Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 9 из 90

No więc, co by zrobiła, gdyby przyjęła propozycję i naprawdę wygrała? Taką wolność łatwo sobie wyobrażać, smakować, słyszeć, czuć. Co i

W tym rzecz – pomyślała. Odgarnęła włosy z twarzy, pochyliła się nad Lisa i przesunęła palcami po czole córeczki. Odetchnęła głęboko, wciągając w płuca słodkie wiose

Teraz wszystko raptownie się zmieniło. Autobus podskakiwał na wyboistej szosie, a ona wpatrywała się w numer telefonu. Wkrótce wysiądzie z Lisa u wylotu gruntowej drogi, która zaprowadzi je do obskurnej przyczepy kempingowej, gdzie na ich powrót w niewątpliwie podłym nastroju czeka zapyziały Duane Harvey. Zażąda pieniędzy na piwo. Humor jej się poprawił, kiedy przypomniała sobie o czterech dodatkowych dolarach, które wiozła w kieszeni. Znajomość z panem Jacksonem przyniosła już pierwszą korzyść. Na początek pozbędzie się z domu Duane’a, żeby w spokoju przemyśleć sprawę. Dzisiaj w Squat and Gobble, jego ulubionej knajpie, jest wieczór promocji piwa. Jeśli da mu dwa dolary, Duane uchla się do nieprzytomności. Spojrzała przez okno na świat budzący się po zimie do życia. Wiosna. Nowy początek. Może i dla niej? Początek, który nastąpi za dwa dni o dziesiątej rano. Przez długą chwilę patrzyły sobie z Lisa w oczy, a potem wymieniły czułe uśmiechy. LuA

ROZDZIAŁ PIĄTY

Skrzypnęły spaczone drzwi siatkowe i LuA

Usłyszawszy pochrapywania dolatujące z maleńkiej sypialni, zatrzymała się i wsunęła tam głowę. Zaparło jej dech w piersiach, kiedy rozróżniła na łóżku zarysy dwóch ciał. Z prawej strony leżał Duane, spod koca wystawała mu tylko głowa. Druga osoba przykryta była z głową, jednak dwa wybrzuszenia koca na wysokości klatki piersiowej sugerowały, że nie jest to żaden z kumpli od butelki Duane’a, odsypiający tu popijawę.

Lu A

– O, cholera! – wrzasnęła kobieta, szorując nagimi pośladkami po szorstkiej, wytartej wykładzinie, po której ciągnęła ją za włosy wściekła LuA

– Shirley, ty zdziro – wysapała LuA

– Duane! Weź jej coś powiedz! Zwariowała! – zawyła Shirley, próbując rozpaczliwie wyszarpnąć swoje włosy z dłoni LuA

Shirley była niska i miała ze dwadzieścia funtów nadwagi. Jej tłuste uda i duże obwisłe piersi przelewały się podczas tej szamotaniny w tę i we w tę, plaskając o siebie rytmicznie.

Kiedy kobiety, w drodze do drzwi sypialni, przesuwały się obok Duane’a, ten się ocknął.

– Co tu się wyprawia? – wymamrotał zaspanym głosem.

– Cicho siedź! – warknęła LuA

Duane, ogarnąwszy przytomniejącym wzrokiem sytuację, sięgnął do nocnej szafki po paczkę marlboro. Przypalając sobie papierosa, uśmiechnął się do Shirley.

– Już wychodzisz, Shirley? – Odgarnął z czoła opadające strąkami włosy i zaciągnął się z lubością dymem.

Wywlekana z sypialni Shirley wybałuszyła na niego oczy. Na jej pucołowate policzki wystąpił burgundowy rumieniec.

– Ty gnoju!

Duane posłał jej ręką pożegnalnego całusa.

