Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 67 из 85

27

Cholera! – powiedziałam głośno do siebie.

Birdie przyszedł za mną na górę. Na dźwięk moich słów znieruchomiał, opuścił łepek i patrzył na mnie w bezruchu,

– Cholera!

Nikt mi nie odpowiedział.

Ryan miał rację. Kathryn była zmie

– Uciekła, Bird. Co mogę teraz zrobić?

Kot nie miał żadnych propozycji, więc zrobiłam to, co zawsze w takich przypadkach: kiedy czuję się niespokojna, zabieram się do pracy.

Wróciłam do kuchni. Drzwi były uchylone i wiatr rozrzucił zdjęcia z autopsji.

Czy na pewno wiatr? Raport Hardawaya leżał tam, gdzie go zostawiłam.

Czy Kathryn obejrzała zdjęcia? Czy to, co zobaczyła, wywołało panikę?

Czując kolejną falę winy usiadłam i ułożyłam zdjęcia.

Oczyszczone z całunu larw i osadów, ciało Je

Rany cięte. Setki. Niektóre okrągłe, i

Zbadałam kilka zbliżeń. Rany na klatce piersiowej miały gładkie, czyste krawędzie, ale pozostałe były poszarpane i nierówne. Głęboka rana cięta biegła naokoło prawego ramienia, odsłaniając poszarpane ciało i rozszczepioną kość.

Potem przyjrzałam się zdjęciom czaszki. Chociaż zaczął się już proces martwiczy, większość włosów była na miejscu. Z tylu czaszki, przez splątane włosy prześwitywała kość, jakby brakowało kawałka skalpu.

Już to kiedyś widziałam. Gdzie?

Odłożyłam zdjęcia i otworzyłam raport Hardawaya.

Dwadzieścia minut później oparłam się wygodnie i zamknęłam oczy.

Prawdopodobna przyczyna śmierci: wykrwawienie wskutek pchnięcia nożem. Rany o gładkich brzegach na klatce piersiowej spowodowało gładkie ostrze, które naruszyło kilka naczyń krwionośnych. Rozkład uniemożliwił patologowi dokładne określenie powodu i

Resztę dnia spędziłam pracowicie. Napisałam raporty w sprawie Je

O drugiej zadzwonił Ryan, aby mi powiedzieć, że przypadek Je

Ja powiedziałam mu o zniknięciu Kathryn i wysłuchałam jego zapewnień, że to nie moja wina. Powiedziałam mu też o Birdiem.

– Nareszcie jakieś dobre wiadomości.

– Chociaż tyle. Wiesz już coś nowego o A

– Nie.

– A o Teksasie?

– Nadal czekam. Dam ci znać, jak tylko czegoś się dowiem.

Odkładając słuchawkę poczułam futerko ocierające się o moją kostkę, spojrzałam w dół: Birdie kreślił ósemki między moimi stopami.

– Co, Bird, może byśmy coś zjedli?

Mój kot pasjami uwielbia psie zabawki do żucia. Tłumaczyłam mu, że takie rzeczy są dla psów, ale to go nie przekonało.

Z kuche

Birdie przebiegł przez pokój, odbił się i rzucił na swoją zdobycz. Wyprostował się, złożył kość między przednimi łapkami i zaczął ją obgryzać.

Patrzyłam na to, zastanawiając się, co go tak ciągnie do tego oślizłego kawałka skóry.

Kot najpierw obgryzł jeden róg, a potem obrócił zabawkę i zajął się drugą stroną. Kość wyślizgiwała mu się z obu stron, więc przytrzymał ją sobie i zatopił w niej kły.

Przyglądałam mu się w osłupieniu.

Czy to było to?

Podeszłam do niego, kucnęłam i zabrałam mu zabawkę. Położył mi przednie łapki na kolanach i stając na tylnych próbował odzyskać skarb.

Patrzyłam na pogryziony kawałek skóry i serce biło mi szybciej.

Słodki Jezu.

Pomyślałam o dziwnych ranach w ciele Je

Pobiegłam do salonu po szkło powiększające, potem z powrotem do kuchni i przetrząsnęłam zdjęcia Hardawaya. Wybrałam zdjęcia głowy i obejrzałam je pod lupą.

To miejsce nie było spowodowane rozkładem. Kosmyki, które zostały, mocno się trzymały skóry. Usunięty kawałek skóry i włosów był idealnie prostokątny, a jego brzegi były poszarpane.

Ten kawałek został zdarty z głowy.

Pomyślałam, co to może znaczyć.

I jeszcze o czymś.

Czy mogłam być aż taka ślepa? Czy z góry wyrobiona opinia mogła przysłonić mi coś tak oczywistego?

Chwyciłam klucze i torebkę i wybiegłam z domu.

Czterdzieści minut później byłam na uniwersytecie. Kości niezidentyfikowanej ofiary z Murtry leżały jak wyrzut sumienia na moim stole laboratoryjnym.

Jak mogłam być taka nieuważna?

“Nigdy nie zakładajcie, że jest tylko jedna przyczyna". Słowa mojego mentora sprzed wielu lat.

