Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 44 из 102

– Tacy ludzie doskonale potrafią znikać, ilekroć tylko zechcą, pani Olson. Wie pani o tym. Tak żyją. Tak żył mój syn. A teraz zniknął na dobre i nie przywróci go do życia nic, co zrobię, ani nic, czego pani się dowie.

Zerwał się na równe nogi, bardzo szybko jak na sześćdziesięciolatka (co nie umknęło uwagi Dara) podszedł do magnetowidu, wyjął kasetę, oddał ją Sydney, po czym otworzył drzwi biura.

– A teraz, jeśli nie mogę państwu pomóc w żaden i

Minor i Syd wstali i ruszyli do drzwi.

– Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie interesuje – powiedziała Sydney. – Chodzi mi o pańskie wsparcie dla Pomocników Bezbro

Ciemne brwi Trace’a podniosły się tak wysoko, że niemal ułożyły się w pionowe wykrzykniki.

– Co takiego? Proszę mi wybaczyć szczerość, pani Olson, ale co ta sprawa ma wspólnego z czymkolwiek, do ciężkiej cholery?

– Wsparł pan tę organizację dużą kwotą w ubiegłym roku – ciągnęła Sydney. – Ile tego było?

– Nie mam pojęcia – odparł prawnik. – Musi pani spytać mojego księgowego.

– Ćwierć miliona dolarów, zdaje mi się – powiedziała Syd.

– Na pewno ma pani rację – mruknął adwokat, otwierając szerzej drzwi. – Jest pani dobrą śledczą pani Olson. Jeśli jednak chce pani dokonać dalszych rachunków, zwierzę się pani, że moja żona i ja działamy dla… i wspieramy co najmniej dwanaście różnych instytucji charytatywnych. O którą pani pytała?

– O Pomocników Bezbro

– Tak. Pomocnicy Bezbro

– Zdaję sobie sprawę z rozmiarów filantropii, jakiej oddajecie się pan i pani Trace – odrzekła Syd. – Jest pan hojnym człowiekiem, mecenasie. I poświęcił nam pan mnóstwo swego czasu. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wyciągnęła do niego rękę. Zaskoczony adwokat zawahał się, po czym uścisnął dłoń najpierw jej, potem Darowi.

Kiedy znaleźli się na podziemnym parkingu, Minor powiedział do Sydney:

– To było interesujące. Dokąd teraz?

– Czeka nas jeszcze jeden przystanek – odparła kobieta.

Minęło sporo czasu od ostatniej wizyty Darwina w Centrum Medycznym Hrabstwa Los Angeles. Był to największy szpital w całym hrabstwie i nadal się rozrastał; w rozbudowie były właśnie oba jego skrzydła. Syd znalazła miejsce do zaparkowania na szóstym piętrze wielopoziomowego parkingu.

Szpital pachniał tak jak wszystkie tego typu instytucje, miał identycznie marne oświetlenie – tę fluorescencyjną poświatę, która przywodzi na myśl gnijącą rośli

Sydney ciągnęła go kolejnymi korytarzami, jakby oprowadzała po budynku. Pokazywała odznakę śledczej i zyskiwała dostęp do wszystkich izb przyjęć, sal nagłych przypadków, oddziałów intensywnej opieki medycznej, porodówek i sal pacjentów. Weszła nawet do umywalni przedoperacyjnej na bloku chirurgicznym.

Darwin całkiem szybko pojął cel tej wędrówki. Oprócz lekarzy, pielęgniarek, stażystów, sanitariuszy, studentów wolontariuszy, strażników, pracowników administracji, pacjentów i gości po terenie kręciło się jeszcze sporo rzucających się w oczy i

„Krucyfiks między dwiema literkami z brzuszkami” – pomyślał Darwin.

