Страница 20 из 102
– Niż śledztwo – dokończyła za niego. – Zgadza się. A w FBI ostatecznie dziewięćdziesiąt osiem procent pracy to dochodzenie.
Dar potarł policzek.
– Pewnie. Za to jako główna oficer śledcza prokuratora stanowego możesz się zajmować tym, co bliskie twojemu sercu, a potem w odpowiednim momencie skopać drzwi frontowe w domu poszukiwanego przestępcy.
Posłała mu olśniewający uśmiech.
– Następnie zaś mogę skopać przestępców, którzy ukrywają się za tymi drzwiami.
– Często to robisz?
Uśmiech Sydney Olson osłabł, ale nie zgasł.
– Wystarczająco często, aby czerpać z tego zadowolenie.
– Dowodzisz też czasem specjalnymi ekipami dochodzeniowymi, złożonymi z przedstawicieli różnych organów ścigania. Tak jak przy południowokalifornijskiej operacji „Czystka”.
Jej uśmiech natychmiast zniknął.
– Tak – przyznała. – I mogę się założyć, że oboje… ty i ja mamy identyczną opinię na temat rozmaitych komisji śledczych, specjalnych ekip dochodzeniowych i zespołów roboczych.
– Piąte prawo Darwina – powiedział.
Syd uniosła brwi.
– Inteligencja każdego organizmu obniża się proporcjonalnie do ilości posiadanych przez niego głów – wyjaśnił.
Kobieta dopiła kawę, odstawiła ostrożnie kubek na podkładkę, pokiwała głową, po czym spytała:
– To prawo Karola Darwina czy doktora Darwina Minora?
– Nie sądzę, żeby Karol musiał kiedykolwiek zasiadać w jakiejś komisji śledczej lub współpracować z ekipami dochodzeniowymi – odparł Dar. – Pływał sobie tylko dookoła świata na statku „Beagle”, zażywał kąpieli słonecznych, a od czasu do czasu przyglądał się pożądliwie ziębom i żółwiom.
– Jakie są twoje pozostałe prawa?
– Prawdopodobnie będziesz je poznawać na bieżąco podczas naszej współpracy – odrzekł.
– Czy zatem będziemy współpracować?
Darwin rozłożył ręce.
– Wciąż usiłuję się domyślić, o co w tym wszystkim chodzi. Na razie niewiele wiem. Najprawdopodobniej stanowię dla ciebie swego rodzaju przynętę. Trzymasz się blisko mnie, bo masz nadzieję, że Przymierze wyśle przeciwko mnie kolejnych zabójców. W dodatku musisz mnie chronić. To oznacza, że nie możesz mnie spuścić z oczu przez całą dobę. Dwadzieścia cztery godziny na dobę. Niezła zabawa. – Rozejrzał się po salonie i aneksie jadalnym. – Nie jestem pewien, gdzie będziesz spała. Coś chyba jednak wymyślimy.
Sydney Olson przetarła czoło.
– W twoich snach, mój drogi. W nocy Departament Policji San Diego przyśle dodatkowe patrole. Mnie polecono obejrzeć jedynie twoje mieszkanie i zdać… cytuję: „raport oceniający jego bezpieczeństwo”. Koniec cytatu. Podpisano: Dickweed.
– No i? – spytał.
Syd znów się uśmiechnęła.
– Mogę mu szczęśliwie donieść, że mieszkasz w prawie opuszczonym magazynie, którego jedynie kilka części przekształcono w mieszkania. Na schodach nie znalazłam żadnych zabezpieczeń… chyba że uznać za strażników śpiących tam bezdomnych pijaczków. Na parterze, gdzie parkujesz swój pojazd stanowiący skrzyżowanie czołgu Sherman z autem sportowym, jest niewiele światła i również zero zabezpieczeń. Drzwi masz w porządku… wzmocnione, z trzema dobrymi zamkami i zasuwą… ale te okna to istny koszmar. Ślepy snajper bez celowania mógłby cię przez jedno z nich zastrzelić z pordzewiałego springfielda. Żadnych zasłon. Żadnych rolet. Żadnych firan. Jesteś ukrytym ekshibicjonistą, Darwinie?
– Lubię ładne widoki. – Wstał i wyjrzał przez okno kuche
Sydney przyłączyła się do niego przy oknie. Poczuł słaby zapach jej wody toaletowej. Był przyjemny, kojarzył się raczej z lasem i drzewami po deszczu niż z ciężkimi perfumami.
– Rzeczywiście, piękny widok – przyznała. – Muszę wezwać taksówkę i wrócić do Hyatta, żeby podzwonić.
– Odwiozę cię.
– Och, przestań – odparła Syd. – Skoro mamy być kumplami, musisz rycerskość odłożyć na półkę. – Zadzwoniła po taksówkę z telefonu w kuchni.
– Sądziłem wcześniej, że będziesz mnie ochraniać przez całą dobę – zauważył Dar. – Jak moglibyśmy zostać w takiej sytuacji kumplami?
Sydney poklepała go pocieszająco po ramieniu.
– Jeśli nie dostaną cię snajperzy, rosyjska mafia nie poderżnie ci gardła w tej strefie ciągłego rażenia, którą nazywasz swoim parkingiem, a jakiś narkoman nie napadnie cię i nie zabije dla samej kasy, wtedy zadzwoń do mnie następnym razem, gdy Stewart Investigations wezwą cię do jakiejś interesującej sprawy. Oficjalnie będziemy tworzyli wzorzec kraksy związanej z wymuszeniami ubezpieczeń.
– A nieoficjalnie? – spytał Dar.
