Страница 29 из 56
Włączyłam światło i zamknęłam za sobą drzwi. Torebkę i nowe buciki położyłam na blacie w kuchni. Aż podskoczyłam, kiedy zadzwonił telefon. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień, pomyślałam sobie. Zaczynały mi puszczać nerwy.
– I co teraz? – pytał głos w słuchawce. – Czy już się teraz boisz? Dałem ci chyba trochę do myślenia, co?
Serce zamarło mi na chwilę.
– Ke
– Znalazłaś już wiadomość ode mnie?
– O jakiej wiadomości mówisz?
– Zostawiłem ci ją w kieszeni kurtki. Dotyczy ona ciebie i twojego nowego kumpla Spira.
– Gdzie jesteś?
W słuchawce usłyszałam tylko trzask rozłączanej rozmowy.
– Cholera.
Włożyłam rękę do kieszeni kurtki i zaczęłam ją opróżniać: zużyta chusteczka higieniczna, szminka, ćwierćdolarówka, opakowanie po snickersie i ludzki palec.
– CHRYSTE! – Rzuciłam wszystko na podłogę i wybiegłam do łazienki, żeby zwymiotować.
– Gówno, psiakrew, wielkie gówno! – darłam się w bezsilnej złości.
Po kilku minutach trzymania głowy w muszli klozetowej doszłam do wniosku, że jednak nie zrobię tego (a szkoda, bo dobrze byłoby pozbyć się tych tłustych lodów, które zjadłam w towarzystwie Mary Lou).
Umyłam ręce zużywając mnóstwo mydła i gorącej wody, po czym wróciłam do kuchni. Palec nadal leżał na środku podłogi. Wyglądał na dobrze zabalsamowany. Chwyciłam telefon i trzymając się od palca jak najdalej, wykręciłam numer Morellego.
– Przyjeżdżaj natychmiast – rzuciłam krótko.
– Coś nie tak?
– PRZYJEDŹ TU!
Dziesięć minut później skrzypnęły drzwi windy i wysiadł z niej Morelli.
– Oho – powiedział. – Skoro witasz mnie już na korytarzu, to znaczy, że nie jest dobrze. – Spojrzał na drzwi do mojego mieszkania. – Nie masz tam chyba trupa?
– Niezupełnie.
– To znaczy?
– Na podłodze w kuchni leży ludzki palec.
– Sam palec? I nie jest połączony z żadną ręką?
– Mam tylko palec. Zdaje się, że należał do George’a Mayera.
– I co, ot tak z miejsca go rozpoznałaś?
– Nie. Po prostu wiem, że George’owi jednego brakowało. Na jego pogrzebie pani Mayerowa rozwodziła się na temat loży, do której George należał i jak to chciał być pochowany z sygnetem na palcu. Babcia Mazurowa przyglądała się sygnetowi no i dotknąwszy go odłamała George’owi palec. Okazało się, że był on dorobiony z wosku. Ke
– Czy ty coś może piłaś?
Spojrzałam na niego z wyrzutem i wskazałam na kuchnię.
Morelli minął mnie i stanął w drzwiach wiodących do kuchni. Z rękami na biodrach wpatrywał się w palec leżący na podłodze.
– W rzeczy samej palec.
– Kiedy weszłam do mieszkania, zadzwonił telefon. To Ke
– I tym ostrzeżeniem jest ten właśnie palec?
– Aha.
– A jak się znalazł na podłodze?
– Zdaje się, że go upuściłam, kiedy pędziłam do łazienki, żeby zwymiotować.
Morelli oderwał kawałek papierowego ręcznika i zawinął weń palec. Podałam mu foliowy woreczek. Wrzucił do niego zawiniątko i wepchnął woreczek do kieszeni kurtki. Oparł się o blat kuche
– Zacznijmy od początku.
Zdałam mu szczegółową relację, pomijając jedynie część dotyczącą Joyce Barnhardt. Opowiedziałam mu o liście wyklejonym srebrnymi literami i o srebrnej literce „K” wymalowanej na ścianie mojej sypialni, o śrubokręcie w oponie i o tym, że moim zdaniem wszystko to są sprawki Ke
Kiedy skończyłam, Morelli milczał. Po dłuższej chwili zapytał, czy kupiłam sobie buty.
– Tak – odparłam.
– Pokaż.
Pokazałam mu pantofle.
– Bardzo seksowne – stwierdził. – Uważaj, bo zaczynają mi działać na wyobraźnię.
Szybko schowałam buty do pudełka.
– Wiesz może, co Ke
– Nie mam pojęcia. A ty?
– Ja też nie.
– A gdybyś wiedziała, powiedziałabyś mi?
– Być może.
Morelli otworzył lodówkę i popatrzył na półki.
– Piwo ci się skończyło.
– Musiałam wybierać: buty albo jedzenie.
– I dobrze wybrałaś.
– Założę się, że to wszystko ma związek ze skradzioną bronią. Idę o zakład, że Spiro ma coś wspólnego z tą aferą. Może właśnie dlatego zginął Moogey. Moogey mógł dowiedzieć się o tym, że Spiro i Ke
– Powi
– Daj spokój! Tfu! Obrzydliwość!
