Страница 30 из 85
12
Spałam niespokojnie, a kiedy się obudziłam, świeciło słońce i wokół panowała cisza. Mój umysł postanowił zanalizować i zebrać w nocy wszystkie wydarzenia ostatnich kilku dni. Zaginieni studenci. Bandyci. Święci. Zamordowane dzieci i babcie. Harry. Ryan. Harry i Ryan. Wszystko skończyło się o świcie, bez większych sukcesów.
Przewróciłam się na plecy i ból w szyi przypomniał mi o wydarzeniach ostatniej nocy. Napinałam i rozciągałam szyję, nogi i ręce. Całkiem nieźle. W świetle poranka napaść wydawała się nielogiczna i wyimaginowana. Ale wspomnienie strachu było bardzo rzeczywiste.
Leżałam przez chwilę badając ubytki w twarzy i nasłuchując jakichkolwiek dźwięków dowodzących obecności mojej siostry. Partie twarzy obolałe. Dźwięków żadnych.
Za dwadzieścia ósma wygramoliłam się z łóżka i chwyciłam moją sfatygowaną starą podomkę i kapcie. Drzwi do pokoju gości
Na lodówce znalazłam przylepioną karteczkę wyjaśniającą zniknięcie dwóch kubeczków jogurtu z lodówki i informującą, że Harry wróci po siódmej. Dobrze. Była w domu, ale czy spała tutaj?
– A kogo to obchodzi – powiedziałam do siebie, sięgając po kawę w ziarenkach.
Właśnie wtedy zadzwonił telefon. Zamknęłam puszkę i poszłam do salonu odebrać.
– Tak.
– Cześć, mamo. Ciężka noc?
– Przepraszam, kochanie. Co słychać?
– Będziesz w Charlotte za dwa tygodnie?
– Wracam w poniedziałek i będę tam aż do pierwszych dni kwietnia, bo wtedy jadę na spotkanie Antropologii Naukowej w Oakland. Dlaczego pytasz?
– Myślałam o tym, żeby przyjechać na kilka dni. Chyba nic nie wyjdzie z tego wyjazdu na plażę.
– Świetnie. Cieszę się, że będziemy trochę razem. Przykro mi, że nic nie wyszło z twojego wyjazdu. – Nie pytałam, dlaczego. – Zatrzymasz się u mnie czy u taty?
– Zobaczę.
– No, dobrze. W szkole wszystko w porządku?
– Jasne. Podoba mi się psychologia. Profesor jest super. Kryminologia jest też niezła. Nie musimy niczego oddawać na czas.
– Hm. A jak się ma Aubrey?
– Kto?
– To chyba odpowiedź na moje pytanie. A ten pryszcz?
– Zniknął.
– Dlaczego wstałaś tak wcześnie w sobotę?
– Muszę napisać pracę na kryminologię. Napiszę coś o profilowaniu, może dorzucę coś z psychologii…
– Myślałam, że nie musicie niczego oddawać na czas.
– Miała być skończona dwa tygodnie temu.
– Aha.
– Pomożesz mi wymyślić coś do pracy na antropologię?
– Oczywiście.
– Nic rozbudowanego. To ma być coś, co mogłabym zrobić w jeden dzień.
Usłyszałam piknięcie.
– Katy, mam drugi telefon. Pomyślę o twojej pracy. Daj mi znać, kiedy przyjeżdżasz do Charlotte.
– Na pewno.
Przełączyłam się i ze zdumieniem usłyszałam głos Claudela.
– Claudel ici .
Jak zwykle żadnego powitania i przeprosin z powodu dzwonienia w sobotę rano. Przechodził od razu do rzeczy.
– Czy A
Serce mi podskoczyło w piersiach. Claudel nigdy nie dzwonił do mnie do domu. A
Przełknęłam ślinę i odpowiedziałam:
– Nie sądzę.
– Ma dziewiętnaście lat…
– Tak.
Przed oczami stanęła mi twarz siostry Julie
– …caracteristiąues physiques ?
– Przepraszam. Nie zrozumiałam,
Powtórzył pytanie. Nie miałam pojęcia, czy A
– Nie wiem. Będę musiała zapytać kogoś z rodziny.
– Kiedy widziano ją po raz ostatni?
– W czwartek. Panie Claudel, dlaczego zadaje mi pan te wszystkie pytania?
Przeczekałam jego pauzę. W tle słyszałam gwar i pomyślałam, że zapewne dzwoni z pokoju wydziału zabójstw.
– Dziś wcześnie rano znaleziono białą kobietę, nagą, nie wiadomo, kto to jest.
– Gdzie? – Serce podeszło mi do gardła.
– Ile des Soeurs. Z tyłu wyspy jest las i staw. Ciało znaleziono – zawahał się – na brzegu.
– I co z nim? – Wstrzymałam oddech.
Przez chwilę rozważał moje pytanie. Znowu widziałam jego spiczasty nos, blisko osadzone oczy, które zwężały się, kiedy myślał.
– Ofiara została zamordowana. Okoliczności są… – Znowu wahanie. -…niezwykłe.
– Proszę mi powiedzieć. – Przełożyłam słuchawkę do drugiej ręki i wolną dłoń wytarłam o szlafrok.
