Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 59 из 68

Urwała, przypomniawszy sobie, że Geralt zabronił jej opowiadać o wydarzeniach w Kaedwen. Jarre patrzył na nią podejrzliwie.

— Doprawdy? A skąd ty możesz o tym wszystkim wiedzieć?

— Czytałam o tym w księdze napisanej przez marszałka Pelikana — parsknęła. - I w i

— Tu. Dol Angra to szeroka dolina, droga wiodąca z południa do królestw Lyrii i Rivii, do Aedirn, a dalej do Dol Blatha

— I co tam się stało?

— Doszło do walk. Podobno. Niewiele na ten temat wiem. Ale tak mówiono na zamku.

— Jeśli doszło do walk — zmarszczyła się Ciri — to już jest wojna! Co ty mi więc tu opowiadasz?

— Nie po raz pierwszy doszło do walk — wyjaśnił Jarre, ale dziewczynka widziała, że był coraz mniej pewny siebie. - Na granicy bardzo często dochodzi do incydentów. Ale one nie mają znaczenia.

— Niby dlaczego nie mają?

— Jest równowaga sił. Ani my, ani Nilfgaardczycy nie możemy niczego uczynić. I żadna ze stron nie może dać przeciwnikowi casus belli…

— Dać czego?

— Powodu do wojny. Rozumiesz? Dlatego incydenty zbrojne w Dol Angra to z pewnością sprawy przypadkowe, najpewniej napady rozbójnicze czy potyczki z przemytnikami… Pod żadnym pozorem nie mogą to być akcje regularnych wojsk, ani naszych, ani nilfgaardzkich… Bo to byłby właśnie casus belli…

— Aha. Słuchaj, Jarre, a powiedz mi… Urwała. Uniosła nagle głowę, szybko dotknęła palcami skroni, zmarszczyła się.

— Muszę iść — powiedziała. - Pani Ye

— Możesz ją słyszeć? - zaciekawił się chłopiec. - Na odległość? W jaki sposób…

— Muszę iść — powtórzyła, wstając i otrzepując kolana z kurzu. - Posłuchaj, Jarre. Wyjeżdżam z panią Ye

Jarre również wstał. Poprawił odzież, ala nadal nie wiedział, co zrobić z rękoma. Wzrok rozmaślił mu się w obrzydliwy sposób.

— Ciri…

— Co?

— Ja… ja…

— Nie wiem, o co ci chodzi — rzekła niecierpliwie, wytrzeszczając na niego swe wielkie szmaragdowe oczy. - Ty najwyraźniej też tego nie wiesz. Idę. Bywaj, Jarre.

— Do widzenia… Ciri. Szczęśliwej drogi. Będę… Będę o tobie myślał…

Ciri westchnęła.

— Jestem, pani Ye

Wpadła do komnaty jak pocisk z katapulty, uderzone drzwi, otwierając się, huknęły o ścianę. Stojący na drodze zydel groził połamaniem nóg, ale Ciri przeskoczyła go zwi

— Jestem! — powtórzyła.

— Nareszcie. Rozbieraj się i do balii. Prędziutko. Czarodziejka nie obejrzała się, nie odwróciła od stołu, spoglądała na Ciri odbiciem w zwierciadle. Wolnymi ruchami czesała swe wilgotne czarne loki, rozprostowujące się pod naciskiem grzebienia, po to tylko, by za chwilę znowu skręcić się w lśniące fale.

Dziewczynka błyskawicznie rozpięła klamerki butów, zrzuciła je, wyswobodziła się z odzieży i z pluskiem wylądowała w balii. Chwyciwszy mydło, zaczęła energicznie szorować przedramiona.

Ye

Czarodziejka odłożyła grzebień, ale nadal w zamyśleniu patrzyła w okno, na chmary kruków i wron lecące na wschód wśród przeraźliwego krakania. Na stole, obok zwierciadła i imponującej baterii flakonów z kosmetykami, leżało kilka listów. Ciri wiedziała, że Ye

Chlupocąc dla niepoznaki lewą ręką, złożyła palce prawej w gest, skoncentrowała się na formule, utkwiła wzrok w listach i wysłała impuls.

