Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 73 из 173

– Ale ty tego nie zrobisz, prawda?

– Nie. Szakal natychmiast dowiedziałby się o wszystkim. Ma swoje wtyczki na Quai d'Orsay. Muszę działać solo.

– Myślisz, że ona się o tym nie dowie?

– Będzie podejrzewała, ale nie będzie miała pewności. Poproszę Aleksa, żeby zadzwonił do niej i powiedział, że jest w ciągłym kontakcie z naszymi ludźmi w Paryżu. Jednak przede wszystkim musi to usłyszeć od ciebie.

– Po co kłamać?

– Nie powinieneś o to pytać, bracie. Już i tak zbyt wiele przeze mnie przeżyła.

– W porządku: powiem jej, ale ona i tak mi nie uwierzy. Zawsze potrafiła przejrzeć mnie na wylot. Jak byłem mały, wpatrywała się we mnie tymi swoimi brązowymi oczami, ale zupełnie inaczej niż bracia, bez pogardy i nie smaku, i od razu wszystko wiedziała. Potrafisz to zrozumieć?

– To, o czym mówisz, nazywa się troską. Po prostu troszczyła się o ciebie.

– Tak, masz rację.

– Nawet bardziej, niż myślisz. Zadzwoń do niej za kilka godzin i sprowadź ją tu z dziećmi. To najbezpieczniejsze miejsce, jakie mogą znaleźć.

– A ty? Jak chcesz się dostać do Paryża? Połączenia z Antiguy i Martyniki są niepewne, a poza tym prawie zawsze wykupione na kilka tygodni naprzód.

– I tak nie mógłbym z nich skorzystać. Muszę się tam dostać incognito.

Pewien człowiek w Waszyngtonie musi coś wymyślić. Musi.

Aleksander Conklin wyszedł, kuśtykając, z małej kuchni służbowego mieszkania CIA w Vie

Obecnie jednak, w obliczu pozostawionej przez nałóg próżni oraz w związku z takimi przyjemnościami jak wysoki poziom cholesterolu i jakieś cholerne triglycerydy, musiał znaleźć i

Od tamtego dnia zawsze, kiedy nie dawały mu spokoju jego własne sprawy lub problemy otaczającego go świata, wsadzał głowę do zlewu i polewał ją obficie zimną wodą. Zrobił tak również tego ranka. Co za cholerny, pieprzony dzień!

DeSole! Zabity o wpół do piątej nad ranem w wypadku drogowym na nie uczęszczanej szosie w Marylandzie. Co, do stu tysięcy par diabłów, mógł robić DeSole, w którego prawie jazdy było jak wół napisane, że cierpi na kurzą ślepotę, o wpół do piątej rano na bocznej drodze w okolicach A

– Więc co mam zrobić z trupem? – wrzasnął Jax.

– Potrzymaj go jeszcze trochę w chłodzie. Kaktus też by ci to powiedział.

– Kaktus? Byłem z nim całą noc w szpitalu. Wyliże się z tego, ale o tym, co się dzieje, wie dokładnie tyle samo, co ja, czyli nic!

– Podczas tajnych operacji nie zawsze wszystko może być od razu jasne – powiedział Aleks, brzydząc się samego siebie. – Dam ci znać.

Następnie poszedł do kuchni i wsadził głowę pod zimną wodę. Już nic gorszego nie mogło się zdarzyć. Oczywiście, w chwilę później zadzwonił telefon.

– Tu pizzeria – oznajmił ponuro Conklin.

– Wydostań mnie stąd! – zażądał Jason Bourne. W jego głosie nie pozostał nawet ślad Davida Webba. – Do Paryża!

– Co się stało?

– Uciekł mi, oto, co się stało, a ja muszę się dostać do Paryża, bez stemplowania paszportu, bez wprowadzania do żadnego komputera. On ma wszędzie wtyki. Tym razem nie może mnie wyśledzić… Słuchasz mnie, Aleks?

– Dziś w nocy zginął DeSole. Wypadek, który wcale nie był wypadkiem. "Meduza" jest coraz bliżej.

– Nic mnie nie obchodzi "Meduza"! Dla mnie to już historia. Skręciliśmy w niewłaściwą ulicę. Muszę dostać Szakala! Wiem, że może mi się udać!

– Zostawiasz mnie samego z "Meduzą"…

– Sam powiedziałeś, że chcesz iść z tym wyżej i dałeś mi czterdzieści osiem godzin. Przesuń zegarek do przodu. Czterdzieści osiem godzin już minęło, więc idź, do kogo chcesz, tylko najpierw zabierz mnie stąd i odstaw do Paryża.

– Oni chcą z tobą porozmawiać.

– Kto taki?

– Peter Holland, Casset, prokurator generalny… Kto wie, może nawet sam prezydent.

– O czym?

– Rozmawiałeś z Armbrusterem, żoną Swayne'a i tym sierżantem, Fla

– Miałbym odstawić na bok Szakala?

– Najwyżej na dzień lub dwa.

– Nic z tego, do diabła! To nie będzie wcale tak wyglądało i ty doskonale o tym wiesz! Kiedy już mnie dorwą, stanę się ich głównym świadkiem, więc będą mnie przekazywać z jednej komisji do drugiej, a gdybym odmówił współpracy, po prostu przymknęliby mnie i już. Nie da rady, Aleks. Mam tylko jeden cel, a on teraz jest w Paryżu.

– Posłuchaj mnie – powiedział Conklin. – Są rzeczy, które mogę kontrolować, oraz takie, na które nie mam wpływu. Potrzebowaliśmy Charliego Casseta i on nam pomógł, ale to nie jest ktoś, kogo można nabić w butelkę. Zresztą, nie chciałbym tego robić. Wie, że DeSole nie zginął w wyniku wypadku, bo nikt cierpiący na kurzą ślepotę nie wybiera się w środku nocy na kilkugodzi

Bourne milczał przez chwilę; Conklin słyszał tylko jego głośny oddech.

– W porządku – powiedział wreszcie. – Teraz wiem, na czym stoimy. Przekaż Cassetowi, że jeśli da nam teraz wszystko, czego potrzebujemy, dostarczę mu później takich informacji, że Departament Sprawiedliwości będzie miał pełne ręce roboty przez najbliższe kilka lat… Jeśli ono też nie stanowi części "Meduzy", rzecz jasna. Możesz dodać, że wśród tych informacji będzie także wskazówka dotycząca położenia pewnego bardzo interesującego cmentarza.

Tym razem Conklin nie odzywał się przez jakiś czas.

– Biorąc pod uwagę obecne okoliczności, nie sądzę, żeby zechciał poprzestać na zapewnieniach – zauważył po chwili.

– Co…? Ach, rozumiem. W razie, gdyby mi się nie udało… Dobra: powiedz mu, że zaraz po przylocie do Paryża wynajmę stenografa i podyktuję wszystko, co wiem i czego udało mi się dowiedzieć, i wyślę do ciebie. Dalszą dystrybucję powierzę świętemu Aleksowi. Proponowałbym wydzielać po jednej lub dwie strony, żeby nie stracili ochoty do współpracy.