Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 37 из 90

Jackson patrzył na zdjęcie urodziwej Lu A

LuA

Ucharakteryzowany na kierowcę ciężarówki spędził wiele wieczorów w przydrożnym zajeździe, w którym pracowała LuA

Od lat nie widział jej ani nie zamienił z nią słowa; ale rzadko zdarzał się taki tydzień, w którym by o niej nie pomyślał. Z początku obserwował bacznie jej ruchy, ale kiedy mijały lata, a ona zgodnie z jego instrukcjami przenosiła się z kraju do kraju, obniżył znacznie czujność. Teraz całkowicie znikła z ekranu jego radaru. Z tego, co wiedział, bawiła ostatnio w Nowej Zelandii. Za rok znajdzie ją może w Monako, może gdzieś w Skandynawii, może w Chinach. Będzie się tak przenosiła z miejsca na miejsce, dopóki nie umrze. Do Stanów Zjednoczonych nigdy już nie wróci, tego był pewien.

Jackson urodził się w dostatku, który mu potem odebrano. Musiał zaczynać praktycznie od zera. LuA

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

Donovan wszedł do swojego mieszkania, usiadł przy stole w jadalni i rozłożył przed sobą wyjęte z nesesera kartki. Z trudem tłumił podniecenie. Trzeba było kilku tygodni, dziesiątek rozmów telefonicznych i olbrzymiej pracy nóg, by zebrać informacje, do których segregowania teraz się zabierał.

Początkowo zadanie, jakie sobie postawił, wydawało się niewykonalne; same liczby skazywały je na niepowodzenie. W roku zniknięcia LuA

Miał w Biurze znajomego, który był mu wi

Donovan wyciągnął notes i poszukał w nim numeru telefonu firmy o nazwie Best Data, znanej krajowej agencji specjalizującej się w potwierdzaniu zdolności kredytowej. Firma działała od wielu lat i przez ten czas zdążyła zgromadzić potężną bazę danych obejmującą nazwiska, adresy i co najważniejsze, numery ubezpieczenia społecznego. Agencja obsługiwała wiele podmiotów, które potrzebowały takich informacji, w tym liczne banki sprawdzające zdolność kredytową potencjalnego kredytobiorcy. Donovan podał pracownikowi Best Data nazwiska i ostatnie znane adresy osób z listy, a potem numer swojej karty kredytowej, żeby Best Data mogła z niej ściągnąć należność za usługę. Po pięciu minutach miał już numery ubezpieczenia społecznego całej trójki i ich aktualne adresy. Porównał je z informacjami z bazy danych linii lotniczych. Dwie z trzech kobiet zmieniły miejsce zamieszkania, w czym nie było nic dziwnego, zważywszy na ich wiek przed dziesięcioma laty. W tym czasie podjęły prawdopodobnie pracę zawodową i powychodziły za mąż. Trzecia nie zmieniła adresu. Catherine Savage mieszkała nadal w Wirginii. Donovan zadzwonił do biura numerów stanu Wirginia, ale nie mieli tam w spisie numeru telefonu osoby o takim nazwisku, zamieszkującej pod podanym adresem. Niezniechęcony, zatelefonował następnie do Wydziału Pojazdów Silnikowych, podał nazwisko kobiety, jej ostatni znany adres oraz numer ubezpieczenia społecznego, który w stanie Wirginia jest zarazem numerem prawa jazdy. Urzędniczka mogła powiedzieć Donovanowi tylko tyle, że kobieta ta ma ważne wirginskie prawo jazdy. Daty jego wydania ani aktualnego adresu właścicielki nie wolno jej było ujawniać. Wiele tropów, jakie Donovan podejmował w swoim śledztwie, trafiało niestety na mur milczenia ze strony urzędników. Ale wiedział już, że kobieta ta albo mieszka teraz w Wirginii, albo przynajmniej dysponuje prawem jazdy tego stanu. Pytanie tylko, gdzie jej szukać? Miał swoje sposoby na rozwiązywanie takich zagadek, ale postanowił, że najpierw pogrzebie trochę w życiorysie kobiety.

Wrócił do redakcji i ze służbowego komputera wszedł do bazy danych Wydziału Dochodów Osobistych i Deklaracji Majątkowych (PEBES) Zarządu Ubezpieczeń Społecznych w World Wide Web. Jeśli chodzi o metody poszukiwań, Donovan wolał te tradycyjne, ale czasem zmuszony był posurfować trochę po sieci. By uzyskać informacje o danej osobie, wystarczy znać jej numer ubezpieczenia społecznego, nazwisko panieńskie matki i miejsce urodzenia. Donovan dysponował tymi danymi. LuA

Donovan wrócił do domu, otworzył teczkę i wyjął z niej druk numer 2848 Urzędu Podatkowego. Druk opatrzony był nagłówkiem: Upoważnienie i oświadczenie pełnomocnika. Formularz był stosunkowo prosty jak na standardy urzędu podatkowego, ale miał nadzwyczajną moc. Dzięki niemu Donovan mógł uzyskać dostęp do wszelkich poufnych dokumentów podatkowych osoby, którą się interesował. Co prawda, wypełniając go, będzie się musiał minąć troszeczkę z prawdą, ale zamiary miał uczciwe, a więc i sumienie czyste. Poza tym wiedział, że do urzędu podatkowego wpływa rocznie dziesięć milionów próśb podatników o kopie swoich zeznań podatkowych. Istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że ktoś tam będzie tracił czas na porównywanie podpisów. Donovan uśmiechnął się. Szanse na to były jeszcze mniejsze niż na wygranie na loterii. Wypełnił drak, wpisując nazwisko kobiety i jej ostatni znany adres, wstawił numer ubezpieczenia społecznego, podał się za pełnomocnika w sprawach podatkowych, załączył wniosek o przysłanie kopii zeznań podatkowych tej kobiety za ostatnie trzy lata, po czym wysłał to wszystko pocztą.