Страница 109 из 130
„Co się stało?” – próbowała spytać Bellis, która w pierwszej chwili pomyślała, że jej przyjaciółkę coś boli, ale zaraz sobie przypomniała, co się stało. Nie umiała odmówić sobie pożalenia się nad swoim losem.
Kiedy następnym razem otworzyła oczy, w pokoju oprócz Carria
Była noc. Bellis pojaśniało w głowie.
Joha
– Bellis, Bellis – powiedziała łagodnie Carria
Carria
– Nie chce z nami o tym rozmawiać – stwierdził Joha
– Do ciemnej cholery, Bellis! – Carria
Bellis nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. „On ma rację” – pomyślała, podnosząc zamglone oczy na Joha
– Czyli znalazłaś go? – zdołała powiedzieć.
– Carria
Bellis usiadła na łóżku wyprężona i zacisnęła zęby, bo popękana skóra zaprotestowała.
– Muszę z wami porozmawiać – rzekła nieco silniejszym głosem. Powoli pokręciła głową. – Przez ten ostatni tydzień… byłam sama. W tym czasie dookoła wszystko się zmieniło. Na pewno zauważyliście. Wiem, z czego to wynika. Wiem, co się dzieje. – Zamknęła oczy i długo milczała. – Wiecie, gdzie jesteśmy? Wiecie, na jakie wody wpłynęliśmy?
Carria
– Na Ukryty Ocean – odparła Carria
Bellis zdołała uśmiechnąć się nieznacznie.
– Tak jest.
„Do licha z wami wszystkimi” – pomyślała. „Nie potrzebuję tego zdrajcy i zasrańca Fe
– A wiecie, dokąd płyniemy? – spytała.
– Do Blizny – odrzekł Joha
Słowa uwięzły jej w gardle. Wytrzeszczyła na niego oczy i zobaczyła, że Joha
– Do… Blizny.
Słowa te zabrzmiały w jej ustach niepewnie i głupio, nie były objawieniem, tylko absurdalnym echem.
Złamali ją. Wygrali. Nie zostało w niej nic, absolutnie nic.
Po wyjściu Joha
„Co za tydzień” – Ten niedorzeczny eufemizm tłukł się jej w głowie. „Żeby akurat taki tydzień przegapić”.
Kochankowie obwieścili to publicznie.
Nie dało się ukryć przed armadyjskimi pilotami, kapitanami i nauskopistami, że charakterystyka wody i powietrza uległa zmianie. Nie dało się przed nimi ukryć nagłych przeciwprądów, które biegły pod powierzchnią w kierunku przeciwnym do fal. Kompasy zaczęły wariować, czasem na wiele minut gubiąc północ. Odległość od horyzontu była zmie
Awank nic sobie, rzecz jasna, nie robił z tych sił. Ani odrobinę nie zbaczał z kursu, ciągnąc za sobą miasto.
Zaroiło się od plotek, ale w mieście było tylu doświadczonych, oczytanych marynarzy, że prawdy nie dało się ukryć. Awank, kierowany przez pilotów z Niszczukowód, ciągnął Armadę na Ukryty Ocean. Wszystkie historie na temat tego akwenu znajdowały potwierdzenie.
A potem, szóstego khandi kwarty cielesnej, Kochankowie zorganizowali szereg publicznych spotkań w swoim okręgu i w tych sprzymierzonych.
– Z Kochanka jest zajebisty mówca – powiedziała Carria
– Myślałam, że jesteś lojalną obywatelką Pragnieniowic – przerwała jej Bellis, a Carria
– Bo jestem, ale twierdzę, że w tym wypadku… Myślę, że Brucolac nie ma racji. Jak dla mnie to wszystko jest sensownie pomyślane.
„Istnieje źródło siły – powiedział Kochanek do tłumów – na krańcu świata. Miejsce przejmujące grozą: rozdarcie, przez które wielkie fale mocy napierają na rzeczywistość. Na Armadzie jest człowiek, który ma na to dowody i wie, jak można podłączyć się do tej mocy. Do tej pory dotarcie tam było jednak niemożliwe”.
„Jest takie zwierzę – mówił Kochanek dalej – niesamowita istota, która od czasu do czasu przenika do Bas-Lag, po czym wraca do siebie. Armada sprowadziła pewnych wybitnych ludzi, którzy umieli złowić to zwierzę”.