– Ja też cię kocham, Shirl. Dzięki, że wpadłaś. Fajnie było. – Zarechotał i podciągnąwszy się na łóżku do pozycji siedzącej, klepnął się po udzie. W chwilę potem LuA

Porzuciwszy Shirley na podwórku pod przerdzewiałym fordowskim silnikiem, LuA

– Połowę włosów mi wyrwałaś, suko! – wrzasnęła za nią Shirley, zbierając się z ziemi. LuA

LuA

– Nie było ci potrzebne przed chwilą, nie widzę więc powodu, dla którego miałabyś go potrzebować teraz.

– Nie mogę tak wrócić do domu.

– To nie wracaj do domu. – LuA

W korytarzyku czekał na nią Duane. Był w bokserkach, z kącika ust zwisało mu wygasłe marlboro.

– Mężczyzna wie, że żyje, jak potłuką się o niego dwie dupeńki. Podrajcowało mnie. Może byśmy tak wykręcili numerek? No, malutka, daj buźki. – Uśmiechnął się lubieżnie i chciał otoczyć ramieniem jej długą szyję. Nie zdążył. Pięść LuA

– Wytnij mi jeszcze jeden taki numer, Duane – ostrzegła LuA

– Durna baba – na wpół wykrztusił, na wpół wyskamlał Duane, trzymając się kurczowo za krocze. Krew ciekła mu po brodzie.

LuA

– Nie, to ty jesteś dureń, jeśli myślisz, że będę przymykała oczy na ten burdel.

– Nie jesteśmy małżeństwem.

– Owszem, ale żyjemy ze sobą. Mamy dziecko. I ta przyczepa jest tak samo moja jak twoja.

– Shirl nic dla mnie nie znaczy. Co się tak pieklisz? – Trzymając się wciąż za przyrodzenie, podniósł na nią zbolały wzrok. W kącikach oczu zaczynały mu się zbierać łzy.

– Bo ta mała, tłusta klucha potruchta zaraz z ozorem do sklepu, do salonu piękności, do tej twojej przeklętej Squat and Gobble i wypaple wszystko każdemu, kto będzie chciał słuchać, a ja wyjdę na ostatnią kretynkę.

– Trzeba mnie było nie zostawiać rano samego. – Podźwignął się z trudem z podłogi. – To twoja wina. Przyszła z jakąś sprawą do ciebie. Co miałem robić?

– Nie wiem, Duane, może poczęstować ją kawą zamiast swoim kutasem.

– Nie czuję się najlepiej, mała. Poważnie. – Oparł się o ścianę.

– To najlepsza wiadomość, jaką dzisiaj usłyszałam. Przepchnęła się bezceremonialnie obok niego, żeby zajrzeć do Lisy. Po chwili znowu przed nim przeparadowała, skręciła do sypialni i zdarła pościel z łóżka.

Duane obserwował spode łba jej krzątaninę zza otwartych drzwi.

– Tak, nie krępuj się, wyrzuć wszystko. Co mi tam, ty to kupowałaś.

– Oddaję je do – Wandy do wyprania! – warknęła, nie spoglądając na niego. – Jeszcze by brakowało, żebym dokładała do twojego kotłowania się z dziwkami.

Coś zielonego mignęło jej pod materacem, kiedy uniosła go, żeby zdjąć prześcieradło. Ściągnęła materac z łóżka i obejrzała się na Duane’a.

– A to co, u licha?! – spytała ostro.

Duane łypnął na nią krzywo. Wszedł powoli do sypialni, wygarnął z odsłoniętej ramy paczki banknotów i upchnął je do papierowej torby leżącej na stoliku obok łóżka. Zamykając torbę, spojrzał jej wyzywająco w oczy.

– Powiedzmy, że wygrałem na loterii – burknął arogancko.

Zesztywniała na te słowa, zupełnie jakby ktoś dał jej w twarz. Przez chwilę miała wrażenie, że zaraz zemdleje i runie jak długa na podłogę. Czyżby rzeczywiście za tym wszystkim stał Duane? Czyżby był w zmowie z Jacksonem? Nie, to niemożliwe. Doszła szybko do siebie i założyła ręce na piersi.