– Ciało znaleziono w kadłubie starego parowca. Stwierdzono wielokrotne rany. LaMache dzisiaj przeprowadzi sekcję.
– Jakie rany? – Wpatrywałam się w kropki na moim szlafroku. Wciągnął głęboko powietrze.
– Wiele ran dźganych i ślady wiązania wokół nadgarstków. LaManche podejrzewa, że w grę wchodzi też atak zwierzęcia.
Denerwował mnie jego zwyczaj depersonalizacji. Biała kobieta. Ofiara. Ciało. Nadgarstki. Żadnego nawet zaimka osobowego.
– I ofiara mogła być poparzona – ciągnął,
– Poparzona?
– LaManche będzie później wiedział więcej. Dziś zrobi sekcję.
– Jezu. – Chociaż jeden z patologów w laboratorium jest zawsze uchwytny, rzadko kiedy przeprowadza się autopsję w weekendy. To musiało być niezwykłe morderstwo. – Od jak dawna nie żyje?
– Ciało nie było zamarznięte, więc na dworze leżało mniej niż dwanaście godzin. LaManche postara się określić czas śmierci. Nie chciałam zadawać następnego pytania.
– Dlaczego uważacie, że to jest A
– Wiek i opis pasują.
Poczułam się trochę słabo.
– Do jakich cech fizycznych się odnieśliście?
– Ofiara nie ma dwóch zębów trzonowych.
– Zostały usunięte? – Poczułam się głupio, jak tylko zadałam to pytanie.
– Doktor Bre
– Zadzwonię do ciotki A
– Ja mogę…
– Nie. Ja to zrobię. Muszę z nią jeszcze o czymś pomówić.
Podał mi numer swojego pagera i odłożył słuchawkę.
Drżącą ręką wybiłam numer klasztoru. Zobaczyłam przestraszone oczy spoglądające spod grzywki.
Zanim zdążyłam pomyśleć, jak sformułować pytania, siostra Julie
– Wiem, że stało się coś złego. – Mówiła cicho, ale wyczuwałam napięcie.
Zapytałam, czy A
– Siostro, znaleziono młodą kobietę…
Usłyszałam szelest materiału i wiedziałam, że się przeżegnała.
– Muszę zadać siostrze kilka osobistych pytań dotyczących siostry siostrzenicy.
– Rozumiem. – Prawie niesłyszalnie.
Zapytałam o zęby i tatuaż.
Na sekundę zapadła cisza i nagle ze zdumieniem usłyszałam jej śmiech.
– O nie, nie, to nie jest A
Słowa płynęły strumieniem. Czułam jej ulgę po drugiej stronie linii.
– Ale, siostro, jest możliwe…
– Nie. Znam moją siostrzenicę. Ma wszystkie zęby. Nie jest z nich zadowolona, ale je ma. – Znowu nerwowy śmiech. – I żadnych tatuaży, dzięki Bogu.
– Miło mi to słyszeć. Ta młoda kobieta to prawdopodobnie nie jest A
– To na pewno nie ona.
– Tak. Ale detektyw Claudel musi się upewnić. Taka formalność.
– Rozumiem. I pomodlę się za rodzinę tej biednej dziewczyny.
Podała mi nazwisko dentysty A
– Ona jest pewna, że A
– No jasne. Przecież nie obwieściła ciotce zako
– Niby tak…
Parsknął.
– Ale jest przekonana, że A
– A kto ma braki w uzębieniu?
Myślałam dokładnie tak samo.
– Raczej nie ci ze zdrowymi zębami.
– Zgadza się.
– I ciocia także uważa, że A
– Tak właśnie powiedziała.
– A
– O. – Dziwne uczucie objęło okolice mojego żołądka.
Poprosiłam Claudela, by informował mnie na bieżąco i odłożyłam słuchawkę. Wątpiłam, czy tak zrobi.
Wzięłam prysznic, ubrałam się i w biurze byłam przed wpół do dziesiątej. Dokończyłam mój raport dotyczący Elisabeth Nicolet, opisując i wyjaśniając własne obserwacje, jak to zwykle miało miejsce we wszystkich sądowych przypadkach. Żałowałam, że nie mogę włączyć informacji pozyskanych z dzie
Po wydrukowaniu raportu kilka godzin spędziłam na robieniu zdjęć. Byłam spięta i niezdarna, co sprawiło, że nie szło mi układanie kości. O drugiej kupiłam sobie kanapkę w kafeterii i jadłam ją równocześnie dokonując korekty moich wyników badań Mathiasa i Malachy'ego. Umysł jednak skoncentrowany był na telefonie i trudno mi było całą uwagę poświęcić temu, co robię.
Właśnie kserowałam dzie
– To nie jest pani młoda kobieta.
Popatrzyłam mu w oczy.
– Naprawdę?
Przytaknął.
– A kto to jest?
– Nazywała się Carole Comptois. Kiedy testy dentystyczne wykluczyły Goyette, pobraliśmy odciski i to było to. Trzeba było wydać kilka nakazów aresztowania.
– Wiek?
– Osiemnaście lat.
– Jak zginęła?
– LaManche właśnie kończy autopsję.
– Jacyś podejrzani?
– Wielu. – Przez chwilę patrzył mi w twarz, nic nie mówił i wyszedł.