Страница 61 из 64
XI
Dżi
— Ależ on ryczy! — zmarszczył się Jaskier, chwytając się odruchowo za gardło. - Ależ on potwornie ryczy! Wygląda, że jest cholernie wściekły!
— Bo jest — rzekł kapłan Rrepp. Chireadan spojrzał na niego szybko.
— Co?
— Jest wściekły — powtórzył Krepp. - I nie dziwię się. Ja też byłbym wściekły, gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie, jakie przypadkowo wyraził wiedź-min…
— Jak to? — krzyknął Jaskier. - Geralt? Życzenie?
— To on miał w ręku pieczęć, która więziła geniusza. Geniusz spełnia jego życzenia. Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżi
— Psiakrew — mruknął Chireadan. - Zaczynam rozumieć. Klucznik w lochu… Pękł…
— To było drugie życzenie wiedźmina. Zostało mu jeszcze jedno. Ostatnie. Ale, na bogów, nie powinien zdradzić tego Ye
XII
Stała nieruchomo, pochylona nad nim, nie zwracając żadnej uwagi na dżi
— A więc to tak — syknęła. - Gratuluję. Udało ci się mnie oszukać. Nie Jaskier, lecz ty. To dlatego dżi
— Nie wystarczy ci już sił, Ye
— Nie doceniasz moich sił. Życzenie, Geralt!
— Nie, Ye
— To moje ryzyko! — krzyknęła wściekle. - Co cię obchodzi, co się ze mną stanie? Pomyśl lepiej o tym, co dżi
XIII
— Zginą obydwoje? — zawył Jaskier. - Jak to? Panie Krepp, czy jak wam tam… Dlaczego? Przecież wiedźmin… Dlaczego, do ciężkiej i niespodziewanej zarazy, on nie ucieka? Dlaczego? Co go tam trzyma? Dlaczego nie zostawi na pastwę losu tej cholernej wiedźmy i nie ucieknie? Przecież to bez sensu!
— Absolutnie bez sensu — powtórzył Chireadan gorzko. - Absolutnie bez.
— To samobójstwo! I zwyczajny idiotyzm!
— To przecież jego fach — wtrącił Neville. - Wiedźmin ratuje moje miasto. Bogów przyzywam na świadków, jeśli pokona czarownicę i przepędzi demona, nagrodzę go sowicie…
Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem, napluł na niego, rzucił w błoto i rozdeptał, powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach.
— Przecież on… — jęknął nagle. - Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją, i siebie! Panie Krepp!
— To nie takie proste — zastanowił się kapłan. - Ale gdyby… Gdyby wyraził właściwe życzenie… Gdyby jakoś powiązał swój los z losem… Nie, nie sądzę, żeby na to wpadł. I chyba lepiej, żeby nie wpadał.
XIV
- Życzenie, Geralt! Prędzej! Czego pragniesz? Nieśmiertelności? Bogactwa? Sławy? Władzy? Potęgi? Zaszczytów? Prędzej, nie mamy czasu!
Milczał.
— Człowieczeństwa — powiedziała nagle, uśmiechając się paskudnie. - Odgadłam, prawda? Przecież tego pragniesz, o tym marzysz! O wyzwoleniu, o swobodzie bycia tym, kim zechcesz, nie tym, czym być musisz. Dżi
Milczał.
Stała nad nim w migotliwym blasku czarodziejskiej kuli, w poświacie magii, wśród rozbłysków więżących dżi
I piękna.
Pochyliła się gwałtownie, spojrzała mu w oczy, z bliska. Czuł zapach bzu i agrestu.
— Milczysz — syknęła. - Więc czego ty pragniesz, wiedźminie? Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? Nie wiesz, czy nie możesz się zdecydować? Poszukaj w sobie, poszukaj głęboko i dokładnie, bo klnę się na Moc, drugiej takiej szansy mieć nie będziesz!
A on nagle znał prawdę. Wiedział. Wiedział, kim byłą niegdyś. O czym pamiętała, o czym nie mogła zapomnieć, z czym żyła. Kim była naprawdę, zanim stała się czarodziejką.
Bo patrzyły na niego zimne, przenikliwe, złe i mądre oczy garbuski.
Przeraził się. Nie, nie prawdy. Przeraził się, że odczyta jego myśli, że dowie się, co odgadł. Że nigdy mu tego nie wybaczy. Zgłuszył tę myśl w sobie, zabił ją, wyrzucił z pamięci na zawsze, bez śladu, czując przy tym ogromną ulgę. Czując, że…
Sufit pękł. Dżi
Dżi
I wypowiedział życzenie.
XV
Dom eksplodował, cegły, belki i deski frunęły w górę w obłoku dymu i iskier. Z kurzawy wyprysnął dżi
— Uciekł! Uciekł! - zawołał kapłan Krepp. - Wiedźmin dopiął swego! Geniusz odleciał! Nie zagrozi już nikomu!
— Ach — rzekł Errdil z niekłamanym zachwytem. -Cóż za cudowna ruina!
— Cholera, cholera! — wrzasnął Jaskier skulony za murkiem. - Rozwalił cały dom! Tego nikt nie mógł przeżyć! Nikt, powiadam wam!
— Wiedźmin Geralt z Rivii poświęcił się dla miasta — powiedział uroczyście burmistrz Neville. - Nie zapomnimy, uczcimy go. Pomyślimy o pomniku…
Jaskier strząsnął z ramion kawał zlepionej gliną trzcinowej maty, otrzepał kubrak z pecyn zmoczonego deszczem tynku, spojrzał na burmistrza i w kilku precyzyjnie dobranych słowach wyraził swoją opinię o poświęceniu, czczeniu, pamięci i wszystkich pomnikach świata.
XVI
Geralt rozejrzał się. Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna. Dziwnym trafem miejsce, gdzie leżeli, było zupełnie czyste. Nie spadła na nich nawet jedna deska, jedna cegła. Było tak, jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza.
Ye
— Wiedźminie — odchrząknęła. - Żyjesz?
- Żyję — Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu, syknął. Ye
— Poparzyłam cię…
— Drobiazg. Kilka bąbli…
— Przepraszam. Wiesz, dżi
- Żałujesz?
— Nie bardzo.
— To dobrze. Pomóż mi wstać, proszę.
— Zaczekaj — szepnęła. - To twoje życzenie… Usłyszałam, czego sobie życzyłeś. Osłupiałam, po prostu osłupiałam. Wszystkiego mogłam się spodziewać, ale żeby… Co cię do tego skłoniło, Geralt? Dlaczego… Dlaczego ja?
— Nie wiesz?
Pochyliła się nad nim, dotknęła go, poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle, że nigdy nie zapomni tego zapachu, tego miękkiego dotyku, wiedział, że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z i