Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 93 из 130

– Ale teraz nie mam i

– Dokąd płyniemy, Bellis? – spytał Fe

Powiedziała mu.

– Zadawałem sobie pytanie, czemu się kumplujesz z tym zasranym psycholem Doulem. Czy on wie, że ty wiesz?

Fe

– Chyba tak. Trudno ocenić. Zachowywał się tak, jakby… Z całą pewnością nie miał prawa mi tego powiedzieć, ale może było mu ta ciężko z tą wiedzą, że musiał się nią z kimś podzielić. Ale dla zachowania czystego sumienia nie oznajmił mi tego wprost. Cały czas myślałam, że bierze udział w tych tajnych zebraniach z udziałem Auma i naukowców, ponieważ jest ochroniarzem Kochanków. A tymczasem Doul przychodził jako ekspert od eksploatacji możliwości. Wie wszystko na ten temat, bo studiował to przy poszukiwaniach miecza. Nad tym pracują, Silasie. Kochankowie chcą dotrzeć do Blizny i wydobywać możliwości. – Mówiła spokojnym głosem, choć w środku była roztrzęsiona. – Tak jak Imperium Widmowców, rozumiesz?

– I po to potrzebny im był awank – sapnął Silas.

Bellis skinęła głową.

– Po to potrzebny im był awank. To tylko środek do celu. Kochankowie musieli być pod ogromnym wrażeniem, kiedy zobaczyli miecz Doula po jego przybyciu na Armadę. Wysłuchali jego opowieści o Pękniętej Ziemi i Bliźnie, ale początkowo pomysł ten znajdował się dla nich wyłącznie w sferze marzeń. Potem jednak przyszedł im do głowy Tinti

Skala przedsięwzięcia zapierała dech. Zdobycie awanka pochłonęło tyle cierpienia, pieniędzy i potwornego wysiłku, a przecież był to dopiero wstęp do planu Kochanków!

A więc wszystko było po to – szepnął Silas i Bellis ponownie przytaknęła.

– Tak. Platforma, „Terpsychoria”, Joha

– Naga władza. – Silas wypowiedział te słowa takim tonem, jakby były wulgarne. – Sądziłem, że awank ma im posłużyć do piractwa. Tak sugerowali: że dzięki niemu będą skuteczniejszymi złodziejami!

To by przynajmniej miało jakiś sens, ale ten plan… Widać, że Kochankowie to uprowadzeni. Żaden poważny pirat nie porwałby się na takie szaleństwo.

– To niebezpieczni fanatycy – stwierdziła Bellis. – Nie mam pojęcia, czy naprawdę są w stanie przekroczyć Pusty Ocean, ale, dalijabber, wolę się tego nie dowiadywać! Silasie, ja ich słyszałam, kiedy byli tylko we dwoje… – Spojrzał na nią badawczo, ale nie spytał, jak do tego doszło. – Wiem, co to za ludzie. Nie pozwolę, żeby tego pokroju wizjonerzy ciągnęli mnie na drugi koniec świata do krainy, która być może nie istnieje, a jeśli istnieje, to jest najbardziej niebezpiecznym miejscem w całym Bas-Lag. Poza tym coraz bardziej byśmy odpływali od Nowego Crobuzon, a ja jeszcze nie zrezygnowałam z myśli o powrocie.

Bellis zdała sobie sprawę, że drży na myśl o takim oddaleniu się od swojej ojczyzny.

A co by było, gdyby się okazało, że Uther i i

Mnogość możliwości. Myśl ta zmroziła ją – Wizja ta wydała się jej śmiertelnie groźna, podrywająca ontologiczne podstawy istnienia. Bellis poczuła się kompletnie przypadkowa, co ją uraziło i przestraszyło.

„Jak wodopój na sawa

– Dlatego nic nie mówią – oceniła. – Wiedzą, że ludzie by tego nie poparli.

– Boją się – mruknął Silas.

– Kochankowie są silni – zaoponowała Bellis – ale nie chcą mieć przeciwko sobie wszystkich pozostałych okręgów. A co istotniejsze, nie chcą mieć przeciwko sobie mieszkańców Niszczukowód.

– Bunt – szepnął Silas.

Bellis uśmiechnęła się bez specjalnego entuzjazmu.

– Bunt – przytaknęła. – Boją się buntu. I dlatego potrzebny nam jest Simon Fench.

Silas skinął powoli głową, po czym zapadła długa cisza.

– Musi rozpuścić po mieście tę informację – powiedział w końcu. – Bibuła, pogłoski i tak dalej. To jego żywioł. Mogę załatwić, żeby wziął to na siebie.

