Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 34 из 90

Zdaniem Donovana do tych finansowych krachów w równej mierze przyczyniał się rząd. Przed dwunastoma laty w celu przyciągnięcia większej liczby graczy wprowadzono zasadę wypłaty od razu całej wygranej z przesunięciem odprowadzenia podatku od niej na jeden rok. W reklamach uwypuklano dramatycznie tę i

Była to szatańska gra obliczona na puszczenie z torbami wygrywającego, gra prowadzona przez rząd pod pozorem uszczęśliwiania narodu. O tym Donovan był święcie przekonany. A chodziło w niej tylko o jedno: o ściągnięcie pieniędzy. Donovan śledził poruszające ten temat artykuły publikowane w i

Otrząsnął się z tych refleksji i znowu spojrzał na kopertę z dokumentami. Zweryfikował już swoją teorię odsetka bankructw za ostatnie pięć lat. Dokumenty, które trzymał w ręce, zawierały dane z siedmiu wcześniejszych lat. Zaczął je przeglądać. Wyniki były niemal identyczne – z dwunastu szczęśliwców z każdego roku dziewięciu niezmie

I nagle znieruchomiał wpatrzony w którąś z kolei kartkę. Już się nie uśmiechał. Miał przed sobą listę dwunastu kolejnych zwycięzców loterii sprzed dziesięciu lat. Nie może być. To pewnie jakiś błąd. Sięgnął po słuchawkę i zadzwonił do agencji, której zlecił przeprowadzenie tych badań. Nie, powiedziano mu, to nie błąd. Nikt z tych, którzy w tamtym roku wygrali na loterii, nie ogłosił bankructwa.

Donovan odłożył powoli słuchawkę i zapatrzył się znowu w leżącą przed nim kartkę. Herman Rudy, Bobbie Jo Reynolds, Lu A

Większość dzie

Musi się skonsultować z paroma swoimi źródłami, ale przecież nie tu, w rojnym newsroomie. Gdzieś na osobności. Wrzucił dokumenty do sfatygowanego nesesera i szybko wyszedł z redakcji. Nie były to godziny szczytu, a więc już po dwudziestu minutach dotarł do swojego małego waszyngtońskiego mieszkanka. Życie dwukrotnie rozwiedzionego i bezdzietnego Donovana obracało się wyłącznie wokół jego pracy zawodowej. Miał powoli dojrzewający romans z Alicją Crane, bywalczynią waszyngtońskich salonów z zamożnej rodziny, swego czasu dobrze politycznie ustosunkowaną. Nie czuł się w tych kręgach swobodnie. Ale Alicja była mu oddana, zawsze chętna do pomocy, i prawdę powiedziawszy, obracanie się na obrzeżach jej luksusowej egzystencji nie było takie znowu przykre.

Wszedł do domowego gabinetu i podniósł słuchawkę. Miał niezawodny sposób pozyskiwania informacji na temat interesujących go osób, zwłaszcza osób zamożnych, niezależnie od tego, jak starali się chronić swoje życie prywatne. Wybrał numer swojego długoletniego informatora z urzędu podatkowego. Podyktował mu nazwiska dwanaściorga kolejnych zwycięzców loterii, którzy nie ogłosili bankructwa. Dwie godziny później informator oddzwonił. Słuchając go, Donovan skreślał nazwiska z listy. Zadał parę dodatkowych pytań, podziękował znajomemu, odłożył słuchawkę i spojrzał na listę. Z figurujących na niej nazwisk nieskreślone pozostało tylko jedno. Jedenaścioro zwycięzców loterii co roku wypełniało sumie

Wpatrywał się w jedyne nieskreślone nazwisko z listy zwycięzców loterii. Informator powiedział mu, że osoba ta nie składała dotąd żadnych zeznań podatkowych, a jeśli już, to pod i

Donovan uświadomił sobie nagle, że chyba wie, jak ustalić nową tożsamość LuA

Nazajutrz Donovan zadzwonił do szeryfa z Rikersville w stanie Georgia, rodzi

– Zabiła Duane’a – powiedział gniewnie. – I to ona wciągnęła go w te narkotyki, bez dwóch zdań. Rodzinie Harveyów się nie przelewa, ale swój honor mamy.

– Mieliście od niej jakieś wiadomości przez te dziesięć lat? – spytał Donovan.

Bill Harvey dłuższą chwilę nie odpowiadał.

– No… przysłała trochę pieniędzy – wydusił z siebie w końcu.

– Pieniędzy?

– Staruszkom Duane’a. Od razu mówię, że się o to nie prosili.

– A przyjęli je?

– Mają już swoje lata i bieda u nich aż piszczy. Zresztą człowiek się nie wypina na takie pieniądze.

– Ile tego było?

– Dwieście tysięcy dolarów. Jeśli to nie dowód, że LuA

Donovan gwizdnął cicho.

– Próbowaliście ustalić, skąd te pieniądze wysłano?

– Ja nie byłem jeszcze wtedy szeryfem, ale Roy Waymer próbował. Wziął sobie nawet do pomocy paru chłopaków z miejscowego FBI. Bez rezultatu. Paru i

– Coś jeszcze?

– Tak, jak pan ją kiedyś spotka, to niech pan jej powie, że rodzina Harveyów nie zapomniała, chociaż to już tyle lat. Mamy rachunki do wyrównania. Prędzej czy później ściągniemy ją do Georgii i spędzi tu z nami parę miłych chwil. Od dwudziestu lat do dożywocia. Za morderstwo nie ma przedawnienia. Dobrze mówię?

– Powtórzę jej, szeryfie, dzięki. Ach, jeszcze jedno. Czy mógłby mi pan przesłać kopię akt tej sprawy? Protokół z autopsji, przyjęte hipotezy, ustalenia poczynione w śledztwie, tego rodzaju rzeczy?

– Naprawdę spodziewa się pan ją odnaleźć po tylu latach?

– Zajmuję się takimi sprawami od trzydziestu lat i jestem w tym dobry. W każdym razie spróbuję.

Donovan podał Harveyowi FedExowski numer i adres redakcji „Tribune”, rozłączył się i skreślił kilka notatek. Tyler nosi teraz i

Przez cały następny tydzień sprawdzał dokładnie każdy szczegół z życia LuA

Następnie zabrał się do odtwarzania wydarzeń ostatniego dnia pobytu LuA