Страница 37 из 64
— Pavetto — Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie…
— Pavetto! — zawołała Calanthe. - Czy ty… Czy ty jesteś…
Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.
GŁOS ROZSĄDKU 5
— Geralt! Hej! Jesteś tu?
Uniósł głowę znad pożółkłych szorstkich stron Historii świata Rodericka de Novembre, ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego dzieła, które studiował od wczoraj.
— Jestem. Co się stało, Ne
— Masz gościa.
— Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie?
— Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniony sławą, nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć?
— Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel. Ne
— Nie rozumiem tej przyjaźni. On jest twoim absolutnym przeciwieństwem.
— Przeciwieństwa przyciągają się.
— Najwyraźniej. O, proszę, nadchodzi — wskazała ruchem głowy. - Twój sły
— On naprawdę jest sły
— Słyszałam — skrzywiła się kapłanka. - A jakże. Cóż, nie znam się na tym, być może umiejętność swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa to właśnie jest talent. Mniejsza z tym. Wybacz, ale nie dotrzymam wam towarzystwa. Nie jestem dziś w nastroju ani do jego poezji, ani do jego wulgarnych żartów.
Z korytarza rozległ się perlisty śmiech, brzęk lutni, na progu biblioteki stanął Jaskier w liliowym kubraczku z koronkowymi mankietami i kapelusiku na bakier. Na widok Ne
— Moje głębokie uszanowanie, czcigodna matko — zakwilił kretyńsko. - Chwała Wielkiej Melitele i jej kapłankom, krynicom cnoty i mądrości…
— Przestań pieprzyć, Jaskier — parsknęła Ne
Odwróciła się na pięcie i wyszła szeleszcząc powłóczystą szatą. Jaskier robiąc małpie miny sparodiował ukłon.
— Nic się nie zmieniła — rzekł pogodnie. - Nadal kompletnie nie rozumie się na żartach. Wściekła się na mnie, bo po przyjeździe pogawędziłem chwilę z furtianką, taką milutką blondynką o długich rzęsach, z dziewiczą kosą sięgającą zgrabnej dupeczki, której nie uszczypnąć byłoby grzechem. Więc uszczypnąłem, a Ne
— Witaj, Jaskier. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Poeta wyprostował się, podciągnął spodnie.
— Byłem w Wyzimie — powiedział. - Usłyszałem o strzydze, dowiedziałem się, że zostałeś ra
— Dobrze widzisz. Ale spróbuj wytłumaczyć to Ne
Jaskier usiadł, zajrzał do księgi, leżącej na pulpicie.
— Historia? — uśmiechnął się. - Roderick de Novembre? Czytałem, czytałem. Gdy studiowałem w akademii w Oxenfurcie, historia zajmowała drugie miejsce na liście moich ulubionych przedmiotów.
— Co było na pierwszym miejscu?
— Geografia — rzekł poważnie poeta. - Atlas świata był większy i łatwiej było za nim ukryć gąsiorek wódki.
Geralt zaśmiał się sucho, wstał, wyjął z regału Arkana magii i alchemii Luniniego i Tyrssa i wyciągnął na światło dzie
— Oho — poweselał wyraźnie bard. - Mądrość i natchnienie, jak widzę, nadal kryją się w księgozbiorach. Oooch! To lubię! Na śliwkach, prawda? Tak, to jest alchemia, co się zowie. Oto kamień filozoficzny, prawdziwie wart studiów. Twoje zdrowie, bracie. Ooooch, mocna, jak zaraza!
— Co cię tu sprowadza? — Geralt przejął gąsiorek od 'poety, łyknął i rozkaszlał się, macając zabandażowaną szyję. - Dokąd zmierzasz?
— Donikąd. To znaczy, mógłbym udać się tam, dokąd ty się udajesz. Mógłbym ci potowarzyszyć. Długo myślisz tu zabawić?
— Niedługo. Lokalny diuk dał mi do zrozumienia, że nie jestem mile widziany w jego włościach.
