Страница 43 из 90
Lisa, ubrana już, usiadła na łóżku plecami do matki. LuA
– Nic na to nie poradzę. Denerwuję się, i już. Zresztą klasówki nie zawsze są łatwe.
– Mało co przychodzi w życiu łatwo. Poza tym stopnie nie są najważniejsze. Mnie wystarcza, że widzę, jak przykładasz się do nauki, bo to najbardziej się liczy. – Zebrała włosy Lisy w gruby koński ogon i spięła go u nasady spinką. – Ale nie pokazuj się w domu z oceną niższą od celującej. – Roześmiały się obie.
Kiedy schodziły na dół, Lisa spojrzała na matkę.
– Widziałam, jak ty i wujek Charlie rozmawialiście dzisiaj rano z jakimś panem.
LuA
– Nie spałaś? To było bardzo wcześnie.
– Już mówiłam, że denerwuję się tą klasówką.
– Rzeczywiście.
– Kto to był?
– Stawia bramę i ogrodzenie wokół naszej posiadłości. Miał parę pytań w związku z planami.
– Po co nam ogrodzenie?
LuA
– Już o tym rozmawiałyśmy, Liso. Jesteśmy… wiesz, że jesteśmy bardzo dobrze sytuowani finansowo. Na świecie nie brakuje złych ludzi. Mogą próbować różnych sposobów, żeby wydobyć od nas pieniądze.
– Na przykład okraść nas?
– Tak, ale nie tylko.
– A co jeszcze mogą?
LuA
– Zawsze ci powtarzam, żebyś uważała, żebyś nie ufała bezgranicznie ludziom, pamiętasz? – Lisa kiwnęła głową. – Mówię tak, bo jacyś źli ludzie mogą próbować odebrać mi ciebie. Nie chcę cię straszyć, słoneczko, ale musisz być uczulona na takie sprawy. Jeśli będziesz mądra, wszystko będzie dobrze. Ja i wujek Charlie nie dopuścimy, żeby stało ci się coś złego. Mamusia ci to obiecuje. Rozumiesz?
Lisa kiwnęła głową. Wstały i trzymając się za ręce, zeszły po schodach.
W holu czekał na nie Charlie.
– Oj, marnie coś dzisiaj rano wyglądamy.
– Mam klasówkę.
– Myślisz, że nie wiem? Do wpół do jedenastej powtarzałem z tobą wczoraj materiał. Masz go obkuty na blachę, bez dwóch zdań. No, biegnij po płaszczyk. Czekam w samochodzie przed wejściem.
– To mama mnie dzisiaj nie odwozi?
Charlie zerknął na LuA
– Dzisiaj daję twojej mamie wolne. Poza tym będziemy mogli jeszcze raz powtórzyć sobie po drodze materiał na klasówkę, pasuje?
Lisa rozpromieniła się.
– Pasuje.
Kiedy się oddaliła, Charlie spojrzał z powagą na LuA
– Podrzucę Lisę do szkoły, a potem przeprowadzę w miasteczku mały rekonesans – powiedział, zapinając płaszcz.
– Myślisz, że uda ci się znaleźć tego człowieka?
Charlie wzruszył ramionami.
– Może tak, może nie. To niewielka miejscowość, ale kryjówek w niej bez liku. Między i
LuA
– A co z Riggsem?
– Jego zostawię sobie na później. Gdybym teraz do niego poszedł, nabrałby jeszcze większych podejrzeń. Zadzwonię z samochodu, jeśli coś ustalę.
LuA
Jedynym sportem, jaki LuA
Jednym z powodów, dla których zdecydowali się z Charliem na tę właśnie posiadłość, było mnóstwo szlaków do jazdy ko
Ruszyła kłusem i wkrótce dom został daleko za nią. Zjeżdżała lekką pochyłością, z nozdrzy klaczy i z jej nosa buchały bliźniacze obłoczki pary. Minęła zakręt, szlak biegł przez gęsty las. Rześkość poranka pomagała zebrać myśli.
