Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 22 из 76

Wkrótce się z tym pogodził. Obaj włożyli magazynki.

– A właśnie – odezwał się Che

– Mhm.

– Wiem, że jest teraz trenerem, ale chyba nie wyszedł z wprawy?

– Mhm.

– Super. Ja też gram. Z takimi różnymi, przeważnie same cienkie Bolki, urzędasy. Mówię ci, nasz miotacz jest do bani. Jeśli go nie zastąpimy, dostaniemy w kuper, że hej. Margie powiedziała, że twój brat był dobry. Grał w UMass, więc musiał być świetny. Tam mają wysoki poziom.

David bardzo stara

– Wysoki.

– Chcemy go mieć w drużynie! – zawołał Che

– Specjalista…

– No, najlepszy miotacz w okolicy.

– Jasne. Pogadam ze specjalistą.

David załadował magazynek, dwa razy przełknął ślinę i spojrzał w idealnie precyzyjny celownik.

– Zostawiłeś Sheffielda, prawda? Dziś rano. Opuściłeś swój cel, bo miałeś ciekawsze zajęcia.

Che

– Nie wściekaj się, zaraz ci powiem, czego się dowiedziałem.

– Che

– On był chory! Widziałem, jak wywlókł się ze szpitala, biały jak ściana. Miał dreszcze i poty. Powiedział ordynatorowi, że ma grypę i od razu go wykopali do domu. Zaufaj mi, on się nie ruszył z łóżka.

– Che

– Dobra, dobra. – Che

– Były za blisko – mruknął Che

David wzruszył ramionami, przedarł papierową tarczę i przypiął nową.

– I czego się dowiedziałeś? Dlaczego Harper Stokes i Jamie O’Do

– A, bo coś się dzieje – ożywił się natychmiast mały. Poszedłem za nimi na takie bajeranckie pole golfowe. Przy odrobinie perswazji kierownictwo pozwoliło mi obsługiwać klientów w barze, więc słyszałem doskonale wszystko, co mówili O’Do

– Wiadomość?

– Tak, podobno była przypięta na jego samochodzie, z samego rana. Brzmiała tak: „Dostajesz to, na co zasługujesz”. Potem doktor spojrzał O’Do

– A

– Aha. Ktoś podobno dzwoni do tej jakiejś A

David przyjrzał się małemu z niedowierzaniem.

– Jasne. Według mnie tak.

– Wiedziałem – rozpromienił się Che

– Oto pytanie – mruknął David. Ustawił tarcze w odległości piętnastu metrów, włożył słuchawki i gogle i zaczął strzelać. Che

Łuski sypały się na podłogę, Che

Harper i Jamie O’Do

Odpowiedź przyszła mu do głowy przy ostatnim strzale. Wyjął magazynek, otworzył komorę, zdjął plastikowe gogle. Che

Przy odległości piętnastu metrów dziura, jaką zrobiły naboje Davida, nieco się powiększyła, ale nadal nie wychodziła poza dziesiątkę. Tarcza Che

– To jakieś wariactwo – powiedział Che

– Boję się zapytać.

– Ktoś go oczernia!

– Oczernia?

– Tak, Harpera Stokesa. Tylko pomyśl: najpierw dostajemy anonimową wiadomość, że Harper popełnia nadużycia finansowe i podobno operuje zdrowych ludzi. Na razie nie znaleźliśmy na to żadnego dowodu, więc kto wie? Potem ktoś dzwoni do Larry’ego Diggera, rzekomo z domu Stokesów, i powiadamia go, że córka Harpera jest dzieckiem mordercy. Harper Stokes jest niesympatyczny i odniósł sukces. Może jakiś podwładny chce się na nim odegrać? Albo jakiś kardiochirurg, który z nim rywalizuje? Uderza go tam, gdzie zaboli najbardziej: w reputację.

– Nie wydaje mi się.

– Dlaczego?

– Ze względu na to, jak Harper zareagował na ra

– Kim jest A

– Prawdopodobnie to A

– A co ona ma z nimi wspólnego?

– Jest z Teksasu.

– Co?

– To wspólny mianownik – wyjaśnił cierpliwie David. – Wszyscy oni są z Teksasu, a wiemy, co się tam stało.

– Wiemy?

– Meagan Stokes, Che

– Ale ta sprawa jest zamknięta. Facet zginął, koniec, kropka.

– Tak ci się wydaje. A oto najnowsze wiadomości: znalazłem parę informacji o Russellu Lee Holmesie i wiesz co? Nigdy go nie skazano za zamordowanie Meagan Stokes.

– Cholera jasna, chyba nie myślisz, że…

– Jeszcze sam nie wiem, co myślę. Za to mam masę pytań o to, co się stało z Meagan Stokes. I o nadawcę tych wiadomości. Chciałbym też wiedzieć, co to znaczy, że każdy dostaje to, na co zasługuje.

– Trochę się oddaliliśmy od przestępstw finansowych, co? Zabawka, strzępek materiału, wiadomości… Chodzi o morderstwo, prawda? Sprzed dwudziestu pięciu lat.

David przyjrzał się małemu. Cały aż promieniał.

– Taa – mruknął ze znacznie mniejszym entuzjazmem. – Może. Znowu naładował broń. Przygotował się do strzału.

– Nie zauważyłeś czegoś dziwnego w tym strzępku?

– Nie. Stary, zaplamiony krwią. Może mieć dwadzieścia pięć lat. W laboratorium nam to powiedzą.

– Sam materiał jest stary, ale nie krew. Wiesz, dałbym głowę, że te plamy miały najwyżej osiem godzin.

– Co? To bez sensu.

David odwrócił się ku niemu; w ostrym jarzeniowym świetle jego rysy wydawały się jeszcze bardziej napięte.

– Lubisz gry?

– Jasne. Baseball, koszykówkę, piłkę nożną…

– Nie, gry strategiczne. Brydż, szachy, takie sprawy.

– Nie. – Mały spojrzał na niego ze zdziwieniem. – Co tu ma do rzeczy brydż?

David odwrócił się do tarczy.

– To jest gra, Che

– Ale po co?

– Tego jeszcze nie wiem. Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że dwadzieścia pięć lat temu wydarzyło się coś, o czym nie wiemy. Coś, w co była wplątana pewna grupa ludzi. Coś, co zostało ukryte. Ale ten anonimowy facet ma dość milczenia, z jakiegoś powodu się wkurzył. Chce, żeby wszyscy dostali to, na co zasługują. I jest gotowy na wiele, żeby do tego doprowadzić.

Che

– Czyli wariat?

– Tego nie wiem.

– Ten ołtarzyk to robota wariata.

– Może. Ale po co wariat miałby dzwonić do nas? Czego jakiś świr chciałby od FBI?

– Posady – mruknął Che