Страница 24 из 114
W Limoux, nieco większym mieście, pociąg miał piętnastominutowy postój. A potem wjechali w zupełnie i
Leonie wstrzymała oddech. Góry zdawały się potężnym murem, łączącym ziemię z niebem. Wspaniałe, dumne, niepokonane. W obliczu takiego splendoru niczym były wszelkie konstrukcje, stworzone przez człowieka: metalowa wieża Eiffla, wielkie bulwary barona Haussma
Pociąg sapał i gwizdał, wyraźnie zwolnił, z wysiłkiem szarpał wagony. Leonie opuściła okno. Ciepłe powietrze gładziło ją po twarzy. W cieniu jednego z szarych klifów wykwit! raptem las, połyskliwy zielenią, upstrzony czerwienią i złotem. Dziewczyna zauroczona ślizgała się wzrokiem po cudnych widokach, aż jednostajny ruch pociągu i monoto
Zbudził ją pisk hamulców.
Zamrugała, otworzyła oczy i przez chwilę nie mogła sobie uprzytomnić, gdzie się znajduje ani co się z nią dzieje. Opuściła wzrok i wtedy dostrzegła na kolanach przewodnik, a naprzeciwko zobaczyła brata. Wszystko jej się przypomniało w jednej chwili. Już nie Paryż. Już trzeci dzień podróży na południe.
Pociąg zwalniał. Wreszcie stanął na stacji.
Dziewczyna se
– Couiza-Montazels. Dix minut es darret.
Dziesięć minut!
Wyprostowała się jak struna, stuknęła brata w kolano.
– Anatol, nous sommes la. Leve-toi.
Niechże on się obudzi, jesteśmy na miejscu.
Już słyszała otwierane drzwi, walące ciężko w malowany na zielono bok wagonu. Jak chaotyczny aplauz na Concerts Lamoureux.
– Anatol! – powtórzyła, tym razem przekonana, że brat udaje. – Cest l'heure. Już czas. Jesteśmy w Couizie.
Wychyliła się przez okno.
Chociaż było po sezonie, a w dodatku mieli akurat niedzielę, na podróżnych czekał rząd tragarzy wspartych o drewniane wózki z wysokimi plecami. Większość mężczyzn miała czapki zsunięte z czoła, rozpięte kamizelki, a rękawy podwinięte do łokci.
Dziewczyna podniosła rękę.
– Tortem, s'il vous plait! – zawołała. Niech już oni wybiorą, który podjedzie.
I rzeczywiście, jeden ruszył w stronę pociągu, na pewno skuszony perspektywą zarobienia kilku sous. Leonie cofnęła się od okna, by zebrać bagaże.
Raptem drzwi stanęły otworem.
– Panienka pozwoli.
Na podeście stał jakiś mężczyzna. Zaglądał do przedziału.
– Nie ma potrzeby, damy sobie radę…
Nieznajomy omiótł wzrokiem śpiącego Anatola oraz bagaż, ciągle jeszcze leżący na półkach, i bez zaproszenia wszedł do przedziału.
– Nalegam.
Leonie od razu poczuła do niego antypatię. Nakrochmalony kołnierzyk, dwurzędowa marynarka i cylinder zdradzały dżentelmena, lecz jednak było w nim coś niezupełnie comme il faut. Impertynenckie spojrzenie.
– Bardzo dziękuję, ale nie ma potrzeby – odmówiła stanowczo. – Wyczuła w jego oddechu śliwkową brandy. – Jestem ogromnie wdzięczna…
On jednak, nie czekając na pozwolenie, już zdejmował walizy i kufry z drewnianych półek. Leonie zauważyła, że przyglądał się oznaczeniom na rzeczach Anatola. Odstawił na brudną podłogę kolejną walizkę.
Dziewczyna pociągnęła brata za ramię.
– Anatolu, voila Couiza. Obudź się!
Wreszcie zaczął przejawiać jakieś oznaki życia. Powieki mu drgnęły, otworzył oczy, rozejrzał się leniwie dookoła, jakby zdziwiony, że znajduje się w przedziale kolejowym. Potem dojrzał siostrę i na jego usta wypłynął uśmiech.
– Chyba się zdrzemnąłem. – Przeciągnął palcami po włosach. – Desole.
– Nie masz za co przepraszać.
Kuferek z osobistymi drobiazgami Anatola huknął o podłogę. Nieznajomy sięgnął po lakierowane pudło z robótkami.
– Ostrożnie! – ostrzegła go dziewczyna. – Jest bardzo ce
Mężczyzna podniósł na nią wzrok, po czym opuścił spojrzenie na pudło i widniejące na nim złote inicjały: L.V.
– Oczywiście. Proszę się nie martwić.
Anatol wstał i w tej samej chwili przedział się skurczył. Vernier przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze, poprawił kołnierzyk, kamizelkę, strzepnął mankiety. Następnie schylił się i jednym pły
– Idziemy? – Podał siostrze rękę.
Dopiero wtedy zauważył, że bagaże zostały wyniesione z pociągu. Spojrzał na obcego.
– Bardzo panu dziękuję. Jesteśmy wdzięczni…
– Nie ma za co, doprawdy. Cała przyjemność po mojej stronie, panie…
– Vernier. Anatol Vernier. A to moja siostra, Leonie.
