Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 28 из 56

– Lepiej uważaj na niego – poradziła mi pani Kuchta. – Widziałaś jego mały palec? Kiedy miał dziesięć lat, odrąbał sobie koniuszek siekierą ojca. Chciał się przekonać, czy to będzie bolało.

– Mówiła mi o tym Adele Baggio

Dochodziła już piąta, kiedy wyszłam od Clary. Im więcej dowiadywałam się o Ke

Jechałam prosto do domu, w coraz podlejszym nastroju. Kiedy dotarłam pod drzwi swego mieszkania, byłam już tak podminowana, że otwierając je, trzymałam w ręku spray z pieprzem. Włączyłam światło i odetchnęłam z ulgą ujrzawszy, że wszystko jest w porządku. Automatyczna sekretarka mrugała do mnie czerwoną diodą.

Mary Lou zostawiła wiadomość.

– Co się stało? Poderwałaś Kevina Costnera czy co, że się w ogóle nie odzywasz?

Zrzuciłam kurtkę i wykręciłam numer Mary Lou.

– Byłam zajęta – wyjaśniłam jej. – Ale zapewniam cię, że nie Kevinem Costnerem.

– No to kim? – dopytywała się Mary.

– Choćby Joem Morellim.

– Jeszcze lepiej.

– Nie w tym sensie – sprostowałam. – Poszukuję Ke

– Wydajesz mi się przygnębiona. Powi

– Zrobiłam, ale to nie pomogło.

– A zatem pozostało ci tylko jedno.

– Wiem, zakupy.

– Brawo – pochwaliła mnie Mary Lou. – O siódmej na Quaker Bridge. Przy stoisku z butami w Macy’s.

Kiedy przybyłam na umówione spotkanie okazało się, że Mary Lou zdążyła już przejrzeć sporą część półek z obuwiem.

– Co myślisz o tych? – zapytała obracając się w czarnych kozakach, sięgających jej do kolan, które miały szpilki niczym sztylety.

Mary Lou ma metr pięćdziesiąt siedem cm wzrostu i sylwetkę dobrego wojaka Szwejka. Jej głowa tonie w burzy włosów, które w tym tygodniu przybrały rudy odcień. Ubóstwia wielkie kolczyki w kształcie kół i kładzie mnóstwo błyszczyku na usta. Od sześciu lat jest szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci. Lubiłam te jej pociechy, ale sama na razie wolałam swojego chomika. Ten przynajmniej nie domaga się jednorazowych pieluch.

– Coś mi przypominają – stwierdziłam patrząc na kozaki. – Zdaje się, że podobne nosili trzej muszkieterowie.

– Nie podobają ci się?

– To na jakąś szczególną okazję?

– Na sylwestra.

– 1 bez cekinów?

– Ty też powi

– Nie potrzebuję butów. Potrzebny mi jest raczej noktowizor. Myślisz, że można tu gdzieś tu dostać takie urządzenie?

– O Boże! – pisnęła Mary Lou biorąc do ręki parę pantofelków na płaskim obcasie wykonanych z fioletowego zamszu. – Spójrz tylko na te buciki. Jakby na ciebie szyte.

– Nie mam pieniędzy. Jeszcze mi nie zapłacili.

– Możemy je ukraść.

– Już się w to nie bawię.

– Od kiedy?

– Od dawna. Zresztą i tak nigdy nie buchnęłam nic wielkiego. Tylko raz rąbnęłyśmy trochę gumy do żucia u Sala, bo go nie znosiłyśmy.

– A ta kurtka z Armii Zbawienia?

– To była moja kurtka! – Kiedy miałam czternaście lat matka oddała Armii Zbawienia moją ulubioną dżinsową kurtkę. Ale odzyskałyśmy ją z Mary Lou. Matce powiedziałam, że ją odkupiłam, ale tak naprawdę, to ją zwędziłyśmy.

– Powi

– Nie chcę nowych butów – broniłam się. – Potrzebuję wielu i

– Aha! Tu cię mam.

Usiadłam i rozsznurowałam martensy.

– Widziałam się z nią dzisiaj u Clary. Ledwie się powstrzymałam, żeby jej nie udusić.

– Przecież ona ci wyświadczyła przysługę. Twój były mąż był dupkiem.

– Ona jest zła.

– Czy wiesz, że Joyce tu pracuje? W dziale kosmetycznym. Wchodząc widziałam, jak robi makijaż. Przerabiała jakąś starszą babkę na Królewnę Śnieżkę.

Wzięłam pantofle od ekspedientki i przymierzyłam.

– Czyż nie są cudowne? – zachwycała się Mary Lou.

– Owszem, są śliczne, ale w takich cudeńkach nie mogłabym do nikogo strzelać.

– Przecież i tak do nikogo nie strzelasz. No, przepraszam, raz rzeczywiście strzeliłaś.

– Jak sądzisz, czy Joyce Barnhardt ma takie fioletowe buciki?

– Z tego, co wiem, Joyce Bamhardt nosi rozmiar dziesięć i pół. W tym fasonie wyglądałaby jak krowa.

