Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 10 из 94

– Z całym szacunkiem, kupiliby więcej czasu, gdyby podobały im się nasze reklamówki – zauważył Robert. – Nie sądzę, aby zaakceptowali kiedykolwiek ten pomysł "oni kontra my", "starożytna medycyna kontra nowoczesna". Możliwe, że to nawet zabawne, ale nie wiem, czy spodziewają się, iż widzowie wysnują z tego wniosek o przedpotopowych metodach leczenia w szpitalach konkurujących z siecią NHC, szczególnie AmeriCare. Mój osobisty pogląd jest taki, że to nie trafia do ludzi.

– Tak naprawdę uważasz, że National Health Care potrzebuje specjalnego rodzaju reklamy – odezwał się Brian. – Powiedz Teresie to, co przed jej przyjściem powiedziałeś nam.

– To proste – oznajmił Robert. – Chcą gadających głów. Zarówno dyskusji o doświadczeniach pacjentów, jak i znakomitych dyskutantów. Mniej uwagi poświęcają temu, czy ich reklamówka wygra Clio lub jakąś i

– Czy ja dobrze słyszę, że Willow i Heath chce odwrócić się plecami do swoich sukcesów i przemienić w zwykłego sprzedawcę sklepowego? – zapytała Teresa. – Teraz, kiedy wchodzimy do pierwszej ligi firm? Jak mamy się tam dostać? Mamy taką pozycję, ponieważ robimy reklamówki wysokiej jakości. Kontynuujemy tradycje Doyle-Dane-Bernback. Jeżeli zaczniemy pozwalać klientom na dyktat, zjedziemy na dół, będziemy zgubieni.

– Jesteśmy świadkami zwykłego konfliktu między finansistami i twórcami – wtrącił się do rozmowy milczący dotychczas Taylor. Wygasił rozpalający się ogień kłótni. – Robercie, tobie się zdaje, że Teresa jest nieodpowiedzialnym dzieckiem, które robi to, na co ma ochotę, i uparcie nie liczy się z klientem. Tereso, ty postrzegasz Roberta jako pragmatyka pozbawionego wyobraźni, który zamierza wylać dziecko z kąpielą. Kłopot w tym, że równocześnie oboje macie rację i oboje się mylicie. Musicie współdziałać ze sobą jak w drużynie. Przestańcie się spierać i załatwcie problem od ręki.

– No dobrze – chciał zakończyć sprawę Brian. – Tak wygląda sprawa na dziś. National Health jest wymarzonym partnerem dla osiągnięcia przez nas długofalowej stabilizacji. Trzydzieści kilka dni temu poprosili nas o sprawozdanie, które mieliśmy dostarczyć za kilka miesięcy. Teraz powiedzieli, że chcą je za tydzień.

– Tydzień! – krzyknęła Teresa, nie przejmując się obecnością i

– Wiem, że zespół twórców zostanie poddany potężnej presji – powiedział Brian. – Ale prawda jest taka, że rządzi National Health Care. Kłopot polega na tym, że jeśli nie poczują się usatysfakcjonowani nową kampanią, dadzą ogłoszenie i pakiet ich zamówień stanie się kąskiem do przechwycenia. Nie muszę wam mówić, że te giganty zajmujące się opieką zdrowotną w następnej dekadzie staną się kurą znoszącą złote jajka. Wszystkie agencje są nimi zainteresowane.

– Jako główny dyrektor ekonomiczny czuję się w obowiązku poinformować obecnych o skutkach straty zamówień National Health dla naszej egzystencji – odezwał się milczący dotąd Phil Atkins. – Będziemy musieli odłożyć reorganizację firmy, gdyż zabraknie nam funduszy na wykupienie naszych akcji.

– Oczywiście we wspólnym naszym interesie leży, aby nie stracić tego portfela zamówień – dodał Brian.

– Mimo wszystko nie wydaje mi się, aby możliwe było rozpoczęcie akcji w następnym tygodniu – sceptycznie stwierdziła Teresa.

– Nie masz nic, co mogłabyś nam w tej chwili pokazać? -zapytał Brian.

Teresa pokręciła przecząco głową.

– Musisz mieć coś – twardo powiedział Robert. – Słyszałem, że twój zespół nad tym pracuje. – Zły uśmiech zabłąkał się znowu w kącikach jego ust.