– Aleja na twoim miejscu nie pokazywałbym mu tych bucików. Mógłby stracić panowanie nad sobą. Powi
Przyrzekłam sobie, że jeśli jeszcze kiedykolwiek znajdę w kieszeni palec, to spuszczę go po prostu w klozecie.
– Szlag mnie trafia, że nie możemy znaleźć Ke
– Jak wyglądał? Zapuścił może brodę? Przefarbował włosy?
– W ogóle się nie zmienił. Wcale nie wygląda na kogoś, kto się ukrywa po zaułkach. Był świeżo ogolony. Nie sprawiał wrażenia głodnego. Miał na sobie czyste ubranie. Zdaje się, że był sam. No i wydawał się trochę, hmmm, zdenerwowany. Powiedział mi bez ogródek, że jestem jak ten wrzód na dupie.
– No nie! Wrzód na dupie? To wprost nie do wiary, żeby ktokolwiek mógł się o tobie tak wyrazić.
– Nieważne. W każdym razie Ke
– Jego zdjęcia rozesłano już w Atlantic City. Nikt go tam nie widział. Prawdę mówiąc przepadł jak kamień w wodę. Ale to, że się na ciebie wkurzył, to najlepsza wiadomość, jaką słyszałem w tym tygodniu. Teraz wystarczy cię śledzić i czekać na kolejny ruch Ke
– Świetnie. Staję się przynętą dla mordercy i oprawcy zwłok.
– Nie martw się. Zaopiekuję się tobą.
Nawet nie próbowałam powstrzymać ironicznego uśmiechu.
– Masz rację – powiedział Morelli robiąc służbową minę. – Czas skończyć z flirtowaniem i tym podobnymi bzdurami. Musimy porozmawiać poważnie. Wiem, co mówią ludzie o facetach od Morellich i Mancusów: że jesteśmy bumelantami, pijakami i łajdakami względem kobiet. Absolutnie się z tym zgadzam. Kłopot w tym, że takie uogólnianie szkodzi przyzwoitym członkom tych rodzin, na przykład mnie…
Przewróciłam oczami.
– A z kolei facet taki jak Ke
– Czy to prawda, że odrąbał sobie koniuszek palca?
– Niestety, tak. Gdybym wiedział, że ci groził, załatwilibyśmy wszystko inaczej.
– To znaczy jak?
Morelli patrzył na mnie przez chwilę, nim odpowiedział:
– Przede wszystkim wcześniej opowiedziałbym ci o jego psychopatycznych skło
– Wciąż nie jestem pewna, czy był to rzeczywiście Ke
– Od dzisiaj noś spray z pieprzem wetknięty za pasek, a nie w torebce.
– Ale przynajmniej wiemy, że Ke
– Czy Spiro przeraził się tą sprawą z palcem?
– Wyglądał raczej na… wściekłego. Rozdrażnionego. Martwił się, że Con może się dowiedzieć, iż w firmie nie wszystko układa się tak jak trzeba. A Spiro ma plany. Ma zamiar przejąć firmę i udzielać i
Morelli szeroko się uśmiechnął.
– Chce, powiadasz, udzielać koncesji na prowadzenie filii domu pogrzebowego Stivy?
– No tak. Jak McDonald’s.
– Może powi
– A propos, co masz zamiar zrobić z tym palcem?
– Zobaczymy czy pasuje do kikuta George’a Mayera. Ale tymczasem powinienem chyba delikatnie podpytać Spira, co się, u diabła, dzieje.
– Nie wydaje mi się, żeby to był najlepszy pomysł. On nie chce, żeby w tę sprawę mieszała się policja. Musiałby zameldować o okaleczeniu Mayera i o liście od Ke
– W takim razie, co proponujesz?
– Oddaj mi ten palec. Zaniosę go jutro Spirowi i zobaczę, czy uda mi się zdobyć jakieś nowe informacje.
– Nie mogę ci na to pozwolić.
– Akurat! Do cholery, w końcu to mój palec, ja go znalazłam!
– Daj spokój. Przecież jestem gliniarzem. Znam swoje obowiązki.
– A ja jestem łowcą nagród. I też znam swoje obowiązki.
– No dobrze. Dam ci ten palec, ale musisz mi obiecać, że będziesz mnie na bieżąco o wszystkim informować. Jeśli tylko zacznę podejrzewać, że coś przede mną ukrywasz, koniec współpracy.
– Świetnie. A teraz daj mi ten palec i idź do domu, zanim zmienisz decyzję.
Wyjął z kieszeni foliowy woreczek i włożył go do lodówki.
– Tak na wszelki wypadek – wyjaśnił.
Kiedy Morelli wyszedł, zamknęłam drzwi na zamek i sprawdziłam okna. Zajrzałam też pod łóżko i do wszystkich szaf. Upewniwszy się, że w mieszkaniu nic mi nie grozi, położyłam się do łóżka i zasnęłam kamie