Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 23 из 101

– Przepraszam – powiedział Lou. – Gwałtownie potrzebuję uzupełnienia poziomu kofeiny w organizmie.

Obaj mężczyźni podeszli do ekspresu. Jack oderwał kawałek papierowego ręcznika, żeby zetrzeć plamę z kawy ze sztruksowej marynarki. Lou napełnił kubek prawie po brzeg. Ręce bardzo mu drżały. Wsypał mnóstwo cukru i wlał śmietankę.

Westchnął ciężko.

– Ostatnie dni są porażające.

– Znowu się bawiłeś całą noc? – zapytał Jack.

Policzki Lou porastał gęsty, dawno nie golony zarost. Miał na sobie wygniecioną, niebieską koszulę z rozpiętym kołnierzykiem, poluzowany i przekrzywiony krawat. Jego prochowiec w stylu porucznika Colombo wyglądał jak łachy, które zwykłe nosili bezdomni.

– Chciałbym – jęknął. – Przez ostatnie dwie noce udało mi się zamknąć oczy na trzy godziny. – Przeszedł ciężkim krokiem, przywitał się z Laurie i z ulgą siadł na krześle przy jej biurku.

– Jakiś postęp w sprawie Franconiego? – zapytała Laurie.

– Nic, co by ucieszyło kapitana, dowódcę okręgu czy komisarza policji – odpowiedział przygnębiony. – Ale bajzel. Obawiam się, że potoczą się głowy. Kiedy chodzi o zabójstwo, boimy się, że zrobią z nas kozły ofiarne, jeżeli szybko nie dojdzie do zwrotu w sprawie.

– To przecież nie wasza wina, że zabili Franconiego – stwierdziła oburzona Laurie.

– Powiedz to komisarzowi. – Lou głośno upił spory łyk kawy. – Mogę zapalić? – popatrzył na Laurie i Jacka. – Dobra, zapomnijcie o tym – dodał, widząc wyraz ich twarzy. – Nie wiem nawet, po co pytałem. Przez moment musiałem znaleźć się w szponach obłędu.

– Czego się dowiedzieliście? – zapytała Laurie. Wiedziała, że Lou jest członkiem zespołu do zwalczania przestępczości zorganizowanej. Z jego doświadczeniem był najlepszym kandydatem do prowadzenia dochodzenia w tej sprawie.

– Bez wątpienia to sprawka rodziny Vaccarro. Nasi informatorzy potwierdzili to. Ale tego się domyślaliśmy, odkąd Franconi zdecydował się świadczyć. Jedynym tropem jest broń, z której został zamordowany.

– To powi

– Nie tak bardzo, jak można by oczekiwać – zaprzeczył Lou. – Gangsterzy dość często zostawiają broń po wykonanej robocie. Znaleźliśmy ją na dachu kamienicy naprzeciwko restauracji "Positano". To 30-30 remington z lunetą. W magazynku brakowało dwóch nabojów. Na dachu leżały dwie łuski.

– Odciski palców? – zapytała Laurie.

– Wyczyszczone, ale chłopaki z kryminalistyki ciągle nad tym pracują.

– Pochodzenie? – tym razem zapytał Jack.

– Tak, udało nam się to sprawdzić. Karabin należał do jakiegoś dziwaka z Menlo Park. Ale trop okazał się ślepy. Na jego dom napadli dzień wcześniej i jedyną rzeczą, którą ukradli, była właśnie broń.

– Więc co teraz? – zastanowiła się Laurie.

– Ciągle szukamy śladów. Mamy też następnych informatorów. Ale najmocniej ściskamy kciuki, aby nastąpił wreszcie przełom w dochodzeniu. A co u was? Macie jakieś sugestie, jak ciało mogło stąd zniknąć?

– Na razie nie, ale nadal szukam rozwiązania – przyznała Laurie.

– Psiakrew, mam pomysł – odezwał się nagle Jack. – Mówiliście, że kiedy ostatnim razem Laurie wmieszała się w historię z bandytami, wywieźli ją stąd w trumnie. Teraz też tak mogli zrobić.

– Tamto było wtedy, a teraz jest teraz – powiedziała Laurie. – Poza tym nie jestem wplątana w tę sprawę, jak byłam w tamtą. Myślę jednak, że niezwykle ważne jest wyjaśnienie, w jaki sposób ciało mogło stąd zniknąć, i muszę dodać, że nie wierzę, aby Bingham albo Washington zrobili wszystko co w ich mocy. Z ich punktu widzenia im szybciej epizod pójdzie w niepamięć, tym lepiej.

– Mogę to zrozumieć – stwierdził Lou. – Prawdę powiedziawszy, jak tylko media przestaną o tym mówić, może nawet komisarz nieco nam odpuści. Kto wie?

– Mam zamiar dowiedzieć się, jak to się stało – powtórzyła Laurie z uporem.

– No cóż, gdybym wiedział, kto i jak wywiózł stąd ciało, miałbym łatwiejsze zadanie – przyznał Lou. – Najbardziej prawdopodobne jest, że zrobili to ci sami ludzie z organizacji Vaccarro. To właściwie jest oczywiste.

Jack podniósł bezradnie ręce.