Podeszłam do lustra na końcu stoiska i zaczęłam podziwiać fioletowe pantofelki. Joyce Barnhardt pęknie z zazdrości.

Odwróciłam się, aby obejrzeć się z tyłu i dosłownie wpadłam na Ke

Zamknął żelazny uścisk na mym nadgarstku i szarpnął mnie do siebie.

– I co, zdziwiona?

Aż mnie zatkało.

– Jesteś jak ten wrzód na dupie – powiedział. – Myślisz, że nie widziałem, jak chowałaś się za krzakami przed domem Julii? Myślisz, że nie wiem o tym, jak jej nagadałaś, że pieprzę się z Denise Barkolowsky? – Potrząsnął mną tak, że aż zastukały mi zęby. – A teraz po cichutku kręcisz ze Spirem, prawda? Wam się obojgu wydaje, że takie z was cwaniaki, prawda?

– Powinieneś teraz pojechać ze mną do sądu. Zapewniam cię, że jeśli Vi

– Czy ty nic nie rozumiesz? Ja nie jestem zwykłym śmiertelnikiem. Ja w ogóle nie odczuwam bólu. Być może jestem nawet nieśmiertelny!

O Boże, biedak, pomyślałam w pierwszej chwili.

Machnął nagle ręką i w jego dłoni pojawił się nóż.

– Ostrzegałem cię, ale ty mnie nie słuchasz – mówił. – Powinienem ci chyba odciąć ucho. Może wtedy zaczniesz mnie słuchać?

– Nie przestraszysz mnie. Jesteś tchórzem. Nie masz nawet dość odwagi, żeby stanąć przed sądem. – Próbowałam już kiedyś tego sposobu, gdy miałam do czynienia z agresywnymi osobnikami i zazwyczaj skutkował.

– Jasne, że się mnie boisz – ciągnął niewzruszony Ke

Torba ze sprzętem obro

– Jezu – powiedział Ke

Pozbierałam się i popędziłam za nim, przepychając się przez zwały toreb i tornistrów. Kipiałam od adrenaliny, za to zdrowego rozsądku miałam w tym momencie jak na lekarstwo. Słyszałam, że biegną za mną Mary Lou i sprzedawczyni. Klęłam w głos Ke

– O rany, przepraszam! – wykrzyknęłam do niej.

– Biegnij! – zachęcała mnie Mary Lou ze stoiska z odzieżą dla dzieci. – Łap tego sukinsyna!

Ledwo uwolniłam się od staruszki, a już w następnej chwili wpadłam na jakieś dwie i

Mary Lou i sprzedawczyni ze stoiska z butami natychmiast rzuciły się, żeby nas rozłączyć. Korzystając z chwilowego zamieszania Mary Lou kopnęła Joyce w kolano. Ta poturlała się na bok wyjąc z bólu, a sprzedawczyni pomogła mi wstać z podłogi.

Rozglądałam się za Ke

– Jasny gwint – odezwała się Mary Lou. – Czyżby to był Ke

Przytaknęłam, łapczywie chwytając powietrze.

– Co ci powiedział?

– Zaprosił mnie na randkę. No i pochwalił pantofle.

Mary Lou prychnęła.

Sprzedawczyni natomiast uśmiechnęła się.

– Dogoniłaby go pani, gdyby właśnie przymierzała adidasy.

Szczerze powiedziawszy nie wiem jednak, co bym zrobiła, gdyby mi się udało dogonić Ke

– Dość tego, dzwonię do prawnika – oznajmiła Joyce podnosząc się z ziemi. – Napadłaś na mnie! Podam cię do sądu i oskubię jak kaczkę.

– To był wypadek – tłumaczyłam jej. – Goniłam Ke

– To jest dział kosmetyczny! – darła się. – Nie możesz tutaj biegać jak jaka szurnięta i przeganiać ludzi.

– Nie jestem szurnięta. Wykonuję tylko swoją pracę.

– Pewnie, że jesteś szurnięta – nie dawała za wygraną. – Ty i twoja babcia macie nierówno pod sufitem!

– Przynajmniej nie jestem dziwką.

Oczy Joyce zrobiły się wielkie jak piłki od baseballu.

– Kogo nazywasz dziwką?

– Ciebie. – Postąpiłam krok naprzód w fioletowych pantofelkach. – Jesteś dziwką.

– Skoro ja jestem dziwką, to ty jesteś włóczęgą.

– A ty kłamczuchą i złodziejką.

– Suka.

– Kurwa.

– No to jak? – zwróciła się do mnie Mary Lou. – Bierzesz te buty, czy nie?

Kiedy dojechałam do domu, wcale nie byłam taka pewna, czy dobrze zrobiłam kupując je. Poprawiłam pudełko pod pachą i otworzyłam drzwi. Oczywiście pantofle były urocze, ale miały fioletowy kolor. Do czego je założę? Będę musiała kupić sobie fioletową sukienkę. Trzeba będzie też do tego nabyć szminkę i odpowiedni cień do powiek.