Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 40 из 56

Pochylił się do przodu.

– Czy wiesz, ile Con ma lat? Sześćdziesiąt dwa. W tym wieku każdy myśli już o emeryturze, ale nie Constantine Stiva. Zobaczysz, że ja umrę śmiercią naturalną, a Con wciąż jeszcze będzie się gościom w pas kłaniał. On jest jak wąż – zimnokrwisty, opanowany, puls ma ledwie wyczuwalny i wdycha formaldehyd, jakby to był eliksir życia. I żyje tylko po to, żeby mnie wkurzać. Cholera, czy nie mógłby mieć raka, a nie jakiś tam uraz kręgosłupa?! Co z tego, że go boli kręgosłup? Od tego się nie umiera.

– Zawsze myślałam, że między tobą i Conem dobrze się układa.

– Ależ on mnie doprowadza do szału! O, te jego durne zasady i cholerna dobroduszność! Żałuj, żeś go nie widziała tam na dole. Pomyślałabyś, że jesteś w świątyni albo Bóg wie gdzie. Constantine Stiva przy ołtarzu śmierci. A wiesz, co ja myślę o trupach? Że śmierdzą.

– To dlaczego tu pracujesz?

– Bo tu można skosić niezły szmal, laleczko. A ja lubię forsę.

Pełna obrzydzenia, musiałam się opanować, żeby nie wybiec z gabinetu. Oto był cały Spiro. Wyrzucał z siebie lawinę brudu i zepsucia, kotłującą się w jego mózgu. Ta obrzydliwa mieszanka spływała po nim jak woda po kaczce. Elegancko ubrany cyniczny matoł, bez żadnego celu w życiu.

– Czy miałeś jakieś wieści od Ke

– Nie. – Spiro znów się zasępił. – I pomyśleć, że kiedyś przyjaźniliśmy się. On, Moogey i ja robiliśmy wszystko wspólnie. Potem Ke

– Na przykład?

– Nie mogę ci powiedzieć, ale były naprawdę imponujące. Oczywiście sam mógłbym to wymyślić, ale nigdy nie miałem czasu na takie fantazje.

– Czy on cię uwzględniał w tych wielkich planach? Miałeś z tego kiedy jakieś pieniądze?

– Czasami mnie włączał. Z Ke

Poczułam mdłości. Nie wiedziałam już, kto napawał mnie większą odrazą: Ke

– Muszę już lecieć – powiedziałam. – Mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia. – Powi

– Zaczekaj chwilę. Chciałbym z tobą pogadać o ochronie. Jesteś podobno w tych sprawach ekspertem, prawda?

Na niczym się dobrze nie znam, musiałam przyznać w duchu, ale bez zająknięcia przytaknęłem:

– Prawda.

– W takim razie, co twoim zdaniem powinienem zrobić z Ke

– Boisz się go?

– Bo widzisz, on jest jak dym. Nie można go dotknąć. Zawsze się gdzieś czai. Obserwuje. Snuje plany. Ty nie znasz Ke

– Już ci mówiłam… Nie jestem zainteresowana posadą ochroniarza u ciebie.

Wyjął z szuflady plik dwudziestodolarówek i przeliczył je.

–  Po sto dolców za noc. Musisz tylko dowieźć mnie bezpiecznie do domu. W mieszkaniu dam już sobie radę.

Nagle zdałam sobie sprawę, ile mogę zyskać jako ochrona Spira. Gdyby rzeczywiście pojawił się Ke

– Kiedy mam zacząć?

– Od dziś. Zamykam o dziesiątej. Przyjedź tu z pięć, dziesięć minut wcześniej.

– Ale dlaczego właśnie ja? Dlaczego nie wynajmiesz sobie jakiegoś twardziela?

Spiro odłożył pieniądze do szuflady.

– Wyglądałbym jak ciota. A tak ludzie pomyślą, że za mną szalejesz. To poprawi mój image. O ile oczywiście przestaniesz się tak ubierać. Bo jak nie, to się jeszcze mogę rozmyślić.

Wspaniale.

Wyszłam z gabinetu Spira i zauważyłam Morellego, który stał oparty o ścianę przy drzwiach wejściowych. Ręce wsadził w kieszenie i wyglądał na wyraźnie wkurzonego. Dostrzegł mnie. Miną w dalszym ciągu miał nietęgą, ale zaczął trochę szybciej oddychać. Zmusiłam się do nieszczerego uśmiechu i zmierzałam przez hol w jego kierunku. Wyszłam jednak na zewnątrz, zanim Spiro zdążyłby nas spostrzec razem.

– Widzę, że dotarła do ciebie papierowa torebka z wiadomością ode mnie – powiedziałam, kiedy doszliśmy do samochodu. Zbierałam w sobie siły na kolejny nieszczery uśmiech.

– Nie tylko ukradłaś mój samochód, ale jeszcze zaparkowałaś w niedozwolonym miejscu.

