Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 54 из 87

29

Usiadłem na łóżku.

– Le

Upewnił się, że drzwi są zamknięte.

– Tak – powiedział. – Oni uważają, że ty to zrobiłeś.

Poprawka: myślą, że zrobiłeś to razem z Rachel. Mieliście romans.

Ona zastrzeliła swojego męża – nie wiem, czy sądzą, że miałeś z tym coś wspólnego, czy nie – a potem razem zastrzeliliście Monice, zrobiliście nie wiadomo co z Tarą i postanowiliście naciągnąć teścia.

– To nie ma sensu.

Le

– Zostałem postrzelony, pamiętasz?

– Tak.

– I co, sam się postrzeliłem?

– Nie wiem. Jednak nie wolno ci już z nimi rozmawiać.

Teraz mają dowód. Możesz do upojenia zaprzeczać, że miałeś romans z Rachel. Jest faktem, że Monica podejrzewała cię o coś i wynajęła prywatnego detektywa. Jezu, tylko pomyśl. Ten prywatny detektyw zrobił swoje. Zrobił te zdjęcia i dostarczył je Monice. Potem twoja żona zginęła, córka została porwana, a teść stracił dwa miliony dolców. Minęło półtora roku. Teść znów traci dwa miliony, a ty i Rachel kłamiecie, że nie łączy was romans.

– Wcale nie kłamiemy.

Le

– A co z tym, co powiedziałem – spróbowałem mu przypomnieć – że nikt nie robiłby czegoś takiego? Przecież mogłem po prostu zagarnąć te dwa miliony okupu, no nie? Nie musiałem wynajmować faceta z samochodem i dzieciakiem.

A co z moją siostrą? Uważają, że ją też zamordowałem?

– Te zdjęcia – powiedział cicho Le

– Nic o nich nie wiedziałem.

Prawie na mnie nie patrzył, ale to nie powstrzymało go od aluzji do naszego dzieciństwa. – Taak, słowo skauta.

– Nie, naprawdę nic o nich nie wiedziałem.

– I nie widziałeś jej aż do tamtego spotkania w supermarkecie?

– Oczywiście, że nie. Przecież wiesz. Nie ukrywałbym tego przed tobą.

Nieco zbyt długo zastanawiał się nad tym stwierdzeniem.

– Mogłeś ukryć to przed Le

– Nie, nie mogłem. A nawet gdybym mógł, to w żadnym razie nie zataiłbym tego przed Le

– Nie powiedziałeś żadnemu z nich o żądaniu okupu – przypomniał łagodnie.

No tak.

– Nie chcieliśmy nikogo w to mieszać, Le

– Rozumiem – skłamał. Nie mogłem mieć mu tego za złe. – Jeszcze jedno. W jaki sposób znalazłeś tę płytkę schowaną w piwnicy?

– Odwiedziła mnie Dina Levinsky.

– Stuknięta Dina?

– Było jej ciężko. Nie masz pojęcia jak bardzo.

Le

– Nie rozumiem. Co ona robiła w twoim domu?

Opowiedziałem mu ojej wizycie. Le

Kiedy skończyłem, to ja zapytałem:

– No i co?

– Powiedziała ci, że już jej lepiej? I że jest mężatką?

– Tak.

– To bujda.

Zamarłem.

– Skąd wiesz?

– Prowadzę sprawy jej ciotki. Dina Levinsky wielokrotnie przebywała w zakładzie dla nerwowo chorych. Przed kilkoma laty odsiedziała kilka miesięcy za czy

– Musimy to przemyśleć – rzekł Le

– Taak, dobrze.

– I obiecaj mi, że już nie będziesz z nimi rozmawiał. Jest prawie pewne, że zechcą cię aresztować. – Podniósł rękę, uciszając mnie, zanim zdążyłem zaprzeczyć. – Mają dość dowodów, by uzyskać nakaz aresztowania, a może nawet wyrok skazujący. To prawda, że jeszcze nie dopięli sprawy na ostatni guzik. Pomyśl jednak o sprawie Skakela. Mieli jeszcze mniej dowodów, a jednak został skazany. Dlatego obiecaj mi, że nic im nie powiesz, jeśli tutaj wrócą.

Obiecałem, ponieważ policja znów była na złym tropie.

Współpracując z nimi, nie odzyskałbym córeczki. Na tym stanęło.

Le

Spełnił moją prośbę. Mimo to w pokoju nie zrobiło się ciemno. W salach szpitalnych nigdy nie jest całkiem ciemno. Usiłowałem zrozumieć, co się stało. Tickner zabrał ze sobą te dziwne zdjęcia. Żałowałem, że ich nie zostawił. Chciałem lepiej im się przyjrzeć, gdyż w żaden sposób nie potrafiłem wytłumaczyć sobie ich istnienia. Czy były prawdziwe? Nie można było wykluczyć fotomontażu, szczególnie teraz, w wieku cyfrowej fotografii i obróbki. Może to było właściwe wyjaśnienie?

Może po prostu zostały zręcznie zmontowane? Ponownie zacząłem zastanawiać się nad wizytą Diny Levinsky. O co naprawdę jej chodziło? Dlaczego zapytała, czy kochałem Monice? Dlaczego sądziła, że wiem, kto mnie postrzelił? Rozmyślałem nad tym wszystkim, kiedy otworzyły się drzwi. – Czy w tym pokoju leży facet zwany Ogierem w Kitlu?

Przyszła Zia.

– Cześć.

Weszła i skwitowała moją horyzontalną pozycję niedbałym machnięciem ręki. – To ma usprawiedliwić twoją nieobecność w pracy?

– Zeszłej nocy miałem być pod telefonem, tak?

– Uhm.

– Przepraszam.

