Страница 54 из 56
Czułam skruchę i strach. Być może nasza niewi
Gwiazdy migotały jasno ponad naszymi głowami; być może chmury w rzeczywistości były białe. Gubiliśmy się, ponieważ ktoś zgasił księżyc. Co i
Ja też płakałam.
– Tak mi smutno – powiedział Saining.
– Mnie też – powiedziałam.
Saining wyszedł.
Patrzyłam, jak światło poranka rozprasza się, przenikając przez zasłony. Kiedyś o tej porze zwykle się kochaliśmy. Dziś wydało mi się, że widzę jego twarz, podobną do twarzy anioła, migającą to tu, to tam wśród przechodniów. Dla niego to zawsze był najbardziej samotny czas, czas największego niepokoju. O tej porze najbardziej mnie wzruszał. Nocami, kiedy byliśmy totalnie zakręceni, największym strachem napawała nas myśl o byciu popychanym na ulicy, wśród tych wszystkich spokojnych i cnotliwych pora
Pewnego ranka, kilka dni później, Saining wyszedł na podwórko pograć na skrzypcach. Kiedy słuchałam jego gry i patrzyłam na jego plecy, nagle uderzyło mnie, że ten człowiek, który kiedyś szczerze mnie kochał, teraz szczerze mnie nie kocha. Przypomniałam sobie, jak się spotkaliśmy po raz pierwszy. Lało jak z cebra. Zapomniałam, jaka muzyka wtedy grała, zapomniałam, czemu spojrzałam na tego wysokiego chłopaka, który kołysał się w takt, uśmiechając się bez widocznego powodu. Miał na sobie za dużą białą koszulkę z krótkimi rękawami i wzorzyste sztruksy, tak szerokie, że wyglądały prawie jak spódnica, lecz niewątpliwie były to spodnie. Całkiem sam, podrygiwał ze szklanką whisky w lewej dłoni; prawa kołysała się w powietrzu. Kiedy patrzyłam na jego nogi, kroki doprowadziły go w moją stronę. Miał niebieskie adidasy o niezwykle cienkich podeszwach, przez co sprawiał wrażenie, jakby potykał się o własne stopy. Końcówki długich, prostych, lśniących włosów muskały jego łopatki i bardzo bladą twarz. Nie widziałam jej wyrazu, lecz mogłabym przysiąc, że się uśmiecha. Nie wiedziałam, czy Saining patrzy w moim kierunku. Jadłam lody. Wkrótce zorientowałam się, że po mojej prawej stronie pojawiła się męska dłoń, trzymająca szklankę whisky. Miał dużą dłoń i solidne opuszki palców; zauważyłam od razu, że obgryza paznokcie. Ja też obgryzałam paznokcie. Jego włosy opadły tuż przede mną.
Poczułam ich zapach, podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Przysięgłabym, że zobaczyłam twarz anioła! Miał niezwykły uśmiech, a obnażona niewi
Niespodziewanie Saining oznajmił, że wybiera się na południe po naszego psa.
– To tylko pies – powiedziałam. – Jest jak dziecko, które nigdy nie dorośnie, jak idiota – czy rozumiesz, co znaczy słowo idiota?
Saining właśnie pił syrop przeciwkaszlowy.
– Kiedy to lekarstwo spływa mi do gardła, czuję się tak, jakbym mówił „żegnaj”.