Страница 25 из 61
XVII
Inspektor Legue
Vandoosler przechadzał się z chrześniakiem po ogrodzie.
– Gdyby nie jej przyjazd, zostawiłbym już tę sprawę. Co myślisz o tej dziewczynie? – zapytał Vandoosler.
– Mów ciszej. Mały Cyryl bawi się w ogrodzie. Nie jest głupia, a przy tym śliczna jak marzenie. Przypuszczam, że i ty to zauważyłeś.
– Oczywiście – mruknął niechętnie Vandoosler. – Nawet ślepy by to zauważył. Ale nie o to pytałem.
– Trudno ocenić człowieka po tak krótkim czasie – powiedział Marek.
– Zawsze mówiłeś, że wystarczy ci pięć minut, żeby rozszyfrować rozmówcę.
– To nie do końca się sprawdza. Kiedy ludzie spotykają się w smutnych okolicznościach, trudno o przenikliwe oceny. Jeżeli jednak chcesz wiedzieć, co o niej myślę, to wydaje mi się, że cała ta historia głęboko nią wstrząsnęła. A to mąci spojrzenie, zupełnie jakbyś wpatrywał się w wodospad, w spieniony potok rozczarowań i niespełnionych nadziei. Wiem, jaką siłą jest wodospad.
– Pytałeś ją o to?
– Na Boga, prosiłem, żebyś mówił ciszej. Nie, o nic nie pytałem. Wyobraź sobie, że takich rzeczy się nie robi. Zgaduję, domyślam się, porównuję. Przecież to nie czarna magia.
– Myślisz, że ją rzucił?
– Lepiej nie wtykaj nosa w takie sprawy – powiedział Marek.
Vandoosler zacisnął usta i kopnął kamień.
– To był mój kamień – skarcił go oschle Marek. – Położyłem go w tym miejscu w zeszły czwartek. Mógłbyś przynajmniej zapytać, zanim go sobie przywłaszczyłeś.
Vandoosler kopał kamień przez kilka minut. Potem zgubił go w wysokiej trawie.
– Świetnie! – mruknął Marek. – Myślisz, że takie kamienie leżą za każdym rogiem?
– Mów dalej – przerwał mu Vandoosler.
– Stanęliśmy nad wodospadem. Dodaj do tego zniknięcie jej ciotki. Robi się tego za dużo. Mam wrażenie, że dziewczyna jest lojalna. Łagodna, szczera, wrażliwa, ma w sobie kruchość, której nie wolno urazić, wiele uczuć delikatnych jak jej szyja. Ale przecież jest też podejrzliwa i łatwo się unosi. Z byle powodu oskarża i pokazuje palcem. Nie, to nie tak. Powiedzmy raczej, że cechuje ją zdolność do drobiazgowej analizy przy bujnym temperamencie. Albo odwrotnie – jej myśli są dojrzałe, temperament zmie
– Skończymy z dyskrecją. Zresztą, jak sam powiedziałeś, ta dziewczyna i tak poruszy niebo i ziemię. Nie musimy się już krępować. Trzeba wszcząć śledztwo pod byle pretekstem. Jednak w tej sprawie wszystko jest tak mętne, że jej wątki będą nam się wymykały. Trzeba chwycić pierwszy z brzegu. Ale nie sposób nawet sprawdzić, czy Zofia rzeczywiście była na spotkaniu z gwiazdą w Lyonie, bo mąż nie pamięta nazwy hotelu, którą wymienił nadawca karty. Nie wie nawet, skąd wysłano tę kartę. Facet ma pamięć jak rzeszoto. Albo najzwyczajniej wodzi nas za nos i żadnej karty nie było. Legue
– Czyżbyś podejrzewał to samo co Mateusz? Że Zofia została zamordowana?
– Nie tak ostro, chłopcze. Święty Mateusz pochopnie wyciąga wnioski.
– W razie potrzeby Mateusz potrafi działać szybko. Zbieracze-myśliwi tacy właśnie bywają. Ale dlaczego sądzicie, że doszło do morderstwa? Przecież mogła mieć wypadek!
– Wypadek? Nie. Dawno odnaleziono by ciało.
– Więc to możliwe? Zofia została zamordowana?
– Tak uważa Legue
Kiedy Legue
– Co zamierza? – zapytał Marek.
– Wszcząć śledztwo. Grać ze mną w karty. Rozpracować Piotra Relivaux. I ręczę ci, że ten, kogo Legue
Nazajutrz rozeszła się wieść, która spadła na nich jak grom. Legue