– No cóż, nie istnieje żadne „nieoficjalnie” – odparła Syd, podrywając swoją ciężką torebkę i ruszając do drzwi. – Dickweed przydzielił mi biuro w gmachu sądu. Oficjalnie doceniłabym, gdybyś wpadł tam rano. Będziemy mogli postanowić, pod jakim kątem przejrzymy twoje akta. – Zanotowała swój numer na wizytówce. – I może znajdziemy wspólnie wyjaśnienie, dlaczego twoi nieżyjący już przyjaciele w skasowanym mercedesie uznali, że warto cię sprzątnąć.
– Prawdopodobnie pomylili mnie z i
– Prawdopodobnie – odburknęła Sydney. Kiedy dotarli do drzwi, odwróciła się ponownie ku niemu i mieszkaniu. Darwin odsunął zasuwę. – Ile książek masz tutaj, doktorze Minor?
Dar wzruszył ramionami.
– Przestałem liczyć po sześciu tysiącach.
– Zdaje mi się, że też mniej więcej tyle kiedyś miałam – zadumała się. – Kiedy przyjęłam stanowisko głównej oficer śledczej, rozdałam wszystkie. Moje motto brzmi: „Podróżuj z jak najlżejszym bagażem”. – Wyszła do korytarza i wycelowała w Darwina palcem. – Mówiłam poważnie. Naprawdę wpadnij do mnie do biura jutro i naprawdę dzwoń do mnie natychmiast, gdy dostaniesz telefon z propozycją ciekawej sprawy. – Wręczyła mu wizytówkę z numerami jej biura w Sacramento i pagera. Numer telefonu biura w gmachu sądu w San Diego był dopisany długopisem.
– Jasne – odrzekł Minor, czytając wizytówkę. Wydrukowano ją na drogim papierze i nie było na niej telefonu domowego Syd. – Ale pamiętaj, że to ty mnie poprosiłaś. – Podniósł wzrok. Nie widział już kobiety, prawdopodobnie zniknęła za zakrętem korytarza i skierowała się do windy. Jej buty na miękkich podeszwach nie wydawały na betonowej podłodze niemal żadnych odgłosów. – To ty mnie poprosiłaś – powtórzył, po czym wrócił do mieszkania.
– Tu Olson – odpowiedziała se
– Hej, hej, pobudka. Wstajemy, droga pani główna oficer śledcza – zagaił Dar.
– Kto mówi? – spytała Sydney półprzytomnym głosem, wymawiając całość jednym ciągiem.
– Jak szybko niektórzy nas zapominają – odciął się Darwin. – Jest czwarta dziewięć rano. Twierdziłaś, że mam cię powiadomić, jeśli otrzymam wezwanie do następnej sprawy. Jestem ubrany i gotów do wyjazdu. Poczekam na ciebie przed Hayttem całe pięć minut.
Zapanowała cisza. Minor słyszał, jak kobieta cicho oddycha.
– Dar… pamiętasz, że wspominałam o naprawdę interesującej sprawie związanej z ubezpieczeniami. Jeśli chodzi o przypadek zakłutego nożem osiemnastoletniego kierowcy na trasie I-5…
– No cóż, moja droga, na pewno doskonale wiesz, że póki nie przyjrzysz się sprawie, nigdy nie masz pewności, czy jest naprawdę interesująca. W każdym razie wybiera się także Larry, a on rzadko mnie prosi o spotkanie na miejscu wypadku.
– Dobrze, już dobrze – mruknęła. – Będę przed wejściem za pięć minut!
– Zostały ci już tylko cztery – odparował Dar i rozłączył się.
Drogi były prawie puste, więc Darwin dość szybko dojechał do Piątej Alei, a potem skierował się na północ, obok La Jolla.
– Słyszałaś o La Jolla Joya? – spytał, gdy światła sodowych lamp ulicznych przesuwały się przez przednią szybę auta i omywały ich twarze.
– Brzmi jak sceniczne imię striptizerki – odparła Syd, wciąż pocierając policzki i usiłując się rozbudzić.
– Tak – przyznał. – To jednak nazwa najmodniejszego obecnie terenu koncertowego w San Diego. Występują tam głównie zespoły rockowe. Leży na wzgórzach, na zachód stąd… właściwie bliżej Del Mar, tylko że Del Mar Joya nie brzmiałoby tak samo dobrze.
– Nawet w przybliżeniu – zgodziła się Sydney. Jej głos miał w sobie zmęczoną nutę charakterystyczną dla osób, które pracują codzie
– To prawda. W każdym razie tam się właśnie kierujemy. Do tej pory koncert już się prawdopodobnie skończył, ale został po nim przynajmniej jeden trup.
– Pchnięty nożem? – spytała Syd. – Sprawka Hell’s Angels, jak na festiwalu w Altamont? A może przygniótł go gnający tłum?
Dar wbrew sobie się skrzywił.
– Nie wezwaliby nas do żadnego z takich przypadków. Widzisz, miasto bardzo się stara dbać o bezpieczeństwo widzów koncertów rockowych na stadionach i w halach. Wysyłają sporo policji… Szczególnie gdy gra grupa heavymetalowa… No i…
– Kto występował dziś jako główna atrakcja? – przerwała.
– Metallica – odparł Darwin.
– Taaa, świetnie! – mruknęła z entuzjazmem typowym dla kogoś, komu zalecono przed endoskopią wlew doodbytniczy kontrastu.
– Tak czy owak – kontynuował Minor – właściciel terenu, liczącego ponad sześćdziesiąt pięć hektarów, stara