— Hereward? — Jaskier znał wszystkich królów, książąt, władyków i seniorów od Jarugi po Góry Smocze. -Gwiżdż na niego. Nie odważy się zadrzeć z Ne
— Nie chcę kłopotów. A siedzę tu już i tak za długo. Jadę na południe, Jaskier. Daleko na południe. Tutaj nie znajdę roboty. Cywilizacja. Na cholerę tu komuś wiedź-min? Gdy pytam o jakieś zajęcie, patrzą na mnie jak na dziwoląga.
— Co też ty wygadujesz. Jaka tam cywilizacja. Przeprawiłem się przez Buinę tydzień temu, a jadąc przez kraj, nasłuchałem się przeróżnych opowieści. Podobno są tu wodniki, wijuny, przerazy, latawce, wszelkie możliwe świństwo. Powinieneś mieć roboty po uszy.
— Opowieści to i ja słyszałem. Połowa jest albo zmyślona, albo przesadzona. Nie, Jaskier^Świat się zmienia. Coś się kończy.
Poeta pociągnął z gąsiorka, zmrużył oczy, westchnął ciężko.
— Znowu zaczynasz płakać nad twym smutnym, wiedźmińskim losem? I filozofować przy tym? Dostrzegam zgubne skutki niewłaściwych lektur. Bo na to, że świat się zmienia, wpadł nawet ten stary pierdziel Roderick de Novembre. Owa zmie
Geralt, zamiast odpowiedzieć, łyknął z gąsiorka.
— Tak, tak — westchnął ponownie Jaskier. - Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. Co się jeszcze, twoim zdaniem, kończy? Wspominałeś coś o kończeniu, filozofie.
— Dam ci parę przykładów — rzekł Geralt po chwili milczenia. - Z ostatnich dwóch miesięcy spędzonych na tym brzegu Buiny. Któregoś dnia podjeżdżam, patrzę, most. Pod mostem siedzi troll, od każdego przechodzącego żąda opłaty. Tym, którzy odmawiają, przetrąca nogę, a czasem i obie. Idę więc do wójta, ile mi dacie, pytam, za tego trolla. Wójt otwiera gębę ze zdumienia. Jak to, pyta, a kto będzie most naprawiał, jak trolla nie stanie? Troll dba o most, naprawia go regularnie w pocie czoła, solidnie, jak się patrzy. Taniej wypada więc płacić mu myto. Jadę więc dalej, patrzę, widłogon. Nieduży, będzie z pięć arszynów od czubka nosa do końca ogona. Leci, niesie w szponach owcę. Jadę do wsi, ile, pytam, zapłacicie za gada. Chłopi na kolana, nie, wołają, to ulubiony smok najmłodszej córki naszego barona, jak mu łuska z grzbietu spadnie, to baron sioło spali, a nas ze skóry obedrze. Jadę dalej, a robi mi się coraz głodniej. Rozpytuję o pracę, owszem, jest, ale jaka? Temu złap rusałkę, temu nimfę, owemu dziwożonę… Pogłupieli doszczętnie, po wsiach pełno dziewek jak rzepy, a im się chce nieludek. I
— To akurat bujda — wtrącił Jaskier. - Próbowałem. Nie wzmaga nic a nic, a polewce nadaje smak wywaru z onuc. No, ale jeśli ludzie w to wierzą i są skło
— Nie będę zabijał wojsiłków. Ani i
— To będziesz chodził głodny. Chyba, że zmienisz pracę.
— Na jaką?
— Na byle jaką. Zostań kapłanem. Byłbyś niezły z twoimi skrupułami, z twoją moralnością, z twoją wiedzą o naturze ludzi i wszelkiej rzeczy. To, że nie wierzysz w żadnych bogów, problemu stanowić nie powi
— Nie użalam się. Stwierdzam fakty. Jaskier założył nogę na nogę i z zainteresowaniem przyjrzał się startej zelówce.
— Przypominasz mi, Geralt, sędziwego rybaka, który pod koniec życia odkrył, że ryby śmierdzą, a od wody ciągnie i łamie w kościach. Bądź konsekwentny. Gadanie i żale niczego nie poprawią. Ja, gdybym stwierdził, że skończył się popyt na poezję, zawiesiłbym lutnię na kołku i został ogrodnikiem. Hodowałbym róże.