Страница 21 из 90
– Od razu widać, że jesteś w dobrej formie.
Charlie poklepał się z dumą po twardym brzuchu.
– Nieźle, jak na pięćdziesięcioczterolatka, co? Tak czy owak, po wycofaniu się z czy
– Dobrze znam to uczucie – przyznała LuA
– Aż pewnego dnia w moim życiu nastąpił zdecydowany zwrot.
Zawiesił głos, by zdusić w popielniczce niedopałek papierosa, i natychmiast przypalił sobie następnego.
LuA
– Co się stało?
– Spędziłem jakiś czas w gościnie u rządu Stanów Zjednoczonych. – Wyczytał z oczu LuA
– Nie wyglądasz na przestępcę, Charlie – powiedziała zdumiona.
Roześmiał się.
– Nie wiem, czy wyglądam, czy nie. Powiem ci tylko, że za kratki nie trafia się za wygląd.
– A ty za co tam trafiłeś?
– Za uchylanie się od płacenia podatków. Zarzucono mi oszustwo podatkowe, tak nazwał to oskarżyciel. I miał rację. Zwyczajnie znudziło mi się je płacić. Ledwie wiązał człowiek koniec z końcem, a musiał jeszcze odpalać dolę fiskusowi. – Przygładził dłonią włosy. – Ten mały błąd kosztował mnie trzy lata i małżeństwo.
– Przykro mi, Charlie.
Wzruszył ramionami.
– Ta odsiadka to było najlepsze, co mi się w życiu przytrafiło. Karę odbywałem w zakładzie o minimalnym rygorze, ze zgrają defraudantów, aferzystów i i
– A jak spiknąłeś się z panem Jacksonem?
Teraz Charlie trochę spochmurniał.
– Zadzwonił do mnie pewnego dnia. Wdepnąłem w takie małe kłopoty. Naprawdę nic poważnego, ale byłem jeszcze na zwolnieniu warunkowym i mogłem za to zafasować dłuższy wyrok. Zaproponował, że mnie z tego wyciągnie, a ja przyjąłem propozycję.
– Mniej więcej tak samo było ze mną – odezwała się LuA
Spojrzał na nią ze znużeniem, które nagle pojawiło się w jego oczach.
– Tak – mruknął.
LuA
– Nie popełniłam dotąd żadnego oszustwa, Charlie.
Charlie zaciągnął się papierosem i odłożył go do popielniczki.
– Zależy chyba, jak się na to patrzy.
– Co przez to rozumiesz?
– No bo jak się nad tym dobrze zastanowić, to oszukują, i to każdego dnia, nawet ludzie skądinąd prawi, uczciwi i ciężko pracujący. Jedni na dużą skalę, i
– Ja też tego zakosztowałam – powiedziała cicho LuA
Charlie spojrzał na nią.
– Jakiś tępy sukinsyn, tyle tylko powiem. Tak czy owak, to wszystko kumuluje się przez całe życie.
– Ale nie do czegoś wartego pięćdziesiąt milionów dolarów.
– W przeliczeniu na dolary może nie. Ale ja tam wolę jedno duże oszustwo niż tysiąc małych, które i tak w końcu popełnisz, a potem sama siebie znielubisz.
LuA
– Zamawiam kolację. Ryba ci odpowiada?
LuA
Złożywszy zamówienie, wyjął z paczki kolejnego papierosa i go przypalił.
– Do licha, nikt, kogo znam, nie odrzuciłby oferty, którą ci złożono. Moim zdaniem byłabyś głupia, gdybyś to zrobiła. – Milczał przez chwilę, bawiąc się zapalniczką. – Krótko cię znam, ale z tego, co zdążyłem zaobserwować, potrafiłabyś się chyba wybielić, przynajmniej we własnych oczach. Podniosła na niego wzrok.
– W jaki sposób?
– Przeznaczając część tych pieniędzy na pomoc i
LuA
– Jakoś sobie radziłam.
Charlie wstał z fotela i przysiadł się do niej.