– Ponieważ cię nie złapali, wyciągnęli mnie z wyra. Dodam, że przerwali mi przyjemny erotyczny sen. – Zia kciukiem wskazała drzwi. – Tamten wielki czarnoskóry facet na korytarzu.

– Ten z ciemnymi okularami zsuniętymi na czubek wygolonej głowy?

– To on. Policjant?

– Agent FBI.

– Jest nadzieja, że zdołasz nas poznać? Wynagrodziłbyś mi ten przerwany sen.

– Spróbuję to zrobić, zanim mnie aresztuje.

– Może być i potem.

Uśmiechnąłem się. Zia usiadła na brzegu łóżka. Opowiedziałem jej, co się stało. Nie wysuwała swoich teorii. Nie zadawała pytań.

Tylko słuchała i kochałem ją za to. Właśnie doszedłem do tego, że jestem teraz głównym podejrzanym, kiedy zadzwonił mój telefon komórkowy. Jako lekarze, oboje byliśmy zdziwieni. W szpitalu obowiązuje kategoryczny zakaz używania komórek. Pospiesznie chwyciłem aparat i przyłożyłem do ucha.

– Marc?

Dzwoniła Rachel.

– Gdzie jesteś?

– Jadę za pieniędzmi.

– Co?!

– Zrobili dokładnie tak, jak przewidywałam – powiedziała.

– Wyrzucili torbę, ale nie znaleźli nadajnika w paczce banknotów.

Teraz jadę w kierunku Harlem River Drive. Oni są najwyżej półtora kilometra przede mną.

– Musimy porozmawiać – powiedziałem.

– Czy znalazłeś Tarę?

– To było oszustwo. Widziałem to dziecko, które przy wieźli. To nie była moja córka.

Zapadła chwila ciszy.

– Rachel?

– Kiepsko się czuję, Marc.

– Co ci jest?

– Zostałam pobita. W parku. Nic poważnego, ale potrzebuję twojej pomocy.

– Zaczekaj chwilę. Mój samochód został na parkingu. Czym za nimi jedziesz?

– Zauważyłeś furgonetkę zieleni miejskiej w pobliżu parku? – Tak.

– Ukradłam ją. To stary grat, łatwo poszło. Pomyślałam, że do rana nikt nie zauważy jego braku.

– Oni uważają, że to nasza robota, Rachel. Podejrzewają, że mamy romans. Pokazali mi zdjęcia, które były na tym kompakcie. Jesteś na nich ty przed szpitalem, w którym pracuję.

Zapadła cisza, przerywana tylko szumem zakłóceń.

– Rachel?

– Gdzie jesteś? – zapytała.

– W szpitalu New York Presbyterian.

– Jesteś cały?

– Trochę potłuczony, ale owszem, cały.

– Jest tam policja?

– I federalni. Facet nazwiskiem Tickner. Znasz go?

Odparła cicho:

– Tak. – I zaraz dodała: – Jak chcesz to rozegrać?

– Co masz na myśli?

– Czy chcesz nadal ich śledzić? Czy też przekazać to Ticknerowi i Reganowi?

Wolałbym, żeby była przy mnie. Żebym mógł zapytać ją o zdjęcia i telefon do mojego domu. – Nie jestem pewien, czy to ma jakieś znaczenie – odparłem. – Miałaś rację. To byli naciągacze. Pewnie przysłali włosy jakiegoś i

Znowu cisza.

– Co ty na to? – spytałem.

– Wiesz, jak wykonuje się badanie DNA? – zapytała.

– Nie bardzo.

– Nie mam czasu na wyjaśnianie ci tego, ale próby wykonuje się na kolejnych warstwach. Po pewnym czasie wyniki układają się w logiczną całość. Potrzeba co najmniej dwudziestu czterech godzin, zanim uzyskamy absolutnie pewny wynik.

– A więc?

– Właśnie dzwoniłam do mojego analityka. Zostało jeszcze osiem godzin. Jednak już teraz można powiedzieć, że ten drugi kosmyk, który przysłali Edgarowi…

– Co z nimi?

– Ich DNA jest zgodny z twoim. – Nie byłem pewien, czy się nie przesłyszałem. Rachel wydała dźwięk, który mógł być westchnieniem. – Inaczej mówiąc, nie wykluczył, że jesteś ojcem.

A nawet wprost przeciwnie.

O mało nie upuściłem telefonu. Zia zauważyła to i przysunęła się bliżej. Znowu skupiłem się i wziąłem w garść. Opanuj się. Myśl.

Rozważyłem możliwości. Tickner i Regan nigdy mi nie uwierzą. Nie wypuszczą mnie stąd. Pewnie nas aresztują. A przecież gdybym im powiedział, może zdołałbym dowieść naszej niewi

Czy to możliwe, że moja córeczka jeszcze żyje?

Oto najważniejsze pytanie. Jeśli żyje, to powinienem trzymać się pierwotnego planu. Współpraca z przedstawicielami organów ścigania, szczególnie teraz, kiedy byłem ich głównym podejrzanym, była bez sensu. A załóżmy, że porywacze -jak twierdzili w swoich listach – naprawdę mieli wśród nich informatora? W tym momencie ten, kto zabrał torbę z pieniędzmi, nie wiedział, że Rachel go tropi. A co mogło się stać, gdybym wciągnął w to policję i FBI?

Czy porywacze nie wpadną w panikę i nie popełnią jakiegoś głupstwa? Powinienem zastanowić się nad jeszcze jedną sprawą. Czy nadal ufam Rachel? Te zdjęcia nadwątliły moje zaufanie. Już nie wiedziałem, w co wierzyć. Mimo to nie miałem i

– Poradzimy sobie, Marc.

– Zatem już jadę.

Rozłączyłem się i spojrzałem na Zię.