Страница 55 из 64
— Oczywiście. Wejdź.
Medalion na szyi wiedźmina zaczął ostro, rytmicznie drgać.
W centralnym punkcie podłogi leżała płonąca mlecznym światłem szklana kula wielkości małego arbuza. Kula wytyczała środek dziewięcioramie
- Śpi — powiedziała Ye
Geralt przyjrzał się wzorom wykreślonym na podłodze. Ukryta w nich magia była wyczuwalna, ale wiedział, że była to magia śpiąca, nie rozbudzona. Przywodziła na myśl szmer oddechu drzemiącego lwa, ale dawała pojęcie o tym, czym może być lwi ryk.
— Co to jest, Ye
— Pułapka.
— Na kogo?
— Na ciebie, chwilowo — czarodziejka przekręciła klucz w zamku, obróciła go w dłoni. Klucz znikł.
— Tak więc, jestem schwytany — powiedział zimno. - Co teraz? Będziesz nastawać na moją cnotę?
— Nie pochlebiaj sobie — Ye
— O co tu chodzi, Ye
— Wspominałam ci — zaczęła — że zawsze zdobywam to, czego pragnę. Tak się zaś składa, że zapragnęłam czegoś, co ma Jaskier. Odbiorę mu to i rozstaniemy się. Nie obawiaj się, nie stanie mu się żadna krzywda…
— Cudactwa, które ustawiłaś na podłodze — przerwał — służą do wywoływania demonów. Tam, gdzie wywołuje się demony, zawszę staje się komuś krzywda. Nie pozwolę na to.
— …włos mu z głowy nie spadnie — kontynuowała czarodziejka, nie zwracając żadnej uwagi na jego słowa. -Głosik będzie miał jeszcze piękniejszy i będzie bardzo zadowolony, wręcz szczęśliwy. Wszyscy będziemy szczęśliwi. I rozstaniemy się, bez żalu, ale i bez uraz.
— Ach, Virginio — zajęczał Jaskier, nie otwierając oczu. - Piękne są twe piersi, delikatniejsze niźli puch łabędzi…
Virginio…
— Rozum mu odjęło? Majaczy?
- Śni — uśmiechnęła się Ye
— Do czego ci ta pieczęć?
— Jak by tu odpowiedzieć na twoje pytanie? — czarodziejka uśmiechnęła się zalotnie. - Spróbujmy może tak:
gówno cię to obchodzi, wiedźminie. Zadowala cię taka odpowiedź?
— Nie — uśmiechnął się również, i równie paskudnie. - Nie zadowala. Ale nie rób sobie z tego powodu wyrzutów, Ye
— Szkoda. Pozostaniesz zatem niezadowolony. Twoja strata. Pieczęć, poproszę. Nie rób min nie pasujących do twego typu urody i karnacji. Jeśli nie zauważyłeś, to wiedz, że właśnie zaczęło się odwdzięczanie, które jesteś mi winien. Pieczęć jest pierwszą ratą ceny za głos śpiewaka.
— Jak widzę, rozłożyłaś cenę na wiele rat — powiedział zimno. - Dobrze. Mogłem się tego spodziewać i spodziewałem się. Ale niech to będzie uczciwy handel, Ye
Ja kupiłem twoją pomoc. I ja zapłacę.
Skrzywiła wargi w uśmiechu, ale jej fiołkowe oczy pozostały nie zmrużone i zimne.
— Co do tego, wiedźminie, nie powinieneś mieć wątpliwości.
— Ja — powtórzył. - Ale nie Jaskier. Zabieram go stąd w bezpieczne miejsce. Uczyniwszy to, wrócę, zapłacę drugą ratę i dalsze. Bo jeżeli chodzi o pierwszą…
Sięgnął do sekretnej kieszonki w pasie, wydobył mosiężną pieczęć ze znakiem gwiazdy i złamanego krzyża.
— Proszę, weź. Nie jako ratę. Przyjmij to od wiedźmina w dowód wdzięczności za to, że choć wyrachowanie, ale potraktowałaś go życzliwiej, niż zrobiłaby to większość twoich konfratrów. Przyjmij to jako dowód dobrej woli, który powinien przekonać cię, że zadbawszy o bezpieczeństwo przyjaciela wrócę tu, by płacić. Nie dostrzegłem skorpiona wśród kwiatów, Ye
— Piękna przemowa — czarodziejka skrzyżowała ręce na piersi. - Wzruszająca i patetyczna. Szkoda, że daremna. Jaskier jest mi potrzebny i zostanie tu.
— On już raz był blisko tego, co zamierzasz tu ściągnąć — Geralt wskazał na wzory na podłodze. - Gdy zakończysz dzieło i ściągniesz tu dżi
Urwał.
— Ciekawiło mnie, kiedy poczujesz — zachichotała czarodziejka.
Geralt napiął mięśnie, wytężył całą wolę, zaciskając szczęki do bólu. Nie pomogło. Był jak sparaliżowany, jak kamie
— Wiedziałam, że potrafisz odbić czar rzucony wprost — powiedziała Ye
— Chireadan… — powiedział z wysiłkiem, wciąż próbując walczyć z magicznym paraliżem. - Chireadan zorientuje się, że coś knujesz. Zorientuje się rychło, nabierze podejrzeń lada chwila, bo nie ufa ci, Ye
Czarodziejka powiodła dłonią w szerokim geście. Ściany komnaty zamazały się i nabrały jednolitej mętnoszarej struktury i barwy. Znikły drzwi, znikły okna, znikły nawet zakurzone kotary i upstrzone przez muchy obrazki na ścianach.
— I co z tego, że Chireadan się zorientuje? — wykrzywiła się złośliwie. - Pobiegnie po pomoc? Przez moją barierę nie przejdzie nikt. Ale Chireadan nigdzie nie pobiegnie, nie uczyni nic przeciw mnie. Nic. Jest pod moim urokiem. Nie, nie chodzi o czamoksięstwo, nie robiłam niczego w tym kierunku. Zwykła chemia organizmu. Zakochał się we mnie, bałwan. Nie wiedziałeś o tym? Zamierzał nawet wyzwać Beau na pojedynek, wyobrażasz sobie? Elf, a zazdrosny. To się rzadko zdarza. Geralt, ja nie bez powodu wybrałam ten dom.
— Beau Berrant, Chireadan, Errdil, Jaskier. Rzeczywiście, idziesz do celu najprostszą drogą. Ale mną, Ye
— Ależ posłużę, posłużę. - Czarodziejka wstała z łóżka, podeszła, stara
Walczył, walczył z całych sił. Nadaremnie.
— Nie szamocz się, wiedźminku — uśmiechnęła się zjadliwie. - To na nic. Masz silną wolę i sporo odporności na magię, ale ze mną i moim zaklęciem mierzyć się nie możesz. I nie odgrywaj przede mną komedii. Nie próbuj fascynować mnie twą twardą i hardą męskością. Ty wyłącznie we własnym mniemaniu jesteś hardy i twardy. By ratować przyjaciela, zrobiłbyś dla mnie wszystko i bez czarów, zapłaciłbyś każdą cenę, wylizałbyś mi buty. A może i coś jeszcze, gdybym nieoczekiwanie zapragnęła rozrywki.