– No właśnie, LuA
– Zależy jakie.
– Bardzo proste. – Kiwnął głową. – No więc, jak powiedziałem, przeglądałem materiały na twój temat. I nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że związałaś się z kimś takim jak Duane Harvey. Przecież to patentowany nieudacznik.
Nagle stanęło jej przed oczami szczupłe ciało Duane’a leżące twarzą do brudnej wykładziny, przypomniała sobie ten cichy jęk, z jakim stoczył się z kanapy, zupełnie jakby ją wołał, jakby błagał, żeby mu pomogła.
– Duane nie jest taki zły. Tylko że życie też go nie rozpieszczało. – Wstała i zaczęła spacerować po pokoju. – Po śmierci mamy przechodziłam ciężki okres. Duane’a poznałam, kiedy zastanawiałam się, jak pokierować dalej swoim życiem. Nasz okręg ma to do siebie, że jeśli człowiek przy pierwszej nadarzającej się sposobności nie ucieknie w świat, to już do grobowej deski się stamtąd nie wyrwie. W okręgu Rikersville nie osiedlił się nigdy nikt z zewnątrz, przynajmniej ja o kimś takim nie słyszałam. – Odetchnęła głęboko i ciągnęła: – Duane przeprowadził się właśnie do przyczepy kempingowej, którą ktoś porzucił. Miał wtedy pracę. Dobrze mnie traktował, myśleliśmy nawet o małżeństwie. Był po prostu i
– Postanowiłaś zostać jedną z tych, co wegetują tam do grobowej deski?
Spojrzała na niego z oburzeniem.
– Skąd! Chcieliśmy się stamtąd wynieść. Pragnęłam tego ja i myślał o tym Duane, przynajmniej tak mówił. – Zatrzymała się i popatrzyła na Charliego. – I wtedy urodziła się Lisa – podjęła. – To pokrzyżowało Duane’owi plany. Chyba nie uwzględniał w nich dziecka. No, ale stało się… i uważam, że to najlepsze, co mogło mnie spotkać. Ale między mną a Duane’em coś zaczęło się psuć. Zrozumiałam, że muszę od niego odejść. Zastanawiałam się właśnie, jak to zrobić, kiedy zadzwonił pan Jackson.
LuA
– Jackson mówił o jakichś warunkach związanych z pieniędzmi. Wiem, że nie robi tego z miłości do mnie. – Obejrzała się przez ramię na Charliego.
– Tak, masz rację – odchrząknął.
– Wiesz, co to za warunki?
Charlie kręcił już głową, zanim zdążyła skończyć.
– Wiem tylko, że dostaniesz tyle pieniędzy, że nie będziesz wiedziała, co z nimi robić.
– I mogę z nich korzystać wedle własnego uznania, zgadza się?
– Zgadza. Są twoje. Możesz ogołocić do czysta Saksa przy Piątej Alei i Tiffany’ego na dokładkę. Albo zbudować szpital w Harlemie. To zależy tylko od ciebie.
LuA
ROZDZIAŁ DWUNASTY
– Powi
Przez owo „miejsce” rozumiał centralę Komisji Krajowej Loterii Stanów Zjednoczonych mieszczącą się w nowiutkim, nowoczesnym, cienkim jak igła wysokościowcu przy Park Avenue.
Ogromne audytorium wypełnione było po brzegi. Na sali roiło się od korespondentów sieci telewizyjnych z mikrofonami w garściach, dzie
LuA
– Nie denerwuj się, Charlie, w tym przebraniu nikt mnie nie zapamięta.
Pokręcił sceptycznie głową.
– Nadal mi się to nie podoba.
– Musiałam tu przyjść. Telewizja to nie to samo.
– Założę się, że zaraz po losowaniu Jackson zadzwoni do hotelu – wymruczał.
– Powiem mu, że spałam i nie słyszałam telefonu.
– Dobre sobie! – zniżył głos. – Idziesz spać, mając w perspektywie wygranie co najmniej pięćdziesięciu milionów dolców?