Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 3 из 102

Rozdział pierwszy

Telefon zadzwonił kilka minut po czwartej rano.

– Lubisz wypadki, Dar, dlatego musisz przyjechać i obejrzeć ten.

– Nie lubię wypadków – odparował Darwin Minor. Nie spytał, kto dzwoni. Natychmiast rozpoznał głos Paula Camerona, chociaż nie kontaktowali się już od ponad roku. Cameron był sierżantem, funkcjonariuszem stanowej policji drogowej zwanej California Highway Patrol (w skrócie CHP) i działał w okolicach Palm Springs.

– No cóż – rzucił Cameron. – Powiedzmy zatem, że lubisz rozwiązywać łamigłówki.

Darwin odwrócił się, aby sprawdzić godzinę.

– Nie osiem minut po czwartej rano – odciął się.

– Ta jest naprawdę warta twojej uwagi – głos w słuchawce brzmiał głucho, jakby sierżant łączył się przez radio albo dzwonił z telefonu komórkowego.

– Gdzie?

– Montezuma Valley Road – odrzekł Cameron. – Z półtora kilometra w głąb kanionu, w miejscu, gdzie droga S-22 schodzi ze wzgórz w pustynię.

– Jezu Chryste – wymamrotał Darwin. – Mówisz o Borrego Springs. Będę się tam tłukł dobre dziewięćdziesiąt minut.

– Nie, jeżeli pojedziesz swoim czarnym samochodem – zarechotał Cameron. Jego chichot zlał się ze zgrzytami i zakłóceniami kiepskiego połączenia.

– Jakiego rodzaju kraksa może mnie wysłać do Borrego Springs przed śniadaniem? – spytał Dar, siadając prosto. – Wielki karambol? Kilka pojazdów?

– Nie wiemy – odparł sierżant, wciąż lekko rozbawionym tonem.

– Co to znaczy, że nie wiecie? Nie wysłałeś jeszcze nikogo na miejsce wypadku?

– Ależ ja dzwonię z miejsca wypadku! – funkcjonariusz przekrzykiwał zakłócenia.

– I nie wiesz, ile samochodów brało udział w stłuczce? – Dar miał nadzieję, że znajdzie papierosa w szufladzie stolika przy łóżku. Rzucił palenie dziesięć lat temu, tuż po śmierci żony, nadal jednak w stresujących sytuacjach odczuwał głód nikotynowy.

– Nie możemy nawet stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, jakiego rodzaju pojazd czy pojazdy uczestniczyły w zderzeniu – Cameron wypowiedział to długie zdanie powoli, oficjalnym i protekcjonalnym tonem, którego policjanci używają podczas rozmów służbowych.

– Co masz na myśli? – spytał Dar. Potarł podbródek, usłyszał odgłos przypominający tarcie papierem ściernym i potrząsnął głową. Widział mnóstwo efektów zderzeń czołowych i i

– Mówię, że nie wiemy, czy rozbił się jeden samochód, kilka samochodów, samolot czy pieprzone UFO – odparł sierżant CHP. – Jeśli tego nie zobaczysz, Darwin, będziesz żałował przez resztę swoich dni.

– Co ty…? – zaczął Dar, lecz umilkł, gdyż Cameron się rozłączył. Minor postawił nogi na ziemi i siedząc nadal na łóżku, zapatrzył się w rozciągającą się za oknami jego wysokiego mieszkania ciemność. Wymamrotał: – Cholera. – Wstał. Musiał wziąć szybki prysznic.

Dojazd z San Diego zabrał mu dokładnie pięćdziesiąt osiem minut. Acura NSX gnała nawet na ostrych kanionowych zakrętach, a na długich odcinkach prostej osiągała maksymalną prędkość. Darwin włożył przenośny wykrywacz radaru do schowka na rękawiczki, zakładał bowiem, że wszystkie pojazdy patrolujące autostradę S-22 udały się na miejsce wypadku. Zaczęło świtać, gdy Minor wjechał na ponadkilometrowy stromy zjazd i ruszył w dół, obok Ranchita ku Borrega Springs i pustyni Anza-Borrega.

„Jednym z problemów specjalisty od rekonstrukcji wypadków – myślał Dar, wrzucając trzeci bieg i bez wysiłku pokonując zacieśniający się zakręt, równocześnie wsłuchując się w cichy, gardłowy, oznaczający zmniejszanie prędkości pomruk auta, a w końcu przełączając na czwórkę i znowu pędząc – jest towarzyszące mu ciągle wspomnienie śmiertelnej w skutkach głupoty ludzkiej, którą widzi podczas jazdy niemal na każdym kilometrze każdej przeklętej autostrady”.

Acura z rykiem wspięła się na niskie, rozświetlone blaskiem przedświtu wzgórze, po czym z warkotem silnika rozpoczęła długi zjazd krętą drogą do kanionu położonego kilka kilometrów niżej.

„Na przykład tam” – myślał Minor, zerkając szybko na niczym nie wyróżniający się obszar z długą starą barierką na drewnianych słupkach wyposażonych w migające światełka. Obok był ostry zakręt. „Właśnie tam”.

