Страница 46 из 102
Rozdział dwunasty
Wtorek okazał się swego rodzaju świętem broni, którego kulminacją był karabin wycelowany bezpośrednio w serce Darwina Minora.
Dzień zaczął się posępnie. Panowało gorąco, a równocześnie na niebie wisiały ciężkie, deszczowe chmury. Zresztą w południowej Kalifornii zwykle panowała dziwna pogoda. W dodatku Darwin obudził się w paskudnym nastroju. Martwił go wczorajszy gniew i dręczyła myśl, że nie zobaczy już Sydney. A najbardziej denerwował go fakt, że ta myśl tak go niepokoi.
Naprawa acury będzie go kosztowała fortunę. Kiedy Harry Meadows, jego przyjaciel mechanik i jeden z nielicznych ludzi w tym stanie, którzy potrafili przyzwoicie wyklepać aluminium auta Minora, spotkał się z nim w poniedziałkowy wieczór w Centrum Sprawiedliwości, po prostu bez słowa pokręcił głową. A gdy na koniec przedstawił szacunkową wycenę naprawy, Dar z wrażenia aż cofnął się o krok.
– Jezu – mruknął. – Mógłbym sobie za to kupić nowe subaru.
Harry powoli i ze smutkiem pokiwał głową.
– To prawda, to prawda – przyznał. – Potem jednak miałbyś pieprzone subaru zamiast acury NSX.
Minor nie potrafił polemizować z logiką tego stwierdzenia. Harry załadował na lawetę pokiereszowany kulami samochód. Przysięgał, że zatroszczy się o niego tak dobrze, jak zadbałby o własną matkę. Dar przypadkiem wiedział, że stara matka mechanika żyła w ubóstwie w pozbawionej klimatyzacji przyczepie, w samym środku pustyni, gdzie Harry odwiedzał ją dokładnie dwa razy w roku.
W wtorek rano zadzwonił Lawrence. Pojawiło się kilka nowych spraw, które wymagały dokumentacji fotograficznej. Stewart nie wiedział, który z wypadków będzie potrzebował rekonstrukcji, nie było wiadomo bowiem, w związku z którym ktoś wystąpi o odszkodowanie, pomyślał jednak, że obaj z Darwinem powi
– Jasne – zgodził się zgryźliwie Minor. – Dlaczego, do diabła, nie? W końcu od miesięcy tonę wyłącznie w papierkowej robocie.
Lawrence natychmiast po przyjeździe wyczuł chyba, że coś jest nie tak. Mężczyzn często łączy pewna więź, dzięki której rozumieją się nawet bez komunikacji werbalnej. Ci, którzy znają się od wielu lat i razem pracują – od czasu do czasu przy niebezpiecznych przedsięwzięciach – zaczynają rozwijać w sobie szósty zmysł, dzięki któremu odgadują myśli i emocje przyjaciela. W ten sposób porozumiewają się na płaszczyźnie niezrozumiałej dla kobiet. Lawrence i Darwin właśnie kupili kawę i pączki w Dunkin’ Donuts na północ od San Diego, gdy Stewart spytał:
– Coś się dzieje, Dar?
– Nie – odparł.
Żaden nie poruszył już więcej tego tematu. Miejsce pierwszego wypadku znajdowało się w połowie drogi do San Jose. Lawrence zaparkował troopera na zatłoczonym parkingu, przy kompleksie tanich mieszkań na wynajem, i we dwóch poszli do prostokąta oklejonego wszechobecną w takich sytuacjach żółtą taśmą. W środku znajdowała się czerwona honda prelude, rocznik 1994. Do kraksy doszło w środku nocy, nadal jednak na miejscu znajdowali się dwaj umundurowani funkcjonariusze oraz kilku gapiów, głównie dzieciaków w zbyt długich koszulkach i butach sportowych za trzysta dolarów. Stewart przedstawił najbliższemu policjantowi zarówno siebie, jak i Dara, uprzejmie poprosił o pozwolenie na wykonanie przez Darwina zdjęć, a potem wypytał mundurowego o szczegóły wypadku.
Minor zaczął pstrykać fotki, natomiast młody patrolowy usiłował opowiedzieć o kolizji, wskazując z przejęciem na różne dowody – stłuczone szyby boczne hondy, rozbitą przednią szybę, wklęśnięcia w masce, śluzowatą szarą substancję na przodzie auta i wokół niego, a także krew, która znajdowała się na roztrzaskanej szybie przedniej, masce, błotnikach i przednim zderzaku, a na asfalcie tworzyła dużą ciemną kałużę. Najwyraźniej tutaj nie padało zbyt intensywnie ani w nocy, ani rano.
– No cóż, ten facet, Barry, ma fioła na punkcie swojej dziewczyny… Sheili jakiejś tam… Dziewczyna mieszka na górze, pod 2306, a teraz jest przesłuchiwana na posterunku – opowiadał funkcjonariusz. – W każdym razie Barry jeździ na motorze i jest wielkim skurczybykiem z brodą no a Sheila w końcu się nim zmęczyła i zaczęła się widywać z i
– I strzelił sobie w brzuch – zakończył Lawrence.