– Wynoszę się stąd. Jedno mogę powiedzieć na pewno, żadne z was nie posłucha zdrowego rozsądku. – Idąc do drzwi, pociągnął Vi

– Zdobyłam niewiele informacji i wszystkie są w teczce. Poza współrzędnymi miejsca, w którym znaleziono ciało. Ci ze straży przybrzeżnej powiedzieli, żeby zadzwonić i dowiedzieć się, czy nie znajdą jeszcze czegoś, ale nie sądzę, żeby to było ważne. Mało prawdopodobne, aby ktoś tam znowu popłynął i odnalazł głowę albo ręce.

– Ja też tak sądzę – zgodził się Jack. – Jednak mimo to ktoś mógłby zadzwonić. Ot, dla świętego spokoju.

– Zostawię notatkę Bartowi – obiecała Janice. Bart Arnold był przełożonym wszystkich asystentów odpowiedzialnych za zbieranie informacji o ofiarach.

– Dzięki, Janice. Teraz wynoś się stąd i wskakuj do łóżka. – Janice należała do tych sumie

– Zaraz, zaraz – przypomniała sobie Janice. – Jest jedna sprawa, o której nie wspomniałam w notatkach. Kiedy wyłowili ciało, było zupełnie nagie, ani jednej niteczki.

Jack skinął głową. To była dziwna informacja. Rozebranie ciała stanowiło dla morderców dodatkowy wysiłek. Zastanowił się chwilę i doszedł do wniosku, że musiało mieć to związek z chęcią ukrycia tożsamości ofiary, a ta, wobec braku głowy i rąk, była oczywista. Pomachał Janice na do widzenia i poszedł dalej.

– Tylko mi nie mów, że robimy tego topielca – rzucił Vi

– Wyłączyłeś zapewne odbiór, gdy czytałeś wiadomości sportowe, co? – zapytał Jack. – Rozmawiałem o tym z Laurie przez dobre dziesięć minut.

Weszli do windy i zjechali na poziom, na którym mieściły się sale autopsyjne. Vi

– Jesteś w kiepskim nastroju – zauważył Stapleton. – Tylko mi nie mów, że tak się przejąłeś zniknięciem Franconiego.

– Odwal się – warknął Vi

Podczas gdy technik włożył kombinezon ochro

Po sprawdzeniu wszystkiego włożył swój skafander, odłączył ładowanie akumulatorów filtrów powietrza i nałożył kask. Nie cierpiał tego księżycowego przebrania, ale perspektywa pracy nad pokawałkowanym topielcem osłabiła niechęć. Chociaż wcześniej żartował sobie na ten temat z Laurie, w podobnych przypadkach odór był najgorszy ze wszystkiego.

O tej porze Jack i Vi

Pierwszą czy

Jack chciał już przejść do następnych zdjęć, kiedy przyszło mu do głowy coś w związku z białymi plamami. Okolice ran postrzałowych wyglądały dziwnie, jakoś bardziej gruzełkowato niż zwykle w przypadku ran po śrucie.

Jack obejrzał zdjęcia boczne i zauważył to samo zjawisko. W pierwszej chwili pomyślał, że siła podmuchu mogła wprowadzić do rany jakieś drobiny materiału nie przepuszczającego promieni X. Może były to fragmenty z ubrania ofiary.

– Maestro, gotowe – oznajmił Vi

Jack odwrócił się od ekranu ze zdjęciami i podszedł do stołu autopsyjnego. We fluoryzującym świetle lamp ciało było blade jak przysłowiowa ściana. Kimkolwiek był nieboszczyk, był otyły i na pewno ostatnio nie opalał się na Karaibach.

– Używając twojego ulubionego powiedzenia – odezwał się Vi

Jack uśmiechnął się w odpowiedzi na czarny dowcip Vi

Ciało było w kiepskim stanie, chociaż woda obmyła je do czysta. Na szczęście trup nie pływał w oceanie zbyt długo. Okaleczenia były o wiele potworniejsze niż rany postrzałowe. Nie tylko odcięto mu głowę i ręce, miał także mnóstwo szerokich, głębokich nacięć na brzuchu, klatce piersiowej i udach, które odsłaniały grubą warstwę tkanki tłuszczowej. Krawędzie wszystkich ran były poszarpane.

– Wygląda na to, że ryby miały bankiet – powiedział Jack.

– Prostak! – skomentował Vi

Pociski odsłoniły i uszkodziły kilka organów wewnętrznych. Widać było fragmenty jelit i naderwaną nerkę.

Jack podniósł jedno z ramion i spojrzał na wystające kości.

– Podejrzewam piłę łańcuchową – zgadywał.

– Po co te wszystkie nacięcia? – zapytał Vi

– Nie, sądzę, że dostał się pod łódź motorową. Rany wyglądają jak od śruby napędowej.

Jack rozpoczął teraz wnikliwe oględziny zewnętrzne zwłok. Zdawał sobie sprawę, że przy tak wielu poważnych urazach, łatwo można przeoczyć delikatniejsze ślady. Pracował powoli, często przerywał oględziny i fotografował patologiczne zmiany. Ta drobiazgowość opłaciła się. Na poszarpanej krawędzi nacięcia na szyi, tuż nad obojczykiem znalazł małą, okrągłą rankę. Następną, taką samą, odkrył po lewej stronie na wysokości dziesiątego żebra.