Nie rozpoznała tego mężczyzny. Znał jej prawdziwe nazwisko. Czy rozszyfrował ją ostatnio, czy też wiedział o niej od dawna, trudno było stwierdzić.
Nieraz myślała o powrocie do Georgii i wyznaniu całej prawdy, o zrzuceniu z piersi tego brzemienia. Nigdy jednak nie wprowadziła tych zamiarów w czyn, a to z oczywistych powodów. Owszem, zabiła tamtego mężczyznę w samoobronie, ale w uszach rozbrzmiewały jej wciąż słowa osobnika, który przedstawił się jej jako Tęcza. Uciekła, a zatem policja przyjęła to, co najgorsze. Na dodatek była teraz bardzo bogata, nikt więc by jej nie współczuł ani z nią nie sympatyzował. Zwłaszcza ludzie z jej rodzi
Zatrzymała Joy, ukryła twarz w dłoniach i myślała:
„Lisa, słoneczko, całe twoje życie to jedno wielkie kłamstwo. Urodziłaś się w lesie, w przyczepie kempingowej, bo na wydanie cię na świat gdzie indziej nie było mnie stać. Twój ojciec był obibokiem bez centa przy duszy i zamordowano go przez narkotyki. Ja pracowałam jako kelnerka w zajeździe dla ciężarówek w Rikersville w Georgii. Zabierałam cię ze sobą do pracy i upychałam pod bufetem. Zabiłam człowieka i uciekłam przed policją. Mamusia ukradła wszystkie te pieniądze, a było ich więcej, niż możesz sobie wyobrazić. Za te pieniądze kupione zostało wszystko, co teraz mamy. Czy mamusia cię kiedyś okłamała, laleczko? Mamusia cię kocha”.
LuA
Wstała, schyliła się i zaczerpnęła z ziemi garść kamyczków. Zaczęła ciskać nimi bezmyślnie w mały staw, posyłając coraz dalej gibkimi ruchami nadgarstka. Nie było już dla niej odwrotu. Nie miała do czego wracać. Za swoje nowe życie zapłaciła przerażająco wielką cenę. Fikcją była teraz cała jej przeszłość, a więc i przyszłości nie mogła być pewna. Jej codzie
Dosiadła znowu Joy i ruszyła kłusem. Zwolniła dopiero pod nisko wiszącymi gałęziami. Zatrzymała klacz na skraju szlaku i wpatrzyła się w kipiel wezbranego strumienia, który rwał wartkim nurtem przez jej posiadłość. Ulewne deszcze i topniejący w górach wczesny śnieg zmieniły tę łagodną zazwyczaj strugę w niebezpieczny potok. Wycofała Joy znad brzegu i ruszyła dalej.
Dziesięć lat temu, po wylądowaniu w Londynie, wsiedli od razu z Charliem i Lisa w samolot do Szwecji. Jackson nakreślił im szczegółową marszrutę na pierwszych dwanaście miesięcy i nie śmieli od niej odstąpić. Po sześciu miesiącach włóczęgi po zachodniej Europie osiedli na kilka lat w Holandii, by następnie wrócić do Skandynawii, gdzie wysoka, jasnowłosa kobieta nie wyróżniała się z tłumu. Potem mieszkali jakiś czas w Monako i w sąsiednich krajach. Ostatnie dwa lata spędzili w Nowej Zelandii, wiodąc tam spokojne, cywilizowane i nawet troszkę staromodne życie. Dla Lisy, chociaż znała biegle kilka języków, podstawowy był angielski. Pod tym względem LuA
Całe szczęście, że Charlie był wytrawnym podróżnikiem. To dzięki niemu kilkakrotnie uniknęli totalnej katastrofy. Z Jacksonem nie mieli żadnego kontaktu, ale oboje czuli, że ten wie, iż Charlie towarzyszy LuA
Nowe tożsamości, spreparowane dla niej i dla Lisy przez Jacksona co prawda z trudem, określiły się same przez się z biegiem czasu. Jak dotąd najtrudniej szło z Lisa. Dziewczynka wierzyła, że jej ojcem był bogaty europejski finansista, który poza nimi nie miał żadnej i