– Z obu luf. Kawałki jego jelit rozprysły się po całej masce, przednich światłach, przednim zderzaku…
– Gdy dostałem zgłoszenie z intensywnej terapii, nadal żył – przerwał Stewart. – Zna pan jego aktualny stan?
Policjant wzruszył ramionami.
– Kiedy detektywi zabierali dziewczynę do centrum na przesłuchanie, słyszałem, że zmarł. Komentarz Sheili brzmiał: „Chwała Bogu, że już po wszystkim”.
– Słodka panienka – powiedział Lawrence.
– Miłość ma swoje prawa – przyznał mundurowy.
Zatrzymali się przy trzech oczywistych sfingowanych wypadkach – dwa miały miejsce przy supermarketach, jeden przy Holiday I
– Czyli że seppuku Barry’ego kojarzy ci się z jakąś sprawą ubezpieczeniową? – zagaił Darwin między kolejnymi łykami.
– Wiesz, co Sheila zrobiła dziś rano w pierwszej kolejności? Złożyła wniosek o odszkodowanie za uszkodzoną hondę prelude – odparł Stewart. – Twierdziła, że State Farm powi
– Nie widziałem szczególnych szkód – zauważył Minor. – Trochę rozbitego szkła, małe wklęśnięcie w masce. Resztę można wyczyścić w myjni.
Lawrence potrząsnął głową.
– Dziewczyna twierdzi, że przeżyła szok i nigdy już nie wsiądzie do tego auta. Żąda pełnego odszkodowania, dzięki czemu będzie mogła kupić nowego dżipa. Nowego! Spodobał jej się lincoln navigator.
– Powiedziała to wszystko ludziom z firmy ubezpieczeniowej dziś rano? Jeszcze zanim detektywi zabrali ją na przesłuchanie?
– Tak. Mniej więcej – odparł Stewart. – Zadzwoniła o czwartej rano do swojego agenta ubezpieczeniowego.
Ostatnie miejsce wypadku znajdowało się również w tanim kompleksie mieszkaniowym, w San Jose. Na schodach stało kilku mundurowych, po trzeciej kondygnacji zaś kręcił się jeden wyraźnie znudzony detektyw w cywilu. Na piętrze unosił się zapach śmierci.
– Jezu – mruknął Lawrence, po czym z kieszeni na biodrze wyjął czystą, czerwoną chustkę, którą przyłożył sobie do nosa i ust. – Od jak dawna ofiara nie żyje?
– Facet zmarł zaledwie ubiegłej nocy – odparł porucznik Rich z Departamentu Policji San Jose. – Około północy wszyscy mieszkańcy słyszeli strzał, chociaż nikt tego nie zgłosił na policję. Mieszkanie ofiary nie ma klimatyzacji, więc zwłoki zaczęły się rozkładać już około dziesiątej rano.
– Chce pan powiedzieć, że ciało nadal tam jest?! – spytał Stewart z niedowierzaniem w głosie.
Porucznik Rich wzruszył ramionami.
– Lekarz sądowy przyjechał tutaj dziś rano, kiedy odkryto ciało. Ustalił przyczynę śmierci i pojechał. Czekaliśmy na ambulans przez cały dzień, ale miejsce pozostaje w jurysdykcji lokalnego koronera, który aż do tej pory był bardzo zajęty. Zanotowano dziś sporo wypadków na autostradach.
– Cholera – zaklął Lawrence. Posłał Darowi znaczące spojrzenie, po czym znów odwrócił się do porucznika. – No cóż, musimy tam wejść i zrobić kilka zdjęć. I szkic miejsca.
– Dlaczego? – spytał Rich. – Co, do diabła, firma ubezpieczeniowa ma wspólnego z taką sprawą?
– Siostra nieboszczyka zdążyła już wysunąć żądanie – wyjaśnił Stewart.
– Przeciwko komu? – spytał porucznik. – Wiecie, jak ten gość zmarł?
– Popełnił samobójstwo, nieprawdaż? – odparował Lawrence. – Jego siostra zamierza wytoczyć sprawę psychiatrze nieboszczyka. Pan Hatton, czyli samobójca, zdaniem siostry cierpiał na depresję i paranoję, a jego psychiatra nie zrobiła dość, aby zapobiec tej tragedii.
Porucznik zachichotał.
– Nie sądzę, żeby coś takiego przeszło. Musiałbym wtedy zeznawać w sądzie przeciwko powódce. Powiedziałbym, że psychiatra zrobiła naprawdę wszystko w celu uszczęśliwienia tego biednego świra. Wejdźcie, pokażę wam. Możecie zrobić zdjęcia, ale moim zdaniem szkicu na pewno pan nie sporządzi. Nie wysiedzi pan tam dostatecznie długo.
Darwin wszedł za porucznikiem i Stewartem do małego, przegrzanego mieszkania. Ktoś uchylił jedyne okno, które na szczęście się otwierało, tylko że znajdowało się w kuchni, a ciało leżało na łóżku w pokoju.