Znaleźli się w poczekalni przy jednej z sal nagłych przypadków, gdy Minor skojarzył te litery z niedawną rozmową. Personel w marynarkach z „PB” pchał wózki załadowane czasopismami, sokami owocowymi i pluszowymi misiami. Potem dostrzegli w jednej ze szpitalnych kaplic dwie kobiety w tych samych białych marynarkach. Trzymały, ściskały i pocieszały dziko płaczącą Latynoskę. Ludzie w marynarkach z „PB” byli na oddziałach intensywnej opieki medycznej, szepcząc coś – po hiszpańsku, jak zapamiętał sobie Minor – osobom najpoważniej chorym lub ra

– Pomocnicy Bezbro

– Tak – przyznała Syd. – Podczas naszego małego obchodu naliczyłam trzydziestu sześciu reprezentantów tej organizacji.

– A więc?

– Są ich tysiące, naprawdę tysiące. Tysiące ochotników współdziałających z Pomocnikami Bezbro

– No więc?

– Pomocnicy zaczęli działać jako mała katolicka organizacja dobroczy

– No dobrze. I co z tego?

– Oni wszyscy stanowią część tego, co nas interesuje, Dar. Należą do tego ogromnego i potężnego syndykatu, związanego z gangami ubezpieczeniowymi. Pomocnicy rekrutują imigrantów z całego kraju i pokazują im, jak można zarobić pieniądze: poprzez wypadki na budowach i w fabrykach, fingowane kraksy samochodowe i zwyczajne stłuczki.

– No i? – powtórzył Dar, kiedy znaleźli się w rozgrzanych samochodzie. Włączyli klimatyzację i ruszyli ku autostradzie. – Nie mówisz mi nic nowego. Odkąd powstały wielkie firmy ubezpieczeniowe, pozywanie ich do sądu zmieniło się w prawdziwy interes. Odszkodowania są dla imigrantów najszybszym sposobem wzbogacenia się w Ameryce. Przed Meksykanami i Azjatami roszczenia wysuwali Irlandczycy, Niemcy i im podobni. Dla mnie to nic nowego.

– Nowa jest skala, Darwinie – wyjaśniła Syd. – Nie mówimy o nieuczciwych klinikach, które zaciągają długi i znikają następnego dnia, ani o kilku tuzinach oszustów, których kaptuje jeden naganiacz czy dwóch. Dar, ja mówię o prawdziwej przestępczości, o zbrodni zorganizowanej na skalę kolumbijskiej mafii narkotykowej i jej działających w Stanach dealerów. – Kiwnęła głową za siebie, ku szpitalowi, od którego już się oddalali. – Lekarze i chirurdzy… prawdziwi lekarze i chirurdzy… sami oddają swoich pacjentów w ręce Pomocników Bezbro

– Rzeczywiście, w ten sposób łatwo rekrutować chętnych do fałszywych wypadków – przyznał Minor, przyglądając się wielkim, przyciśniętym do siebie domom, które stały wzdłuż drogi. – Duża sprawa.

– Sprawa warta wiele setek miliardów dolarów rocznie – powiedziała Sydney z naciskiem. – Zamierzam ustalić, kto za tym wszystkim stoi. Kto organizuje tę potworność.

Dar przypatrzył się jej i od razu zrozumiał, że kobieta jest równie rozgniewana jak on sam. Do tej pory sytuacja wydawała mu się dość zabawna. Pozwalał jej pełnić rolę swojego ochroniarza, pozwalał jej wystawiać się niczym przynęta w Parku Jurajskim, pokazywał jej swoje zabawne małe kraksy, a ona dorzucała własne opowieści… Grał Watsona, a ona była Sherlockiem Holmesem.

– Sądzisz, że stoi za tym Dallas Trace – spytał – prawdopodobnie najsławniejszy prawnik Ameryki? Główny konsultant telewizji CNN? Ten nadęty dupek z Newark w południowym Teksasie? Facet w jedwabnych koszulach i rzemykach zamiast krawatów? Naprawdę myślisz, że ktoś tak sławny jak on jest Donem Corleone południowokalifornijskiego naganiania?!

Syd zagryzła wargę.

– Nie wiem. Nie mam pojęcia, Dar. Nic mi tu nie pasuje. Ale wiele faktów prowadzi mnie do niego.

– Uważasz, że Dallas Trace zlecił zabicie własnego syna?

– Nie, lecz…

– I to on w twojej opinii zabił Esposito, Donalda Bordena i tę dziewczynę, Ge

– Nie wiem. Jeżeli…