Niewiele ponad pięć lat temu Darwin przyjechał w to miejsce ledwie trzydzieści pięć minut po wypadku. Szkolny autokar uderzył w starą barierkę, ściął ponad osiemnaście metrów, przeleciał nad nasypem, trzykrotnie się przetoczył, po czym zsunął się po stromym, usianym głazami stoku, spadając w wąski strumień poniżej, gdzie legł na boku z roztrzaskanym dachem. Autokar należał do wydziału szkolnictwa, rejon Desert Springs i wracał z „Ekotygodnia” – kilkudniowej górskiej wycieczki kempingowej; wiózł czterdziestu jeden szóstoklasistów i dwoje nauczycieli. Gdy Dar tu przybył, ambulanse i helikoptery Flight-For-Life wciąż zabierały poważnie ra

Minor pracował wtedy dla National Transportation Safety Board (NTSB), czyli Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu. Rok później odszedł z NTSB i został niezależnym specjalistą od rekonstrukcji wypadków drogowych i i

Przez kilka dni po wypadku Dar oglądał w telewizji programy poświęcone tej tak zwanej „straszliwej tragedii” i czytał relacje w dzie

Dar przeczytał mnóstwo artykułów wynoszących pod niebiosa bohaterstwo kierowcy. Dwie stacje telewizyjne z Los Angeles zaprezentowały reportaż na żywo ze szkolnego zebrania, podczas którego rodzice ocalałych z wypadku dzieci dziękowali kierującej kobiecie za heroiczne próby uratowania autokaru w „beznadziejnych okolicznościach”. „Nocne Wiadomości” NBC pokazały specjalny czterominutowy program nie tylko o tej kobiecie, lecz także o i

Minor tymczasem zebrał informacje. Szkolny autobus był modelem TC-2000, wyprodukowanym w 1989 roku przez Blue Bird Body Company. Okręgowy oddział szkolnictwa w Desert Springs nabył go w tym samym roku. Pojazd miał układ kierowniczy ze wspomaganiem, silnik diesla oraz czterobiegową, automatyczną skrzynię biegów AT 545, skonstruowaną przez wydział Allison Transmission firmy General Motors. Został też wyposażony w zgodny z federalnym standardem bezpieczeństwa FMVSS podwójny, pneumatyczno-mechaniczny, tarczowo-bębnowy układ hamulcowy typ 121: na przedniej osi – hamulce tarczowe, typ 20, na tylnej – bębnowe, typ 24/30 oraz dodatkowy hamulec awaryjno-parkingowy. Wszystkie hamulce miały czternastocentymetrowe napinacze pasków.

Przy siedzeniu kierowcy znajdował się biodrowy pas bezpieczeństwa, siedzenia pasażerów natomiast nie miały żadnych pasów. Darwin wiedział, że był to standard w przypadku szkolnych autokarów. Rodzice, którzy nigdy nie pozwoliliby dzieciom jechać w rodzi

Prowadząca pojazd miała – jak to wyłożyły gazety i sprawozdania telewizyjne – „doskonały poziom bezszkodowości, według danych okręgu”. Testy krwi wykonane w szpitalu natychmiast po wypadku nie wykazały żadnych śladów leków czy alkoholu. Dwa dni po kraksie Dar przeprowadził z kobietą wywiad i jej opis prawie słowo w słowo pokrywał się z zeznaniem, które złożyła w wieczór tragedii podczas przesłuchania przed CHP. Potwierdziła, że około półtora kilometra od punktu startowego, na zjeździe o niewielkim stopniu nachylenia hamulce autobusu „wydawały się dziwaczne i zbyt miękkie”. Wcześniej, gdy wduszała pedał hamulca, pojawiało się światełko ostrzegawcze, sugerujące zbyt niskie ciśnienie w układzie hamulcowym. W tym momencie autokar zaczął się wspinać na kolejne wzgórze i przez następne półtora kilometra zwalniał. Bieg automatycznie zmienił się na niższy, światełko ostrzegawcze znikło, choć mignęło jeszcze kilka razy. Prowadząca uznała, że problem sam się rozwiązał i nie widziała powodu do przerwania jazdy.

Niestety, wkrótce zaczęli kolejny długi zjazd, a wtedy hamulce „po prostu kompletnie zawiodły”. Autobus przyspieszał i kobieta za kierownicą nie mogła go zatrzymać – nie działał hamulec nożny, nie działał także ręczny. W pojeździe dało się wyczuć intensywny odór spalenizny, a znad tylnych kół unosił się dym. Kobieta wyłączyła automatyczną skrzynię biegów i ręcznie przełączyła bieg na drugi, lecz ten manewr nic nie pomógł. Chwyciła więc radio, ażeby połączyć się z dyspozytorem, musiała jednakże odłożyć mikrofon, potrzebowała bowiem obu rąk, jeśli chciała utrzymać rozszalały autobus na drodze. Przez prawie dziesięć kilometrów jakoś sobie radziła, pokrzykując czasem do uczniów i nauczycieli: „Pochylić się na lewo!” lub „Przechylcie się na prawo!”. W końcu autobus wpadł na zewnętrzną barierkę, ściął ją i runął w dół. „Nie wiem, co mogłabym wtedy jeszcze zrobić” – powiedziała kobieta podczas rozmowy i rozpłakała się. Jej opowieść zgadzała się z relacjami ocalałych dzieci i nauczyciela, z którymi Minor rozmawiał.