Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 66

Światło w tunelu się powiększyło.

– Dlatego spytaliście go o to? O źródła?

– Tak.

– Odmówił ich ujawnienia.

– Właśnie.

– Dlatego go zniszczyliście.

– Nie.

– Jednego nie rozumiem w tej historii z plagiatem. Czy to wy wrobiliście Gibbsa? Tylko jak? Chyba że wymyśliliście tę intrygę z książką… nie, to zbyt naciągany domysł. Więc co tu jest grane?

– Niech pan powie – Kimberly Green pochyliła się w fotelu – po co pan go odwiedził.

– Powiem, ale najpierw…

– Stana Gibbsa szukaliśmy od miesięcy – przerwała mu. – Być może wyjechał z kraju. W domu, do którego teraz się wprowadził, mieszka sam. Jak wspomniałam, czasem go gubimy. Nie przyjmuje żadnych gości. Kilka osób wpadło na jego trop. W tym starzy znajomi. Przyjeżdżają tam albo dzwonią. I wie pan, co się dzieje?

Myronowi nie spodobał się ton jej głosu.

– Odprawia ich. To reguła. Stan Gibbs nie spotyka się z nikim. Pan jest wyjątkiem.

Myron spojrzał na Wina. Win bardzo wolno skinął głową. Myron przyjrzał się Ericowi Fordowi.

– Myślicie, że to ja jestem porywaczem? – spytał, przenosząc wzrok na Kimberly Green.

Agentka lekko wzruszyła ramionami i z wyraźną satysfakcją rozsiadła się w fotelu. Sytuacja się odwróciła.

– Niech pan sam nam powie – odparła.

Win skierował się do drzwi. Myron wstał i ruszył za nim.

– A wy dokąd? – spytała Green.

Win chwycił klamkę.

– Jestem podejrzanym – odparł Myron, wychodząc zza biurka. – Będę mówił, ale w obecności adwokata. Państwo wybaczą.

– Ej, tylko rozmawiamy – zaprotestowała Kimberly Green. – Nie powiedziałam, że pan jest porywaczem.

– Tak to zabrzmiało. Win?

– On kradnie serca, a nie ludzi – rzekł Win.

– Ma pan coś do ukrycia? – spytała.

– Tylko jego upodobanie do pornografii komputerowej. Ojej! Wygadałem się.

Kimberly Green wstała i zastąpiła Myronowi drogę.

– Jesteśmy niemal pewni, że tę studentkę porwano – powiedziała, patrząc mu twardo w oczy. – Wie pan, jak to odkryliśmy?

Myron nie odpowiedział.

– Za sprawą jej ojca. Porywacz zadzwonił do niego. Nie wiem, co mu powiedział. W każdym razie gość zaniemówił. Przestał kontaktować. Usłyszał od tego pomyleńca coś takiego, że trafił do wariatkowa.

Myron poczuł, że pokój się kurczy, ściany zbliżają się do siebie.

– Wprawdzie nie znaleźliśmy zwłok żadnej z ofiar, ale jesteśmy przekonani, że ten drań je zabija. Porywa je, diabli wiedzą jak, znęca się bez końca nad ich rodzinami i na pewno na tym nie poprzestanie.

– Jak mam to rozumieć? – spytał, cały czas patrząc jej w oczy.

– To nie jest śmieszne.

– Pewnie, że nie. Więc dosyć tych głupich wykrętów.

Nie odpowiedziała.

– Chcę usłyszeć to z pani ust. Sądzi pani, że jestem w to zamieszany? Tak czy nie?

– Nie – odparł za nią Eric Ford.

Kimberly Green opadła na fotel, nie spuszczając oczu z Myrona.

– Usiądźcie, panowie.

Ford szerokim gestem wskazał fotele.

Myron i Win wrócili na poprzednie miejsca.

– Ta powieść istnieje. Tak jak i fragmenty, które splagiatował Stan Gibbs. Przysłano ją anonimowo do naszego biura, a konkretnie, do agentki specjalnej Green. Przyznaję, z początku byliśmy zdezorientowani. No, bo z jednej strony Gibbs wiedział o porwaniach. Z drugiej jednak strony nie wiedział wszystkiego i posłużył się fragmentami przepisanymi ze starej powieści kryminalnej, której nakład został wyczerpany.

– Jest i

– Braliśmy pod uwagę taką możliwość, ale w nią nie wierzymy – odparł Eric Ford.

– Dlaczego?

– To skomplikowane.

– Ma związek z trygonometrią?

– Panu ciągle w głowie żarty?

– A wam wykręty?

Wicedyrektor FBI zamknął oczy. Green siedziała jak podminowana. Peck wciąż coś notował.

– Naszym zdaniem – rzekł Ford, otwierając oczy – Stan Gibbs nie wymyślił tych zbrodni. On je popełnił.

Na Myrona spadło to jak cios. Spojrzał na Wina. Żadnej reakcji.

– Studiował pan psychologię przestępców, prawda? – zagadnął Ford.

Myron leciutko skinął głową.

– Mamy tu do czynienia z nowym wariantem starego schematu. Podpalacze uwielbiają patrzeć na strażaków gaszących ogień. Bywa, że sami zawiadamiają straż o pożarze. Odgrywają rolę dobrego samarytanina. Mordercy uwielbiają chodzić na pogrzeby swoich ofiar. Nagrywamy pogrzeby na wideo. Z pewnością pan o tym wie.