Wpadłam w pułapkę. Kiedy zobaczyłam, jak zniszczone są kości, pomyślałam o szopach i sępach. Nie przyjrzałam się bliżej. Nie zrobiłam pomiarów.

Zrobiłam to teraz.

Chociaż zwierzęta bardzo zniszczyły szkielet, były też rany zadane przed śmiercią.

Dwa otwory w kości potylicznej powiedziały mi najwięcej. Każda miała pięć milimetrów, leżały w odległości trzydziestu pięciu milimetrów od siebie, Nie zrobił ich sęp, a rozstaw był zbyt duży jak na szopa.

To wyglądało na dużego psa. Tak samo jak równolegle biegnące zadrapania na kościach czaszki, podobne otwory w obojczyku i mostku.

Je

Carole Comptois, ofiara z Montrealu, która została powieszona za nadgarstki i torturowana, też była atakowana przez psy. To jest doszukiwanie się związków, Bre

Do tej pory sceptycyzm nic dla nich nie zrobił. Nie byłam przekonana co do ataku zwierząt. Wątpiłam w związek Heidi Schneider z Domem Owensem i nie widziałam nic, co mogłoby łączyć go z Je

Od tej chwili będę szukać związków. Jeżeli istnieje najmniejsza możliwość, że Carole Comptois i kobiety z wyspy Murtry mają ze sobą cokolwiek wspólnego, to ją wezmę pod uwagę.

Zadzwoniłam do Hardaway'a, choć nie spodziewałam się, że będzie tak długo pracował w sobotę. Nie pracował. Ani on, ani LaManche, patolog, który wykonał autopsję Comptois. Obu zostawiłam wiadomości.

Sfrustrowana wzięłam kartkę papieru i zaczęłam spisywać to, co wiedziałam.

Je

Na szkielecie ofiary zakopanej z Je

Rohypnol stwierdzono także u obu ofiar znalezionych razem z Heidi j Schneider i jej rodziną w St-Jovite.

Znaleziono go również w ciałach na miejscu morderstwa/samobójstwa w Solar Temple.

Solar Temple miało swoje ośrodki w Quebecu i w Europie. Z domu w St-Jovite ktoś dzwonił do komuny na wyspie Świętej Heleny.

Obie posiadłości należą do Jacquesa Guilliona, który także miał posiadłość w Teksasie,

Jacques Guillion jest Belgiem.

Jedna z ofiar w St-Jovite, Patrice Simo

Heidi Schneider i Brian Gilbert związali się z grupą Owensa w Teksasie i trafili tam, kiedy przyszły na świat ich dzieci. Wyjechali z Teksasu i zostali zamordowani. W St-Jovite.

I oni, i Simo

Carole Comptois zginęła niecałe trzy tygodnie temu. Popatrzyłam na kartkę. Dziesięć. Dziesięć osób zginęło. Może w ten sam dzień. Dzień śmierci… Ofiary znajdowaliśmy dzień po dniu, ale oni wszyscy umarli mniej więcej w tym samym czasie. Kto będzie następny? W jakiż to piekielny krąg zstąpiliśmy?

Kiedy wróciłam do domu, zaraz usiadłam przed komputerem, by przejrzeć mój raport o szkielecie z Murtry i uzupełnić go o opis ran zadanych przez zwierzęta. Potem wydrukowałam go, by spokojnie przeczytać.

Skończyłam, gdy kurant zegara odśpiewał cały refren Westminsteru i wybił sześć razy. Mój żołądek dał mi znać, że od śniadania nic nie jadłam.

Wyszłam na patio i zebrałam trochę bazylii i szczypiorku. Potem pocięłam na kawałki ser, wyjęłam z lodówki jajka i wszystko razem wymieszałam.

Opiekłam kolejnego bajgia, nalałam dietetyczną colę do szklanki i wróciłam do biurka w salonie.

Przeczytałam listę, którą zrobiłam na uniwersytecie, i przyszło mi coś do głowy,

Od zniknięcia A

Przeszła mi ochota na jedzenie. Odeszłam od biurka, by wylądować na kanapie. Położyłam się i pozwoliłam moim myślom płynąć i tworzyć skojarzenia.

Najpierw pomyślałam o nazwiskach. Schneider. Gilbert. Comptois. Simo

Nic.

Wiek. Cztery miesiące. Osiemnaście lat. Dwadzieścia pięć. Osiemdziesiąt.

Żadnego związku. Miejsca. St-Jovite. Wyspa Świętej Heleny.

Związek?

Święci. Czy to może coś znaczyć? Zapisałam, żeby zapytać Ryana, gdzie dokładnie znajduje się posiadłość Guilliona w Teksasie.

Przygryzłam paznokieć kciuka. Dlaczego Ryan tak długo nie dzwoni?

Spojrzałam na półki zajmujące sześć z ośmiu ścianek mojej werandy. Od podłogi do sufitu same książki. To jedyna rzecz, której nie potrafię się pozbyć. Naprawdę musiałabym je przejrzeć i niektóre wyrzucić. Posiadam mnóstwo tekstów, których już nigdy nawet nie otworzę, niektóre jeszcze z czasów studenckich.

Uniwersytet.