„Kobieta, która mnie stworzyła – grzmiał, pokazując na Kochankę – zrozumiała, że dzięki temu drugiemu faktowi można wykorzystać ten pierwszy”.
„Źródło tej mocy – powiedział Kochanek – znajduje się na drugim końcu Ukrytego Oceanu. Mówi się jednak, że żaden statek w przepłynął przez Ukryty Ocean. Przyjaciele – tu rozpostarł ramion w triumfalnym geście, który powieliła teraz Carria
A zatem Kochanek wyjawił prawdę, którą razem ze swoimi ludźmi przez lata ukrywał, wyjawił plany, które istniały już wtedy, kiedy zatrudnili Tinti
„Możemy przepłynąć przez Ukryty Ocean!” – krzyczał do wiwatującego tłumu. „Możemy czerpać moc z Blizny!”
– Kiedy to wszystko takie niepewne – powiedziała Bellis i Carria
– Oczywiście.
– Statki, flota… Carria
– Niektóre już są przycumowane do miasta. A jeśli reszta nie będzie mogła za nami płynąć, to nic nie szkodzi. Nasze statki nawet miesiącami pływają samopas i zawsze znajdują drogę do Armady. Te, które za nami płyną, wiedzą, co jest grane, a te, których nie ma… no, to nic nowego. Miasto wędrowało swoimi ścieżkami. Nie znikniemy na Ukrytym Oceanie, Bellis. Nie przypłynęliśmy tutaj na zawsze. Znajdziemy Bliznę i wrócimy.
– Ale to morze jest kompletnie popieprzone! – pomstowała Bellis cieniutkim głosikiem. – Nie mamy pojęcia, co nas tu czeka, jakie siły, jakie stworzenia, jacy wrogowie.
Carria
– To wszystko prawda. Rozumiem. – Wzruszyła ramionami. – Jesteś przeciwna temu pomysłowi. W porządku, nie jesteś w tym odosobniona. Bodajże za dwa dni wypływa statek z takimi sceptykami jak ty, wracają na Wezbrany Ocean i będą czekali na powrót miasta. Ale… – urwała. Uświadomiły sobie jednocześnie, że Bellis nie należy do kategorii osób, które uzyskają przepustkę. – Większość z nas uważa, że gra jest warta świeczki.
– Wcale nie – powiedziała cicho Carria
Bellis ogarnęło uczucie, którego w pierwszej chwili nie rozpoznała. Nie przygnębienie, nie żałość, nie sceptycyzm, tylko rozpacz. Poczucie, że wszystkie plany, wszystkie opcje umierają.
„Przegrałam” – pomyślała bez melodramatyzmu czy nawet gniewu.
Carria
A jednak, wziąwszy pod uwagę wszystkie czy
„To był podły numer” – mówiła w myślach Bellis do Kochanków. „Chwyt poniżej pasa. Tego nie przewidziałam. Kłamstwa, manipulacje, przekupstwo, przemoc, korupcja, to owszem, ale zupełnie się nie spodziewałam, że po prostu zainicjujecie publiczną debatę i wasze stanowisko przeważy”.
Przemknęła jej przez głowę myśl o nic teraz niewartej broszurze Fencha. Jej ramionami zatrząsł bezgłośny śmiech. OTO, JAKA JEST PRAWDA! – krzyczała zapewne broszura. NISZCZUKO WODY WLEKĄ ARMADĘ DO BLIZNY!
„Prawda”.
„Wygraliście” – pomyślała i porzuciła nadzieję. „Zostanę tutaj aż do śmierci. Zestarzeję się tutaj, zrzędliwa staruszka uwięziona na statku. Będę drapała blizny na plecach, bogowie kochani, ale będą potwornie swędziały, będę mruczała i wyklinała pod nosem. Albo zginę razem z wami wszystkimi, także z moimi przywódcami, w jakimś głupim, makabrycznym wypadku na Ukrytym Oceanie. Tak czy owak jestem wasza, czy tego chcecie, czy nie. Zwyciężyliście. Zabieracie mnie ze sobą. Zabieracie mnie do Blizny”.
Rozdział czterdziesty drugi
W miejscu, gdzie od początku wisiał cień, teraz nic nie mąciło błękitu nieba.
„Arogancja” zniknęła.
Na pokładzie „Wielkiego Wschodniego” leżała końcówka liny cumowniczej. Lina została odcięta i aerostat odfrunął.
– Hedrigall – mówili ludzie dokoła Bellis.