Myron znowu skinął głową.

– Czasem zabójcy stają się uczestnikami akcji – ciągnął rozgestykulowany Eric Ford, unosząc i opuszczając gruzłowate dłonie jak na konferencji prasowej w za dużej sali. – Twierdzą, że byli świadkami przestępstwa. Wchodzą w rolę niewi

– Tak.

– Jaka może być większa pokusa dla dzie

– Błyskotliwa hipoteza – pochwalił Myron, który słuchał go z zapartym tchem.

– Chce pan usłyszeć więcej?

– Tak.

– Dlaczego Gibbs nie odpowiedział na żadne z naszych pytań?

– Sam pan powiedział. Z uwagi na Pierwszą Poprawkę.

– Nie jest prawnikiem ani psychiatrą.

– Ale jest dzie

– Jakim potworem trzeba być, żeby strzec źródeł informacji w takiej sprawie?

– Znam takich wielu.

– Rozmawialiśmy z bliskimi ofiar. Przysięgli, że nie rozmawiali z Gibbsem.

– A jeżeli kłamią, bo tak kazał im porywacz?

– To dlaczego w takim razie Gibbs nie bronił się przed zarzutami o plagiat? Mógł im się przeciwstawić. Mógł nawet dostarczyć jakieś dowody na to, że mówi prawdę. Zamiast tego wybrał milczenie. Dlaczego?

– Dlatego, że sam jest porywaczem? Sądzi pan, że ćma podfrunęła za blisko płomienia i teraz w ciemnościach liże się z ran?

– A ma pan lepsze wyjaśnienie?

Myron nie odpowiedział.

– Do tego dochodzi śmierć jego kochanki, Meliny Garston.

– Tak?

– Proszę się zastanowić. Docisnęliśmy go. Spodziewał się tego lub nie. W każdym razie sąd nie we wszystkim dał mu wiarę. Nie wie pan, co wyszło na rozprawie?

– Nie bardzo.

– To dlatego, że odbyła się przy drzwiach zamkniętych. Sędzia zażądał od Gibbsa dowodu, że kontaktował się z mordercą. I w końcu wydobył z niego, że potwierdzi to Melina Garston.

– I potwierdziła.

– Tak. Oświadczyła, że poznała bohatera artykułu.

– Mimo to nie rozumiem. Skoro potwierdziła zeznanie Gibbsa, po co miałby ją zabijać?

– Na dzień przed śmiercią Melina Garston zadzwoniła do ojca i przyznała mu się, że skłamała.

Myron usiadł prosto, próbując ogarnąć to, co usłyszał.

– Stan Gibbs wrócił, Myron – dodał Eric Ford. – Znów wypłynął na powierzchnię. Kiedy przepadł, przepadł również porywacz Siej Ziarno. Ale taki psychopata nigdy nie przestanie działać sam z siebie. Wkrótce znowu zaatakuje. Dlatego lepiej, żeby pan z nami porozmawiał, zanim to zrobi. Dlaczego go pan odwiedził?

– Szukałem kogoś – odparł Myron po krótkim namyśle.

– Kogo?

– Dawcy szpiku kostnego, który zniknął. Może uratować życie dziecku.

Ford wpatrzył się w niego.

– Domyślam się, że chodzi o Jeremy’ego Downinga – rzekł.

Myrona to nie zaskoczyło. Niepotrzebnie unikał odpowiedzi. Pewnie nagrali jego rozmowy przez telefon. Albo pojechali za nim do domu Emily.

– Tak – potwierdził. – Ale zanim powiem więcej, obiecajcie, że będziecie informować mnie na bieżąco, co się dzieje.

– Pan nie bierze udziału w śledztwie – oznajmiła Kimberly Green.

– Wasz porywacz mnie nie obchodzi. Interesuje mnie dawca szpiku. Pomożecie mi go odnaleźć, to powiem wam, co wiem.

– Zgoda. – Ford uciszył Kimberly Green gestem. – Co wspólnego z tym dawcą ma Stan Gibbs?

Myron przedstawił im sytuację. Zaczął od Davisa Taylora, przeszedł do De

Zadali mu kilka pytań, w rodzaju, dlaczego zaangażował się w sprawę. Wyjaśnił, że Emily jest jego starą znajomą. Nie miał zamiaru wdawać się w kwestię swojego ojcostwa. Spostrzegł, że agentkę Green ponosi. Dopiął swego. Chciała jak najszybciej stąd wyjść i podjąć nowe tropy.

Kilka minut później agenci FBI zatrzasnęli notesy i wstali.

– Zajmiemy się tym – przyrzekł Ford, patrząc Myronowi w oczy. – Znajdziemy pańskiego dawcę. A pan niech nie wchodzi nam w drogę.

Myron skinął głową, zastanawiając się, czy to możliwe. Po wyjściu agentów Win usiadł w fotelu przed jego biurkiem.

– Dlaczego czuję się tak, jakby poderwano mnie w barze, jest następny ranek, a facet spławia mnie krótkim: „Zadzwonię”? – spytał Myron.

– Bo jesteś puszczalski.

– Myślisz, że coś ukrywają?

– Bez dwóch zdań.

– Coś dużego?

– Olbrzymiego.

– W tej chwili nic na to nie poradzimy.

– Tak jest. Nic a nic.