– Oczywiście, że mamy zespół pracujący dla National Health – odparła Teresa. – Ale nie mamy jak dotąd nic wystrzałowego. No cóż, sądziliśmy, że mamy jeszcze kilka miesięcy.

– Może powi

Oszołomiona przebiegiem zdarzeń Teresa potknęła się, wychodząc z "chaty". Natychmiast skierowała się do działu projektowego piętro niżej.

Firma Willow and Heath przeciwstawiła się modzie końca lat siedemdziesiątych i lat osiemdziesiątych, kiedy to nowojorskie firmy reklamowe przenosiły się do odmie

Teresa znalazła Colleen przy desce kreślarskiej.

– Dlaczego jesteś taka blada? Co się stało? Mów! – Colleen przywitała przyjaciółkę pytaniami.

– Kłopoty – odpowiedziała krótko Teresa.

Colleen była pierwszą pracownicą w zespole Teresy. Była najsolidniejszym kierownikiem działu projektów. Znakomicie się rozumiały tak w sprawach zawodowych, jak i prywatnych. Colleen była kobietą o mlecznobiałej karnacji i jasnorudych włosach. Na zadartym nosie rozsiane miała drobne, blade piegi. Oczy w kolorze zimnego błękitu były bardziej wyraziste niż u Teresy. Lubiła obszerne bluzy, które jakoś dziwnie zamiast skrywać, raczej podkreślały jej godną pozazdroszczenia figurę.

– Niech zgadnę – powiedziała Colleen. – National Health wyznaczył nieprzekraczalny termin na sprawozdanie?

– Skąd wiesz?

– Intuicja. Kiedy powiedziałaś "kłopoty", to była najgorsza rzecz, która przyszła mi do głowy.

– Robert i Helen zrobili przedstawienie. Poinformowali, że National Health stracił kontrolę nad większą częścią rynku na rzecz AmeriCare pomimo naszej kampanii.

– Cholera! To dobrze opracowana kampania ze znakomitym sześćdziesięciosekundowym spotem.

– Ty to wiesz i ja to wiem – powiedziała Teresa. – Rzecz w tym, że nie jest to dostatecznie widoczne na zewnątrz. Mam takie nieprzyjemne podejrzenie, że Helen kopie pod nami i namówiła ich, żeby wbrew swoim pierwotnym planom nie kupowali dwustu, może nawet trzystu jednostek reklamowych w TV. To dałoby odpowiednie nasycenie. Wiem, że zadziałałoby.

– Pamiętam, jak mówiłaś, że dasz z siebie wszystko, aby zagwarantować National Health wzrost wpływów na rynku.

– I dałam – odpowiedziała Teresa. – Zrobiłam wszystko, o czym można było pomyśleć, i jeszcze więcej. To jest moja najlepsza reklamówka. Sama tak mówiłaś.

Teresa potarła czoło. Zaczynała czuć przejmującą migrenę. Krew pulsowała w skroniach, tak jakby chciała rozsadzić głowę.

– Możesz mi powiedzieć wszystkie złe wieści – zapewniła Colleen. Odłożyła ołówek i stanęła twarzą w twarz z Teresą. – Jaki termin wyznaczyli?

– National Health pragnie, abyśmy zaczęli nową kampanię w przyszłym tygodniu.

– Dobry Boże! – z niedowierzaniem zawołała Colleen.

– Czym w tej chwili dysponujemy?

– Prawie niczym.

– Musisz mieć jakieś pomysły, wstępne projekty. Doskonale wiem, że nie dawałam ci żadnych poleceń, skoro mieliśmy na głowie trzy i

– Mieliśmy dwa spotkania poświęcone strategii. Burzę mózgów raz i drugi, ale ani jednego godnego uwagi pomysłu. Żadnego błysku ani olśnienia. Mówię o czymś, czego, jak sądzę, szukasz.

– Nieważne, chcę zobaczyć wszystko, co masz – zakończyła sprawę Teresa. – Nieważne, jak szkicowe czy wstępne. Chcę zobaczyć, co robiliście przez miesiąc. Dzisiaj.

– Jasne – odparła bez entuzjazmu Colleen. – Zwołam spotkanie zespołu.