— Ani mi się waż — powiedziała Ye

— Myślałam… — chrząknęła. - Myślałam, że któryś jest od Geralta…

— Gdyby tak było, dałabym ci go — czarodziejka obróciła się na krześle, usiadła przodem do niej. - Długo jeszcze tego mycia?

— Skończyłam.

— Wstań, proszę.

Ciri usłuchała. Ye

— Tak — powiedziała. - Dzieciństwo to ty już masz za sobą. Zaokrągliłaś się tam, gdzie należało. Opuść ręce. Twoje łokcie mnie nie interesują. No, no, bez pąsów, bez fałszywego wstydu. To twoje ciało, najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. To, że dojrzewasz, jest równie naturalne. Gdyby twoje losy potoczyły się inaczej… Gdyby nie wojna, byłabyś już od dawna żoną jakiegoś księcia lub królewicza. Zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? Rozmawiałyśmy o sprawach dotyczących płci dostatecznie często i na tyle precyzyjnie, byś wiedziała, że jesteś już kobietą. Fizjologicznie, ma się rozumieć. Chyba nie zapomniałaś, o czym rozmawiałyśmy?

— Nie. Nie zapomniałam.

— W czasie wizyt u Jarre, mam nadzieję, też nie masz kłopotów z pamięcią?

Ciri spuściła oczy, ale tylko na chwilę. Ye

— Wytrzyj się i chodź tu do mnie — powiedziała chłodno. - Nie chlap, proszę.

Okręcona ręcznikiem Ciri przysiadła na zydelku przy kolanach czarodziejki. Ye

— Zła jesteś na mnie? — spytała dziewczynka z ociąganiem. - Za to, że… byłam w wieży?

— Nie. Ale Ne

— Ale ja nic… Ten Jarre w ogóle mnie nie obchodzi — Ciri zarumieniła się lekko. - Ja tylko…

— Właśnie — mruknęła czarodziejka. - Ty tylko. Nie rób z siebie dziecka, bo już nim nie jesteś, przypominam. Ten chłopiec na twój widok ślini się i zaczyna jąkać. Nie widzisz tego?

— To nie moja wina! Co mam zrobić?

Ye

— Nie baw się nim. Bo to podłe.

— Wcale się nim nie bawię! Tylko z nim rozmawiam!

— Chciałabym wierzyć — czarodziejka szczęknęła nożycami, obcinając kolejny kosmyk, za nic w świecie nie dający się ułożyć — że podczas tych rozmów pamiętasz, o co cię prosiłam.

— Pamiętam, pamiętam!

— Ta inteligentny i bystry chłopak. Jedno, drugie nieopatrzne słowo może go naprowadzić na właściwy trop, na sprawy, o których wiedzieć nie powinien. O których nikt nie powinien wiedzieć. Nikt, absolutnie nikt nie może się dowiedzieć, kim jesteś.

— Pamiętam — powtórzyła Ciri. - Nikomu nie pisnęłam słówka, możesz być pewna. Powiedz mi, czy to dlatego musimy tak nagle wyjechać? Boisz się, że ktoś mógł się dowiedzieć, że tu jestem? Dlatego?

— Nie. Z i

— Czy dlatego… że może być wojna? Wszyscy mówią o nowej wojnie! Wszyscy o tym mówią, pani Ye

— Owszem — potwierdziła chłodno czarodziejka, szczękając nożycami nad uchem Ciri. - To temat z grupy tak zwanych nieustających. Mówiło się o wojnach, mówi o nich i będzie się mówić. I nie bez kozery — wojny były i będą. Pochyl głowę.

— Jarre mówił… że wojny z Nilfgaardem nie będzie. Opowiadał o jakichś analogiach… Pokazywał mi mapę. Sama już nie wiem, co o tym sądzić. Nie wiem, co to są te analogie, to pewnie coś strasznie mądrego… Jarre czyta różne uczone księgi i wymądrza się, ale ja myślę…

— Ciekawi mnie, co myślisz, Ciri.

— W Cintrze… Wtedy… Pani Ye