Страница 12 из 98
— Rozumiem.
— Nagle byłam gotowa pojechać do najbliższej prefektury, do najbliższego fortu, do tych Czarnych Nilfgaardczyków, których tak się bałam i których tak nienawidziłam… Byłam gotowa powiedzieć: "To ja jestem Ciri, wy nilfgaardzkie matoły, to mnie powinien wziąć za żonę wasz głupi cesarz, podetkali waszemu cesarzowi jakąś bezczelną oszustkę, a ten idiota nie poznał się na szachrajstwie". Byłam tak zawzięta, że zrobiłabym to, gdyby była okazja. Bez zastanowienia. Rozumiesz, Vysogoto?
— Rozumiem.
— Na szczęście, ochłonęłam.
— Na wielkie twoje szczęście — poważnie kiwnął głową. - Sprawa tego cesarskiego ożenku nosi wszelkie znamiona afery stanu, walk stro
— Też to pojęłam. I zapamiętałam. Dobrze zapamiętałam. Wyznać, kim jestem, oznaczało śmierć. Miałam sposobność przekonać się o tym. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Milczeli jakiś czas, pracując przy skórkach. Przed kilkoma dniami połów udał się nadspodziewanie dobrze, w pułapki i wnyki wpadło wiele piżmaków i nutrii, dwie wydry i jeden bóbr. Mieli więc mnóstwo roboty.
— Dogoniłaś Hotsporna? — spytał wreszcie Vysogota.
— Dogoniłam — Ciri otarła czoło rękawem. - Nawet szybko, bo on nie spieszył się w drodze. I wcale się nie zdziwił, gdy mnie zobaczył!
— Pa
Ciri podjechała bliżej, tak, że niemal zetknęli się strzemionami. Potem odcharknęła przeciągle, pochyliła się i splunęła na piasek gościńca. Nauczyła się pluć w taki sposób — ohydny, ale skuteczny, gdy trzeba było ostudzić czyjś uwodzicielski zapał.
— Rozumiem — uśmiechnął się lekko Hotsporn — że chcesz skorzystać z amnestii?
- Źle rozumiesz.
— Czemu mam zatem przypisać radość, jaką sprawia mi widok urodziwego liczka pa
— A mus, żeby było czemu? — prychnęła. - Gadałeś na stacji, żeś chętny kompanii w drodze.
— Niezmie
— Wypchać się każ twoją amnestią.
— Co tylko pa
— Rzeka Yarra — powiedziała wolno Ciri — o której mówiło się na stacji, to nilfgaardzka nazwa rzeki Jarugi, prawda?
— Taka pa
— Nie możesz po ludzku odpowiedzieć, gdy po ludzku pytają?
- Żartowałem przecie, po co zaraz się gniewać? Tak, to ta sama rzeka. Po elfiemu i po nilfgaardzku Yarra, na północy Jaruga.
— A ujście tejże rzeki — ciągnęła Ciri — to Cintra?
— Tak jest. Cintra.
— Stąd, gdzie teraz jesteśmy, jak daleko do Cintry? Ile mil?
— Niemało. I zależy, w jakich milach liczyć. Każda bez mała nacja ma i
— Którędy? Prosto na północ?
— Bardzo coś pa
— Na tron tamtejszy chcę wstąpić.
— Dobrze, dobrze — Hotsporn uniósł dłoń obro
— Hmmm… — Ciri wpatrzyła się w zamglony horyzont, w rozmazaną linię czarnych wzgórz. - Do Forgeham, a później na północny zachód… To znaczy… Którędy?
— Wie pa
Ciri zmierzyła go najzimniejszym wzrokiem, na jaki było ją stać. Hotsporn przygryzł wargę w szelmowskim uśmiechu.
— Jakże więc?
— Jedźmy.
— Brawo, pa
— Przestań tytułować mnie pa
— Co tylko pa
Piękny świt nie spełnił oczekiwań, wprowadził w błąd. Dzień, który po nim nastąpił, był szary i mokry. Wilgotna mgła skutecznie przyćmiewała jaskrawość jesie
W wilgotnym powietrzu pachniało korą i grzybami. Jechali stępa po dywanie opadłych liści, ale Hotsporn często popędzał swą karą klacz do lekkiego kłusa lub galopu. Ciri wówczas przyglądała się z zachwytem.
— Czy ona ma jakieś imię?
— Nie — błysnął zębami Hotsporn. - Ja traktuję wierzchowce użytkowo, zmieniam je bardzo często, nie przywiązując się. Nadawanie koniom imion, jeśli nie prowadzi się stadniny, uważam za pretensjonalne. Zgodzisz się ze mną? Koń Wronek, pies Burek, a kot Mruczek. Pretensjonalne!
Ciri nie podobały się jego spojrzenia i wieloznaczne uśmiechy, a zwłaszcza lekko drwiący ton, jakim zagadywał i odpowiadał na pytania. Przyjęła zatem prostą taktykę — milczała, mówiła półsłówkami, nie prowokowała. Jeśli się dało. Nie zawsze się dało. Zwłaszcza gdy gadał o tej swojej amnestii. Gdy zaś po raz kolejny — i dość ostro — wyraziła niechęć, Hotsporn zaskakująco zmienił front: zaczął nagle dowodzić, że w jej przypadku amnestia jest zbędna, wręcz jej nie dotyczy. Amnestia obejmuje przestępców, powiedział, nie zaś ofiary przestępstw. Ciri ryknęła śmiechem.
— Sam jesteś ofiara, Hotsporn!
— Mówiłem najzupełniej poważnie — zapewnił. - Nie po to, by wzbudzić twą ptaszęcą wesołość, lecz by zasugerować ci sposób na ocalenie skóry w przypadku pojmania. Ma się rozumieć, że na barona Casadei coś takiego nie podziała, także od Vamhagenów nie masz co oczekiwać klemencji, ci w najkorzystniejszym dla ciebie razie zlinczują cię na miejscu, szybko i, jak dobrze pójdzie, bezboleśnie. Gdybyś jednak wpadła w ręce prefekta i stanęła przed surowym, lecz sprawiedliwym obliczem cesarskiego prawa… Ha, wówczas sugerowałbym taką właśnie linię obrony: zalejesz się łzami i oświadczysz, że jesteś niewi
— A kto w to uwierzy?
— Każdy — Hotsporn pochylił się w kulbace, zajrzał jej w oczy. - Bo taka jest przecież prawda. Ty przecież jesteś niewi