– Przepraszam cię, Bellis – rzucił, kiedy wstała już do wyjścia. – Nie jestem dobrym przyjacielem. Od jakiegoś czasu… Mam pracowity i trudny okres. Ostatnim razem zachowałem się po chamsku i przepraszam cię za to.

Przyglądając się mu, Bellis poczuła niechęć… ale też, paradoksalnie ostatnie podrygi sympatii, którą niegdyś go darzyła. Coś jakby strzęp wspomnienia.

– Nie jesteśmy sobie nawzajem nic wi

Silas Fe

Czekał długo, bo właśnie do tego pubu kierowano ludzi, którzy go dostatecznie wytrwale szukali. Pił jednak i czytał sam. Kiedy wychodził, jakaś obszarpana klientka rzuciła zaciekawione spojrzenie na jego… plecy. Więcej uwagi mu nie poświęcono.

Pokrętną trasą, która wiodła zaułkami dzielnicy Tobietwój, Fe

Fe

Zanim otworzył drzwi, przeistoczył się w Simona Fencha.

Za progiem stał rosły, leciwy już człowiek-kaktus, który rozglądał się nerwowo wokół siebie.

– Hedrigall – powiedział cicho Fe

W poszarpanej i nieczytelnej architekturze statku księżycowego „Uroc” gromadziły się wampiry.

Brucolac zwołał konklawe swoich nieumarłych podkomendnych swoich pretorian. Kiedy ponury zmierzch przeszedł w noc, usadowili się na pokładzie statku księżycowego lekko i bezgłośnie jak liście.

Wszyscy obywatele Pragnieniowic wiedzieli, że wampiry cały czas ich obserwują. Nie nosili mundurów: ich tożsamość nie była znana.

Bakcyl wywołujący fotofobiczną hemofagię – odmiana wampiryczna – był kapryśny i słaby, przenosił się wyłącznie przez ślinę, szybko się degenerował i zdychał. Aby doszło do zarażenia, po pierwsze ofiara musiała nie umrzeć, po drugie jakaś ilość śliny nieumarłego musiała przedostać się do krwiobiegu, do czego mogło dojść tylko przy kontakcie bezpośrednim. Jeśli zatem ofiara przeżyła deliryczną gorączkę, budziła się pewnej nocy, mając za sobą proces śmierci i odnowy, czyli jako nieumarły, trawiona silnym głodem, z odmienionym organizmem, wielokrotnie silniejsza i szybsza, nie podlegająca procesom starzenia się, odporna na większość ran. I niezdolna do przetrwania przy promieniowaniu słonecznym.

Cała kadra z Pragnieniowic została stara

W przeszłości zdarzały się wypadki zdrady. Upojeni władzą wybrańcy Brucolaca zwracali się przeciwko niemu. Dokonywano zakażeń bez jego upoważnienia i były próby zamachów na niego. Brucolac zdławił je wszystkie, ze smutkiem, ale bez wysiłku.

Dziesiątki jego podkomendnych – mężczyzn, kobiet i obojnaczej młodzieży – zebrało się wokół niego w wielkiej sali „Uroca”. Nie musząc się ukrywać ze swoimi skło

Z przodu, niedaleko Brucolaca, stała obszarpana kobieta, która obserwowała Fe

Po bardzo długim milczeniu Brucolac przemówił. Bardzo cicho. Gdyby miał wokół siebie ludzi, nie usłyszeliby go.

– Bracia i siostry. Wiecie, po co tutaj jesteśmy. Powiedziałem wam dokąd zmierzamy, dokąd chcą nas zaciągnąć Kochankowie. Powszechnie wiadomo, że sprzeciwiamy się ich planom. Ale jesteśmy w mniejszości. Nie cieszymy się zaufaniem. Nie zmobilizujemy opinii publicznej, bo nikt nie posłucha naszych przestróg. Mamy związane ręce. Niewykluczone jednak, że sytuacja ulega zmianie. Kochankowie chcą, aby sprawa nabrała takiego impetu, że kiedy ich plan przedostanie się do wiadomości publicznej, będzie już za późno na przeciwstawienie się mu. Mają nadzieję, że ludzie z ochotą przyjmą na siebie status uprowadzonych. – Brucolac prychnął szyderczo i polizał powietrze swoim wielkim językiem. – Ale wygląda na to, że zostaną zdemaskowani szybciej, niż się spodziewają. Dzisiaj wieczorem podsłuchano fascynującą rozmowę. Simon Fench wie, dokąd płyniemy. – Skinął głową na kobietę w łachmanach. – Trudno w to uwierzyć, ale crobuzońska lalunia Doula wydedukowała, co się dzieje, i przekazała tę informację panu Fenchowi… albo Fe