– Raymond Denarnaud, do usług. – Uchylił kapelusza. – Państwo zostają w mieście? Chętnie pomogę…
Gwizd pociągu zagłuszył jego słowa.
En voiture! Podróżni udający się do Quillan i Esperazy, proszę wsiadać!
– Musimy się odsunąć – powiedziała Leonie.
– Będziemy blisko, ale nie w mieście! – Anatol przekrzykiwał syczenie kotła parowego. – Pod Re
Denarnaud się rozpromienił.
– Moje rodzi
– Zatrzymamy się w Domaine de la Cade. Pan zna ten majątek?
Leonie patrzyła na brata w osłupieniu. Najpierw naciskał na zachowanie dyskrecji, uciekali z Paryża jak przestępcy, a tutaj, zaledwie trzy dni drogi od domu, bez zastanowienia zdradzał wszystkie sekrety kompletnie obcemu człowiekowi.
– Domaine de la Cade – powtórzył Denarnaud. – A tak, znam tę posiadłość.
Z komina buchnął dym, pociąg drgnął. Leonie nerwowo odstąpiła w tył, Denarnaud wskoczył na schodek.
Raz jeszcze dziękuję za pomoc – rzekł Anatol. Wymienili się wizytówkami i w obłoku pary podali sobie ręce. Gdy pociąg odjechał, na peronie zapadła względna cisza.
– Miły człowiek – rzekł Anatol.
W oczach dziewczyny zapalił się gniew.
– Kazałeś mi zachować tajemnicę, a teraz sam,…
– Byłem zwyczajnie uprzejmy – uciął Anatol. Dworcowy zegar wybił godzinę.
– Najwyraźniej w dalszym ciągu jesteśmy we Francji – rzekł Anatol.
Przyjrzał się siostrze uważniej. – O co chodzi? Coś zrobiłem źle? Czegoś
nie zrobiłem?
Dziewczyna westchnęła rozbrojona.
– Gorąco mi i jestem zirytowana. Nudziłam się, nie miałam z kim porozmawiać. A ty zostawiłeś mnie na łasce tego nieprzyjemnego człowieka.
– O, nie przesadzajmy, Denarnaud nie jest taki znowu ostatni – sprzeciwił się Anatol, ściskając jej dłoń. – Niemniej jednak błagam cię o wybaczenie straszliwej zbrodni, niech mi zostanie zapomniane, że zasnąłem.
Leonie wzniosła oczy do nieba.
– Chodź, petite. Jak coś zjemy i wypijemy, od razu poczujesz się lepiej.
ROZDZIAŁ 20
W chwili gdy wyszli z cienia budynku stacji, słońce zaatakowało pełną mocą. Z ziemi podniosły się brązowe chmury kurzu, poruszone wiatrem, który zdawał się wiać ze wszystkich stron jednocześnie. Leonie nie bez trudu otworzyła parasolkę.
Załatwiając sprawy z bagażowym, rozglądała się po okolicy. Nigdy wcześniej nie zawędrowała aż tak daleko na południe. Ściśle rzecz biorąc, poza wycieczkami na obrzeża Paryża bywała w Chartres i na piknikach nad brzegiem Marny. Nigdzie indziej. Tutaj Francja była całkiem odmie
Ze stacji wychodziło się bezpośrednio na ulicę obrzeżoną drzewkami cytrynowymi, na której panował ożywiony ruch. Widziała kobiety o twarzach pociemniałych od wiatru i słońca, woźniców i kolejarzy, bose dzieci przez nikogo niepilnowane, jakiegoś mężczyznę ubranego w kurtę robotnika, bez kamizelki, niosącego bochen chleba pod pachą, oraz i
– Wygląda na to, że jest przyzwoita restauracja na Avenue de Limoux – poinformował Anatol, zjawiając się u jej boku z egzemplarzem „ La De-peche de Toulouse" zatkniętym pod pachę. – W razie potrzeby znajdziemy też telegraf, telefon i poste restante. W Re
Grand Cafe Guilhem znajdowała się po drugiej stronie mostu. Kilka marmurowych stolików na nogach z kutego żelaza oraz. drewniane krzesła o prostych oparciach i wiklinowych siedzeniach ustawiono w cieniu dużej markizy, biegnącej przez całą długość restauracji. W podłużnych terakotowych doniczkach kwitły pelargonie, a w okrągłych drewnianych, z metalowymi obręczami, przypominających beczki od piwa, posadzono drzewka ozdobne. Rośliny zapewniały jedzącym nieco intymności.
– Daleko jej do Cafe Paillard – oceniła Leonie – ale jak się nie ma co się lubi…
Anatol uśmiechnął się lekko.
– Nie sądzę, żeby tu mieli prywatne salki, ale na tarasie też da się wy
trzymać, jak uważasz?
Gdy zostali poprowadzeni do stolika, Anatol zamówił posiłek dla nich obojga i pogrążył się w niezobowiązującej rozmowie z właścicielem. Leonie, nieciekawa, co patron ma do powiedzenia, leniwie obserwowała najbliższą okolicę. Tę ulicę ocieniały rzędy platanów o plamistej korze, maszerujących drzew Napoleona. Co interesujące, nie tylko sama Avenue de Limoux, ale także odchodzące od niej przecznice miały utwardzoną nawierzchnię. Może dlatego, że z powodu bliskiego sąsiedztwa term w sezonie z pewnością panował tu duży ruch wszelkich pojazdów prywatnych i publicznych.