palcem. - Czytaj na głos.
— Dziwacznym językiem pisał ten cały Buyvid. Assengard to był chyba jakiś zamek, jeśli się nie mylę. Ale co to za kraina: Stojeziory? Nigdy o takiej nie słyszałam. I co to jest trifolium?
— Koniczynka. A o Assengardzie i Stujeziorach opowiem ci, gdy dokończysz czytania.
— I jako żywo, ledwie elf Ayallac'h one słowa wyrzekł, jak wybiegli spod wód jeziornych ptaszkowie owi mali i czarni, co się na dnie odmętu całą zimę przed mrozem chronili. Albowiem jaskółka, jak to wiedzą ludzie uczeni, trybem i
— Wróćmy jednakoż do jeziora naszego: krążący ptaszkowie mgłę, rzekłbyś, skrzydłeczkami swemi rozproszyli, bo tandem niespodzianie wyłoniła się z mgły wieżyca cudowna, czarnoksięska, a myśmy jednym westchnęli podziwu głosem, bo była ona wieżyca jakoby z oparu utkana, mgły mająca za fundamentum, a u szczytu zwieńczona lśnieniem zorzy, czarnoksięską aurora borealis. Zaiste, potężną magiczną sztuką musiała być owa wieża zbudowana, ponad ludzkie zrozumienie.
— Spostrzegł naszą admiracyję elf Arallac'h i rzekł:
"Oto Tor Zireael, Wieża Jaskółki. Oto Brama Światów i Wrota Czasu. Naciesz, człowieku, oczy tym widokiem, bo nie każdemu i nie zawżdy bywa on dany."
— Pytany zaś, azali przybliżyć się można i z bliska na ową Wieżę poglądnąć albo propria manu dotknąć, zaśmiał się Avallac'h. "Tor Zireael, rzekł, to dla was marzenie se
— Ledwie te słowa wyrzekł, opadły znowu mgły i prospektu owego czarownego oczom naszym odmówiły…
— Kraina Stojeziory — wyjaśnił Vysogota — dzisiaj nazywa się Mil Trachta. Jest to bardzo rozległe, przecięte rzeką Yeleną pojezierze w północnej części Meti
— Z Assengardu, o którym czytałam — mruknęła Ciri, marszcząc w zamyśleniu nos — zostały od tamtych czasów ruiny. A ja na własne oczy widziałam elfie miasto Shaerrawedd w Kaedwen, byłam tam. Ludzie wydłubali i wyszabrowali wszystko, zostawili tylko goły kamień. Założę się, że z twojej Wieży Jaskółki też zostały kamienie, te większe, bo mniejsze pewnie pokradli. Jeśli w dodatku był tam portal…
— Tor Zireael była magiczna. Nie dla wszystkich widzialna. A teleporty nigdy nie są widzialne.
— Prawda — przyznała i zamyśliła się. - Ten na Thanedd nie był. Pojawił się nagle na gołej ścianie… W samą porę zresztą się pojawił, bo ten czarownik, który mnie ścigał, już był blisko… Już go słyszałam… I wówczas, jak na zawołanie, pojawił się portal.
— Jestem pewien — powiedział cicho Vysogota — że gdybyś trafiła do Tor Zireael, tamtejszy teleport też ci się objawi. Choćby w ruinach, wśród gołych kamieni. Jestem pewien, że udałoby się ci odnaleźć go i uaktywnić. A on, pewien jestem, usłuchałby twego rozkazu. Bo ja myślę, Ciri, że ty jesteś wybranką.
— Twoje włosy, Triss, są jak ogień w świetle świec. A twoje oczy są jak lapis lazuli. Twoje wargi są jak korale…
— Przestań, Crach. Upiłeś się, czy jak? Nalej mi jeszcze wina. I opowiadaj.
— O czym niby?
— Nie udawaj! O tym, jak Ye
— Jak ci idzie? Opowiadaj, Ye
— Wpierw ty odpowiedz mi na pytanie: kim są dwie kobiety, które niezmie
— Czy interesuje cię stan formalno-prawny, czy faktyczny?
— Ten drugi.
— W takim razie to są moje żony.
— Rozumiem. Wyjaśnij im może przy sposobności, że co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr.
— Wyjaśniałem. Ale baby jak to baby. Mniejsza z tym. Opowiadaj, Ye
— Niestety — czarodziejka zagryzła wargi — postępy są znikome. A czas ucieka.
— Ucieka — kiwnął głową jarl. - I wciąż przynosi nowe sensacje. Otrzymałem wieści z kontynentu, powi
— Generał z Cintry?
— Marszałek. Dowodzi wchodzącym w skład armii temerskiej korpusem złożonym z cintryjsidch emigrantów i wolentarzy. Służy tam dość ochotników z wysp, bym miał wieści z pierwszej ręki.
— I co masz?
— Ty trafiłaś tu, na Skellige, dziewiętnastego sierpnia, dwa dni po pełni. Tego samego dnia, dziewiętnastego, znaczy, korpus Vissegerda w czasie walk nad Iną zagarnął grupę zbiegów, wśród których byli Geralt i ten jego znajomy trubadur…
— Jaskier?
— Właśnie. Vissegerd oskarżył obu o szpiegostwo, uwięził i bodaj zamierzał stracić, ale obaj więźniowie zbiegli i sprowadzili na Vissegerda Nilfgaardczyków, z którymi byli jakoby w zmowie.
— Bzdura.
— Też mi się tak wydaje. Ale chodzi mi po głowie, że Wiedźmin, wbrew temu, co sądzisz, realizuje może jakiś sprytny plan. Chcąc ratować Ciri wkrada się w łaski Nilfgaardu…
— Ciri nie ma w Nilfgaardzie. A Geralt nie realizuje żadnego planu. Planowanie nie jest jego najmocniejszą stroną. Zostawmy to. Ważne jest, że mamy już dwudziestego szóstego sierpnia, a ja nadal wiem zbyt mało. Zbyt mało, by cokolwiek przedsięwziąć… Chyba, żeby…