Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 60 из 68

Ciri uniosła głowę, głos uwiązł jej w krtani. Ye

— Niestety — powiedziała cicho. - Niestety, masz rację, brzydulko. Gdyby umiejętność korzystania z doświadczeń i wyciągania wniosków decydowały, dawno już zapomnielibyśmy, czym jest wojna. Ale tych, którzy do wojny dążą, nigdy nie powstrzymywały i nie powstrzymają doświadczenia ani analogie.

— A więc jednak… Jednak to prawda. Będzie wojna. Czy to dlatego musimy wyjechać?

— Nie mówmy o tym. Nie martwmy się na zapas.

Ciri pociągnęła nosem.

— Ja już widziałam wojnę — szepnęła. - Nie chcę jej już oglądać. Nigdy. Nie chcę znowu być sama. Nie chcę się bać. Nie chcę znowu stracić wszystkiego, jak wtedy. Nie chcę stracić Geralta… i ciebie, pani Ye

— Będziesz — głos czarodziejki drgnął lekko. - I ja będę z tobą, Ciri. Zawsze. Obiecuję ci.

Ciri znowu pociągnęła nosem. Ye

— Gdy tu przyjechałam — odezwała się nagle czarodziejka swym zwykłym dźwięcznym, lekko drwiącym głosem. - Gdy spotkałyśmy się po raz pierwszy… Nie lubiłaś mnie.

Ciri milczała. Nasze pierwsze spotkanie, pomyślała. Pamiętam. Byłam z i

Dziwne, znaczące spojrzenia, podniecenie w oczach. I szept. Ye

Od razu wiedziałam wtedy, pomyślała Ciri, że to ona. Bo widziałam ją. Widziałam ją poprzedniej nocy. W moim śnie.

Ona.

Nie znałam wtedy jej imienia. W moim śnie milczała. Patrzyła na mnie tylko, a za nią w ciemności widziałam zamknięte drzwi…

Ciri westchnęła. Ye

— Masz rację — przyznała poważnie dziewczynka, patrząc wprost we fiołkowe oczy czarodziejki. - Nie lubiłam Cię.

— Ciri — powiedziała Ne

Dziewczynka ukłoniła się, składając dłonie w pełen szacunku gest. Czarodziejka, szeleszcząc długą czarną suknią, zbliżyła się, ujęta ją pod brodę, dość bezceremonialnie uniosła jej głowę, obróciła w lewo, w prawo. Ciri poczuła złość i rodzący się bunt — nie przywykła, by ktoś traktował ją w taki sposób. A jednocześnie doznała ukłucia palącej zazdrości. Ye

— A więc to jest sły

Ciri drgnęła i wtuliła głowę w ramiona. Nie, tego jednego nie zazdrościła Ye

Czarodziejka odwróciła się w stronę tęgiej arcykapłanki. Gwiazda na jej szyi zapłonęła refleksem słońca wpadającego przez okna refektarza.

— Tak, Ne

— Nie znam jej rodowodu — odrzekła spokojnie arcykapłanka. - Nie interesowało mnie to.

— Wysoka, jak na jej wiek — kontynuowała czarodziejka, wciąż taksując Ciri wzrokiem. Dziewczynka gotowała się ze złości i zdenerwowania, walczyła z przemożnym pragnieniem, by wrzasnąć wyzywająco, wrzasnąć, ile mocy w płucach, zatupać nogami i uciec do parku, po drodze zwalając wazon ze stołu i trzaskając drzwiami tak, by tynk posypał się z powały.

— Nieźle rozwinięta — Ye

— Nie.

— Migreny? Omdlenia? Skło

— Nie. Tylko te sny.

— Wiem — Ye

— To prawda. Dawali jej wyłącznie naturalne stymulanty.

— Stymulanty nigdy nie są naturalne! — podniosła głos czarodziejka. - Nigdy! To właśnie stymulanty mogły nasilić u niej objawy… Cholera, nie posądzałam go o aż taki brak odpowiedzialności!

— Uspokój się — Ne

— Jak chcesz — Ye

Ciri z trudem opanowała drżenie rąk, przełknęła ślinę, spojrzała pytająco na Ne

— Pójdziesz teraz z panią Ye

Ciri opuściła głowę, zacisnęła zęby.

— Z pewnością zdziwiona jesteś — ciągnęła Ne

— Pani Ye

— Idź — kiwnęła głową Ne

Ucieknę dziś w nocy, postanowiła Ciri. Z powrotem do Kaer Morhen. Ukradnę konia ze stajni i tyle mnie będą widzieli. Ucieknę!

— Akurat — powiedziała półgłosem czarodziejka.

— Słucham? — kapłanka podniosła głowę. - Co mówiłaś?

— Nic, nic — uśmiechnęła się Ye

— Więcej wyrozumiałości — rysy arcykapłanki stwardniały wyraźnie. - Proszę, okaż jej serce i wyrozumiałość. Ona naprawdę nie jest tą, za kogo ją uważasz.