Страница 13 из 87
4
Chciałem zapomnieć o wszystkim i znów leżeć nieprzytomny w szpitalu. Chciałem, żeby znowu podano mi ten środek znieczulający w kroplówce. Miałem wrażenie, że zdarto ze mnie skórę. Jakby zostały odsłonięte. Odczuwałem wszystko z bolesną intensywnością.
Byłem przerażony i bezradny. Strach zamknął mnie w izolatce, a bezsilność – ta straszna świadomość, że zawiodłem i nic nie mogę zrobić, żeby pomóc mojemu dziecku – wpakowała mnie w kaftan bezpieczeństwa i zgasiła światło. Być może zaczynałem powoli tracić zmysły. Dni płynęły powoli w gęstej jak syrop mgle.
Przeważnie tkwiłem przy telefonie – a właściwie kilku telefonach.
Domowym, komórkowym i aparacie przysłanym mi przez porywacza.
Kupiłem do niego ładowarkę, żeby komórka nadal działała.
Siedziałem na kanapie. Telefony miałem pod ręką. Próbowałem nie patrzeć na nie cały czas, a nawet oglądać telewizję, gdyż pamiętałem stare powiedzenie o czajniku, w którym woda nigdy się nie zagotuje. Mimo to wciąż zerkałem na te przeklęte telefony, jakbym obawiał się, że jakimś cudem znikną, siłą woli usiłując zmusić je do dzwonienia. Ponownie próbowałem wykorzystać tę nadprzyrodzoną więź między ojcem a córką, tę, która przedtem kazała mi wierzyć, że Tara nadal żyje. Wydawało mi się, że wciąż wyczuwam jej puls (a przynajmniej tak sobie wmawiałem), lecz teraz znacznie słabszy.
„Nie będzie drugiej szansy”.
Moje poczucie winy pogłębiał fakt, że zeszłej nocy śniłem nie o Monice, lecz o i
– Pewnie, mamo, siła jest najważniejsza. Może jeśli zrobię milion pompek, to ją nam przywróci.
Mama pokręciła głową, nie dając się sprowokować. Zachowywałem się okropnie. Przecież ona także cierpiała. Jej wnuczka zaginęła, a syn był w straszliwym stanie. Westchnęła i wróciła do kuchni. Nie przeprosiłem. Tickner i Regan często mnie odwiedzali. Na ich widok przypominał mi się cytat z Szekspira, ten o wrzawie i gniewie, które nic nie znaczą. Opowiadali mi o rozmaitych cudach techniki, jakie wykorzystywano do poszukiwań Tary: o badaniach DNA, odciskach palców, kamerach wideo na lotniskach, dworcach kolejowych i kasach na autostradach, o bazach danych i laboratoriach. Rzucali takimi wypróbowanymi banałami, jak „szukamy wszędzie” i „sprawdzamy wszelkie możliwości”.
Potakiwałem. Kazali mi oglądać katalogi zdjęć, lecz na żadnym z nich nie było porywacza we flanelowej koszuli.
– Sprawdziliśmy B amp; T Electricians – powiedział mi pierwszego wieczoru Regan. – Firma istnieje, jej samochody mają znaki przyczepiane za pomocą magnesów, można więc je odczepić.
Ktoś ukradł im jeden przed dwoma miesiącami.
Uznali, że nie warto zgłaszać kradzieży.
– A co z tablicą rejestracyjną? – zapytałem.
– Numer, który nam pan podał, nie istnieje.
– Jak to?
– Wykorzystali dwie stare tablice rejestracyjne – wyjaśnił Regan.
– Widzi pan, po prostu przecięli je na pół, a potem zespawali lewą połowę jednej z prawą połową drugiej.
Popatrzyłem na niego ze zdumieniem.
– Ten fakt rodzi pewne nadzieje – dodał Regan.
– Ach tak?
– To oznacza, że mamy do czynienia z zawodowcami.
Wiedzieli, że jeśli nas pan zawiadomi, obstawimy supermarket.
Znaleźli takie miejsce, do którego nie mogliśmy się zbliżyć niepostrzeżenie. Podrzucili nam fałszywe tropy, używając kradzionego oznakowania i zespawanych tablic rejestracyjnych. Jak już powiedziałem, to fachowcy.
– A dlaczego miałoby to…?
– Zawodowcy zazwyczaj unikają rozlewu krwi.
– Tylko co teraz robią?
– Naszym zdaniem – rzekł Regan – starają się pana zmiękczyć, żeby zażądać więcej pieniędzy.
Zmiękczyć mnie. Udało im się to.
Mój teść zadzwonił do mnie po fiasku z dostarczeniem okupu. W głosie Edgara słyszałem rozczarowanie. Nie chcę, żeby zabrzmiało to nieuprzejmie – to Edgar dostarczył pieniądze i jasno dał do zrozumienia, że zrobi to ponownie – lecz sprawiał wrażenie rozczarowanego nie tyle niepowodzeniem, co moją osobą, a konkretnie tym, że nie usłuchałem jego rady i zawiadomiłem policję. Oczywiście, miał rację. Spaprałem sprawę.
Usiłowałem brać udział w śledztwie, ale policja nie zamierzała do tego dopuścić. W filmach przedstawiciele organów ścigania współpracują i dzielą się informacjami z ofiarą. Oczywiście, zadałem Ticknerowi i Reganowi wiele pytań związanych ze sprawą.
Nie odpowiadali na nie. Nigdy nie omawiali ze mną wyników śledztwa. Moje wysiłki traktowali niemal wzgardliwie. Na przykład chciałem się dowiedzieć więcej na temat tego, w jakim stanie znaleziono moją żonę i dlaczego była naga. Napotkałem mur milczenia. Le
Było dokładnie tak, jak przewidział Le
Po tygodniu policjanci i agenci zaczęli zjawiać się rzadziej.
Tickner i Regan nie wpadali już tak często. Podczas wizyt zerkali na zegarki. Przepraszali i odbierali telefony związane z i