– Ty cały czas parkujesz tam, gdzie nie wolno.

– Tylko kiedy oficjalnie występuję jako policjant i nie mam i

– Zupełnie nie pojmuję, czemu się denerwujesz. Chciałeś, żebym pogadała ze Spirem, no to pogadałam. Przyjechałam tu specjalnie po to, żeby z nim porozmawiać.

– Musiałem prosić chłopaków z radiowozu, żeby mnie tu podrzucili. Co gorsza, wkurza mnie, że wymykasz mi się spod kontroli. Chcę cię mieć na oku, dopóki nie przyskrzynimy Mancusa.

– Jestem wzruszona, że tak martwisz się o moje bezpieczeństwo.

– Bezpieczeństwo nie ma tu nic do rzeczy, skarbie. Masz wyjątkowy talent do wpadania na osoby, których poszukujesz, i zupełnie nie masz pojęcia, jak je potem obezwładnić. Nie mogę dopuścić, żebyś schrzaniła kolejne spotkanie z Ke

Wsiadłam do samochodu i westchnęłam. Co racja, to racja. A Morelli niestety miał rację. Co tu dużo mówić. Nie należałam do ścisłej czołówki łowców nagród.

W milczeniu jechaliśmy w kierunku mojego mieszkania. Znałam te ulice jak własną kieszeń. Czasami jechałam półprzytomnie, by się ocknąć nagle na własnym parkingu, i zastanawiałam się potem, jak się tam znalazłam. Ale dziś bacznie się rozglądałam. Nie chciałabym przegapić Ke

Wiatr przybrał na sile i gnał chmury po niebie coraz prędzej, zakrywając od czasu do czasu tarczę księżyca. Morelli zaparkował obok buicka i wyłączył silnik. Sięgnął ręką w moją stronę i zaczął bawić się kołnierzem mojej kurtki.

– Masz może jakieś plany na dzisiejszy wieczór?

Opowiedziałam mu o pracy zaproponowanej mi przez Spira.

Morelli nie powiedział słowa, tylko patrzył na mnie.

– Jak ty to robisz? – zapytał wreszcie. – Żeby się pakować w takie historie! Gdybyś nawet zdawała sobie sprawę z tego, co robisz, i tak byłabyś prawdziwym zagrożeniem.

– A mnie się wydaje, że wiodę po prostu urocze życie. – Zerknęłam na zegarek. Było już wpół do ósmej, a Morelli wciąż pracował. – Wyrabiasz nadgodziny – zauważyłam. – Zawsze wydawało mi się, że gliniarze odwalają osiem godzin i do domu.

– W obyczajówce różnie to bywa. Pracuję wtedy, kiedy jest coś do zrobienia.

– To ci rujnuje prywatne życie.

Wzruszył ramionami.

– Lubię swoją pracę. Kiedy chcę odpocząć, biorę wolny weekend i jadę nad morze albo wybieram się na tydzień na Karaiby.

To zaczynało być interesujące. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że Morelli mógłby jeździć na Karaiby.

– A co robisz na tych Karaibach? Co cię tam tak pociąga?

– Morze. Lubię nurkować.

– A powiedz, co można robić na przykład na wybrzeżu New Jersey?

Morelli uśmiechnął się.

– Chowam się pod molo i onanizuję. Trudno jest wykorzenić stare nawyki.

Nie mogłam wyobrazić sobie Morellego, jak nurkuje u wybrzeży Martyniki, za to wyraźnie widziałam oczyma duszy, jak siedzi pod molo w Seaside Heights i się onanizuje. Pod molo siedział jako napalony jedenastolatek, który wystawał przed nadmorskimi kafejkami, wsłuchiwał się w dobiegającą stamtąd muzykę i wodził oczyma za kobietami w elastycznych stanikach i króciutkich spodenkach. Potem wraz z kuzynem Moochem wchodzili pod molo i trzepali kapucyna, by zaraz pobiec na plażę do wujka Ma

Otworzyłam drzwi i wyszłam na parking. Podmuch wiatru zawirował wokół anteny Morellego i podwinął mi spódnicę. Fryzura rozpadła mi się definitywnie i włosy zakryły mi twarz.

Próbowałam je poskromić w windzie, a Morelli przyglądał się tylko ze stoickim spokojem, jak nerwowo próbuję wepchnąć cały ten bałagan pod elastyczną opaskę, którą znalazłam w kieszeni kurtki. Kiedy drzwi windy się otworzyły, wyszedł na korytarz. Czekał, aż znajdę w torebce klucz od mieszkania.

– Czy Spiro ma wielkiego pietra? – zapytał ni stąd, ni zowąd.

– Wystarczająco widać wielkiego, żeby wynająć mnie na ochroniarza.

– Może to tylko spisek, żeby cię zwabić do mieszkania.

Weszłam do przedpokoju, włączyłam światło i zdjęłam kurtkę.

– To byłby dość kosztowny spisek.